Dres...masz zapewne rację. Ja na to patrzę ze znacznie dłuższej perspektywy. Każde pokolenie ma swój język wyrazu, swoją muzę, formę wyrażania emocji. Komunikację buntu. Dla wielu ostatnich pokoleń jest to rap, albo też melorecytacja. To jest poza sporem.
Dla mnie istotne jest, że rap jako forma, gatunek, ma niską jakość. Co z tego, że przynosi hays? Disco polo też przynosi...
Rap to nie jest taka wartośc jak Bitlesi, Stonesi, Hendrix, Clapton, czy Bad Brains, Iggy Pop, Clash lub Sex Pistols. To nie jest zasób kulturowy planety. Nikt się na to nie będzie powoływał, w sensie muzycznej inspiracji, skoro większość nut raperskich kawałków jest po prostu zapożyczona. A sam bunt został dawno sprzedany.
Rap to ślepa uliczka, patologia. Teraz czekam na kolejnych buntowników, którzy wymyślą coś, co usunie rap kompletnie w cień. Chociaż to może być trudne, bo rap to kompletna łatwizna, a ludzie są leniwi i lubią łatwiznę. Vide giełda...