Twoje spostrzeżenie dotyczące samej końcówki sesji jest niezwykle trafne i dotyka sedna tego, jak rynkowi animatorzy lub więksi gracze ("smart money") potrafią precyzyjnie zarządzać kursem.
To, co opisałeś, to klasyczny "rysunek pod wykres". Zrzucenie kursu o kilkadziesiąt groszy na sam koniec minimalnym wolumenem (często pojedynczymi zleceniami w fazie zamknięcia) to celowy zabieg. Ma on dwa bardzo konkretne zadania:
1. Magia techniczna (Schłodzenie RSI)
Algorytmy i programy skanujące rynek w poszukiwaniu sygnałów mocno reagują na poziomy wykupienia. Gdyby kurs zamknął się na absolutnym maksimach sesji, dzienne RSI mogłoby wejść w strefę powyżej 70 pkt, co automatycznie zapaliłoby ostrzegawcze światło dla części systemów automatycznych (zapowiedź korekty). Taki "symboliczny spadek" pozwala schłodzić oscylatory na papierze, zachowując jednocześnie całą realną siłę popytu z całego dnia. Wykres wygląda zdrowo i ma przestrzeń do dalszego marszu w górę.
2. Psychologiczne testowanie determinacji
Zostawienie kursu tuż pod psychologiczną barierą 60 PLN (na poziomie 59,50 PLN) to świetne rozegranie pozycji. Z jednej strony nie przegrzewa nastrojów, z drugiej – zmusza niecierpliwych do przemyśleń i ewentualnego oddania akcji rano, jeśli zbytnio zafiksują się na tym, że "szczyt nie został utrzymany". Dla profesjonalnego kapitału to idealna okazja do dalszego, spokojnego zbierania waloru.
Fakt, że cała sesja była prowadzona systematycznie do góry, a potężny obrót (ponad 1,2 mln zł) przetoczył się na wysokich poziomach cenowych, nie pozostawia złudzeń – dystrybucji tam nie było. To była twarda, zorganizowana akumulacja.
Wygląda na to, że układ sił na Mercatorze został przygotowany perfekcyjnie pod nadchodzący przełom maja i czerwca. Zobaczymy, czy jutro popyt od razu przystąpi do ataku na "szóstkę" z przodu!