Inwestuję od lat, większym kapitałem, i nauczyłem się jednego — rynek długoterminowo nagradza cierpliwość i selekcję, a nie hałas.
To nie jest spółka pod codzienne emocje czy szybkie strzały. To jest biznes, który w końcu zaczyna być wyceniany adekwatnie do tego, co faktycznie robi i jakie ma perspektywy. Dla mnie to typowy przypadek akumulacji w ciszy, zanim narracja zrobi się oczywista.
Nie interesuje mnie, czy jutro będzie +2% czy −1%. Interesuje mnie, gdzie spółka będzie za kilka kwartałów i jak rynek wtedy spojrzy na dzisiejsze ceny. Dlatego trzymam i dokładam wtedy, gdy większość jeszcze się waha.
Każdy inwestuje po swojemu — ja wolę działać spokojnie i konsekwentnie, a nie reagować na każdą świecę.