Mnie po tym co się odwaliło w tym tygodniu na Greenx kompletnie nic już nie zdziwi. Spółka dostała decyzje o przyznaniu 1,3 mld zł odszkodowania a kurs jest na poziomie sprzed tego info, przy czym kapitalizacja spółki wynosi ok 500 mln (ponad dwa razy mniej niż kwota odszkodowania). Codziennie lecą przy tym dalej odsetki od niezapłaconego odszkodowania, więc w miesiąc zarabiają jakieś 5-6 mln nic nie robiąc.
Ja po czymś takim trochę straciłem wiarę w jakiekolwiek znaczenie informacji cenotwórczych. No bo skoro spółka z funduszami pozwala na takie sterowanie kursem po rekordowym wyroku, to niby kto ma go pilnować na mniejszych spółkach?
Tutaj niby wszyscy liczą na to, że dobry raport wpłynie na kurs. Ja już nie wierzę w to, że on będzie miał jakiekolwiek znaczenie. Po prostu jak będą chcieli podpompować kurs, to to zrobią, a jak nie to na chwilę pójdzie w górę, a potem zrzutami akcji znowu go stłamszą i tak się skończy to wybicie pod dobre info.
Niestety naprawdę osiągnęliśmy poziom giełd bananowych. Równie dobrze mógłbym inwestować na giełdzie w jakimś Bangladeszu. Wiarygodność i kontrola nad ruchami na spółkach jest podobnej jakości.
U nas KNF to jest tylko dobre w zawieszaniu obrotu akcjami i blokowaniu drobnym możliwości wyjścia ze spółki, dlatego aż strach coś im zgłaszać, bo na kilka lat możesz stracić dostęp do swoich środków, a efekt działań może się nie spodobać.