Moim skromnym zdaniem, Sztuczkowski ma chryzmat myszy giełdowej. Z różnych jego medialnych wypowiedzi oraz inwestycji i deinwestycji wynika, że ma ograniczoną samodzielność w podejmowaniu decyzji i dość pospolicie ogarnia ten swój biznes. Osobiście nie liczyłbym na jakiś giełdowy cud z jego strony, który wznieciłby odpał.
Natomiast nadzieja może tkwić w obligatariuszach.
Wariant pierwszy, gdy obligatariusze w większości są podmiotami finansowymi:
to tu stawiam na wycofanie gniota z giełdy, czyli do ceny nominalnej dorzucą jakieś np. 30% premii i wyjdzie jakaś 'szczodra" cena wezwania np. 2,6 zł.
Wariant drugi, gdyby obligatariusze okazali się podmiotami branżowymi:
tu można by postawić na ew. fuzję z innym ich gniotem, czyli gniot mógłby pozostać na giełdzie a ferajna na takim geszefcie mogłaby najpierw pomajstrować przy podatkach itp. a później po nadymaniu kursu i pozbyc się nadmiaru akcji oraz dalej żerować na obligacjach.