Psychologicznie drobni zostali rozegrani po mistrzowsku. W weekend euforia, rozkminy czy będzie pińcet czy dwa dzewińcet, czy kapitalizacja miliard, dwa, czy osiem. Wystarczyło osiem godzin jednej sesji i euforia ucichła, nadaktywni pochowani po kątach, a drobni obgryzają nerwowo paznokcie myśląc co to będzie jutro o dziewiątej. Powiem tak, dwa miesiące temu była zwała 10%, następnego dnia niektórym puściły nerwy i wyprzedawali się na dodatkowe minus kilka procent, po godzinie odbicie i powrót do wzrostów. Potem było wyciskanie z 50 do 40, potem chyba z 44 do 34. Takie rzeczy trzeba przeżyć. Po co tu się jest? Po komercjalizację. Jaka ona będzie? Jakaś będzie. Kiedy będzie? Kiedyś będzie. Do tego czasu lepiej się nie denerwować, nie podniecać, nie szacować, nie spekulować tylko czekać. Albo się wierzy w spółkę albo nie.