Najbardziej irytuje mętność informacyjna. Nie pisali by raczej, że jest jakaś umowa o pozyskaniu finansowania, gdyby jakiejś nie było, bo w powiadomieniu o zbyciu akcji nie trzeba przecież podawać powodu zbycia. A jeśli taka umowa jest, to dlaczego nie znamy jej szczegółów? Być może dlatego, że jest to szumna nazwa dla nic nie wnoszącej umowy między prezesem a jego znajomymi. Dochodzi jeszcze jedna kwestia - gwałtowny wzrost ceny akcji przy dużych obrotach na początku roku. Kto kupował od kogo. Prezes miał wtedy okazję sprzedać korzystniej niż po 0,80 czy 0,44, a żadnego komunikatu o zmniejszeniu stanu posiadania nie było.