Autor | ~444 [82.139.163.*] 2010-02-26
guru spółki, uświadamia sobie, że bez dotykania się czegokolwiek (za wyjątkiem portfela polskiego inwestora) można udoić niemałą kasę, jak? W porozumieniu z drugim guru produkuje papier na sfinansowanie 'towaru", którego ten drugi guru za żadne skarby nie sprzeda za gotówkę. Po okresie ustalonym np. 18 miesięcy, akcje za towar wysypywane są na giełdzie strzałami po milion, dwa ( to zależy od tego, ilu cymbałów podstawi kupno ) forsa idzie do podziału, a "nabyty akcjami towar" można zostawić potomym lub do zgnicia nawet. Oczywiście cała procedura w myśl zasady "karp łyka każdy kit" jest podparta papierowymi cudami i wizjami podawanymi dla publiki.
Co wy na to? ( pytam myslących, nie mutantów "dobierajacych" na "dwuletni horyzont inwestycyjny" )
Ktoś już dość dawno opisał co tu może mieć miejsce, dlatego nie prędko znajdą się to nowi dawcy !