A firma kiedyś była Halickiego?
To wynajęty menager, dostający akcje za wykonane zadania, który okazał się niesamowicie skuteczny jak do tej pory.
Facet wydaje się uczciwy i nie rzucający słów na wiatr, wręcz ostrożny w swoich deklaracjach.
Co do trudności w negocjacjach to nie widzę żadnych:
"My wam sprzedajemy Brasterka za 600 euro, wy go pchacie za 895 euro.
Wy zajmujecie się dystrybucją i reklama, my oprogramowaniem w waszym języku, aplikacją idoktorkiem mówiacym po waszemu. Koszty serwisu po połowie. Macie wyłączność na Brastera w waszym kraju na rok, pod warunkiem, ze zamówicie 20tys sztuk do końca października." :)))
Żartowałem oczywiście.
Ale co zrobić jak jakaś firma bedzie chciała sprzedawać Brastera pod święta i będzie chciał juz teraz podpisywać umowę?
Takie niedzielne dywagacje :)