Forum Ogólne

Re: Bądźmy solidarni

Zgłoś do moderatora
gossi Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Mam wiadomośc z pewnego źródła, które kontaktowało
> się z Ministerstwem PiPS, że obecny Minister pracy
> i polityki społecznej Krzysztof Michałkiewicz jest
> nieprzychylny mikroprzedsiębiorcom prowadzącym
> działalność i nie jest zainteresowany rozwiązaniem
> sytuacji w sprawie nie płacenia przez nich składek
> w okresach niewykonywania działalności zarobkowej.
> Trzyma stanowisko ZUSu i wyraża aprobatę dla
> procederu pobierania nienależnych składek.
> Pozdrawiam - gośka


A to spojrzenie Ministra PiPS na naszą sprawę z czasów kiedy Krzysztof Michałkiewicz pracował albo jako kierownik Rejonowego Urzędu Pracy, albo dyrektor Wojewódzkiego Zespołu Pomocy Społecznej, albo dyrektor Wydziału Spraw Społecznych Urzędu Wojewódzkiego:

www.ilk.lublin.pl/semin/mich.htm

Stanisław Michalkiewicz
ETYCZNE ASPEKTY WOLNOŚCI GOSPODARCZEJ

1. Wolność gospodarcza, a prawa naturalne
Zakres wolności gospodarczej w państwie zależy od systemu prawnego. Z kolei system prawny państwa determinowany jest tym, co stanowi jego fundament. Fundamentem systemu prawnego może być ,,wola powszechna", czyli lotny piasek masowych nastrojów, albo prawa naturalne.

Zaleta praw naturalnych, jako fundamentu systemu prawnego państwa polega na tym, iż opisują one językiem prawa cechy natury ludzkiej, pierwotne względem państwa. Skoro cechy te są pierwotne względem państwa, to pożądane jest, by państwo, choćby w swoich działaniach prawotwórczych, brało je pod uwagę. Nie tylko ze względu na pożyteczny charakter tych cech, ale też ze względów pragmatycznych. Z punktu widzenia państwa bowiem pożądane jest, by prawo było przestrzegane. Jeżeli jednak państwo ignoruje cechy ludzkiej natury w działalności prawotwórczej, naraża się na ryzyko, że prawa stanowione w taki sposób nie będą wykonywane. Myśl tę wyraża rozmowa Króla z Małym Księciem: ,,Jeżeli rozkażę generałowi, aby jak motylek przeskoczył z kwiatka na kwiatek, albo zamienił się w morskiego ptaka, a generał nie wykona tego, to czyja to będzie wina" -- pytał retorycznie Król, a Mały Książę odpowiedział, że będzie to wina Króla. Gdyby pojawił się tyran, który w trosce o podniesienie na wyższy poziom egzystencji gatunku ludzkiego, zakazałby chodzenia po ziemi i nakazał latanie w powietrzu, to jedynym skutkiem wprowadzenia takiego prawa mogłoby być okaleczenie wielkiej liczby ludzi, gdyby przekroczenie zakazu karane było obcięciem nogi. Żaden jednak człowiek nie nauczyłby się latać i to nie dlatego nawet, że by nie chciał, ale dlatego, że jest to niemożliwe z przyczyn naturalnych.

Mamy zatem dowód, że w działalności prawotwórczej państwo nie powinno ignorować właściwości natury ludzkiej, ponieważ prawo tworzone jest dla ludzi; oni są jego adresatami oni mają się do niego stosować. Zatem pierwszym postulatem, jaki możemy zgłosić pod adresem prawa stanowionego, to to, by było ono w ogóle wykonalne.

Ale prawo nie tylko ustanawiane jest dla ludzi. Prawo ma, a przynajmniej powinno mieć na celu dobro ludzi. Jest to postulat ważny, bo spełnienie tego postulatu stanowi jedyne usprawiedliwienie państwowego monopolu na stosowanie przemocy. Dopóki przemoc stosowana przez państwo w ramach tego monopolu skierowana jest na dobro ludzi, jest ona usprawiedliwiona. Jeśli ma inny cel -- staje się nieuzasadnionym uciskiem. Ponieważ można zasadnie przypuszczać, że większość ludzi nie pragnie ucisku, więc jeśli akceptują państwo, to czynią to dlatego, że mają nadzieję, iż prawa przez państwo stanowione będą miały na celu ich dobro.

