Moja idea jest dalej taka sama …
Nawet jeśli przetargi PKP nie są związane z kasa z UE (bezpośrednio) to Ksiegowa czyli budżet RP ma beczkę z kasa przeznaczona na to i tamto. Jeśli ta beczka miała być pełna a jest tylko do połowy pełna (bo kasa z UE miała wpłynąć a nie wpłynęła jeszcze) … to każdy z nas wydaje najpierw na te sprawy priorytetowe i budżet tez… a wagony mogą poczekać.
Wiem ze wielu z was się z tym nie zgadza. Tylko moja teoria potwierdza się w ciągłym oczekiwaniu i przesuwaniu podpisu pod umowa … a z czego innego by to wynikało?