Nic nie dziwi. W Poznaniu dwa lata temu "życzliwi" w tym banku próbowali wyrzucić na bruk, dyrektora z dwudziestoletnim stażem zawodowym, żywiciela rodziny, ojca, i niestety również klienta tego banku. Ten człowiek ciężko i uczciwie pracował, nie zauważył jaki pracodawca zgotował mu los. Nie wiedział, że miejsce jego pracy ma stać się miejscem jego kaźni. Na szczęście przeżył, choć nie obyło się bez przyjazdu pogotowia. Z miejsca pracy ten dyrektor trafił prosto na oddział ratunkowy w szpitalu. Żyje, ale do dziś dnia bank nie naprawił żadnej z wyrządzonych mu krzywd.