Siedzę w wagonie pierwszej klasy. Patrzę przez okno jak na peronie zmarznięty i zapłakany Mistrz mi wykrzykuje i pokazuje na migi że mam kaszkiet krzywo na głowie. Tak jakby to miało opóźnić odjazd pociągu. No niech będzie, zdejmę go w ogóle, bo i tak tutaj gorąco.
Tymczasem na miejscu mistrza dosiadł się jakiś gruby, spocony typ. Ciągle bawi się biletem. Głupi jak but, nawet nie wie gdzie jedziemy, ale cieszy się jak dziecko. A bagaż ma spory.
Tymczasem Mistrzowi buty całkiem przemokły i z tą smutną miną odgraża mi się teraz swoją zmarzniętą piąstką. A mówiłem żeby nie wysiadał, bo to nie ta stacja, to nie słuchał i teraz marznie. Kończę, bo właśnie wjeżdżają przekąski i mi ten grubas wszystko zje!