Dobre pytanie. Co dalej? Potencjalnych scenariuszy na pewno znajdzie się kilka, ale przyjmijmy do rozważenia dwa.
1.
Jakie są szanse, że spółka przestanie pałaszować całe przychody? Na podstawie ostatnich raportów wynika, że małe. Co raport, to większy wyziew konsumpcji zysków z działalności operacyjnej.
Przegrany proces będzie dodatkowym ciosem w finanse, które zaczynają przypominać dziurawy portfel rencisty.
Podpisywane umowy nijak się mają do poprawy sytuacji - wzrost przychodów = wzrost pałaszowania dudków. Zatem w jaki sposób można tu mówić o czystym zysku?
Obraz taki przedstawia firmę jako "krowę", którą się doi do czasu kiedy daje mleko, a mleko właśnie się kończy. Dlatego pierwszy scenariusz zakłada upadłość w przyszłym roku.
2.
Co musi się wydarzyć żeby spółka stanęłą na nogi?
Nowy pmysł na rozwój i nowe złote góry - wypuszczenie nowej emisji i zainkasowanie okragłej sumy. Tylko czy znajdzie się ktoś kto uwierzy w sukces po tym co się działo do tej pory? Wątpie...
Powiedzmy, że spółka nawet po przegranym procesie utrzyma się na nogach i będzie balansować na krawędzi śmierdzi:). To musiałaby ograniczyć koszty utrzymania, i generować czysty zysk rosnący w czasie. To by się wiązało z generalnym przeglądem całej kadry tych wybitnych ekspertów i zostawienie najabradziej wartościowych a pozbycie się darmozjadów. Taki scenariusz optymistyczny zakłada pojawienie się światełka w tunelu.
Moja proporcja to 70% na 1 i 30% na 2