Jeżeli mówimy o dobru ludzi, jako celu prawotwórczej działalności państwa, musimy powrócić do praw naturalnych. Jak wspomniałem, są one opisanymi językiem prawa cechami ludzkiej natury. Np. zdolność człowieka do świadomego wyboru w języku prawa nazywa się wolnością, a zdolność człowieka do wytwarzania bogactwa i dysponowania bogactwem nazywa się w języku prawa własnością. Są to cechy bardzo ważne i pożyteczne; wolność jest właściwością odróżniającą gatunek ludzki od innych gatunków przyrodniczych, a ponadto znaczna część ludzi wykazuje przywiązanie do tej właściwości i dumę z jej posiadania. Własność z kolei jest cechą, bez której trudno wyobrazić sobie cywilizację w postaci, jaką znamy. Wynika stąd wniosek, że jeśli prawo państwowe ma na celu dobro ludzi, to powinno wobec tych cech przyjmować funkcję ochronną.

Charakter funkcji ochronnej nie tylko wyklucza tworzenie prawa, które prowadziłoby do godzenia w prawa naturalne, ale też ogranicza samowolę państwowych organów ustawodawczych w kształtowaniu treści systemu prawnego. Wynika stąd wniosek, że nawet jeśli państwo zorganizowane jest na zasadzie demokratycznej, to nigdy nie może być demokratyczne do końca, ponieważ procedury demokratyczne winny być zatrzymane na progu praw naturalnych. One nie wynikają z nadania żadnej władzy państwowej, są pierwotne względem państwa, a zatem nie tylko nie powinny być poddawane demokratycznym procedurom, ale też wszelkie próby anulowania ich przez głosowanie są absurdalne.

Jeżeli zatem wolność i własność, jako prawa naturalne, tworzą fundament, czy ważny fragment fundamentu systemu prawnego, to znaczy, że cały system prawny powinien być podporządkowany logice ochrony wolności i własności. To podporządkowanie stanowi warunek sine qua non jego spójności ale również warunek sine qua non jego wykonalności. Prawo godzące w wolność i własność nie będzie wykonywane, bo nie będzie akceptowane i szanowane. Zwrócił na to uwagę Gary Stanley Becker, który utrzymuje, że ludzie zachowują się tak, jakby kalkulowali. Dobrą ilustracją takiego zachowania w obliczu praw godzących w wolność i własność była reakcja na zakaz uboju zwierząt hodowlanych w Generalnym Gubernatorstwie. Mimo że nielegalny ubój karany mógł być śmiercią, handel rąbanką rozwijał się w najlepsze, bo ludzie -- niezależnie od szaleństw, jakie od czasu do czasu stają się udziałem władzy -- muszą zachowywać się bardziej odpowiedzialnie, bo mają bardzo poważne obowiązki, chociażby utrzymanie własnych rodzin.

W tym stanie rzeczy, jeśli uznajemy, że system prawny państwa powinien być w całości podporządkowany logice ochrony wolności i własności, wolność gospodarcza jawi się nam jako coś oczywistego, jako coś, co powinno być poza dyskusją toczoną w ramach procedur demokratycznych.


2. Wolność gospodarcza, a dobro wspólne
Pojawia się jednak problem, w jaki sposób pogodzić wolność gospodarczą z postulatem, by państwo, czyli władza publiczna, którą w dalszej części będę nazywał rządem, realizowały ,,dobro wspólne" i stały na jego straży. Współczesne systemy prawne, w tym i nasz, uznają zasadę możliwości ograniczania przez państwo i wolności, i własności ze względu na dobro wspólne. Kłopot wynika stąd, że o ile wolność i własność są dość dokładnie zdefiniowane, o tyle dobro wspólne rozumiane jest rozmaicie, w zależności od tego, kto na jego temat się wypowiada. Inaczej mogła rozumieć dobro wspólne np. Matka Teresa z Kalkuty, a inaczej pan Ireneusz Sekuła. W tym stanie rzeczy istnieje bardzo poważne niebezpieczeństwo ograniczania wolności lub własności, albo jednego i drugiego ze względu na NIE WIADOMO CO. I o ile ograniczenia te będą bardzo konkretne, o tyle korzyść powszechna, wynikająca z tych ograniczeń, może być bardzo wątpliwa. Najczęściej ,,dobro wspólne" bywa pseudonimem interesów najzupełniej prywatnych, jeśli tylko rzecznicy tych interesów posiądą możliwość narzucenia takiego przedstawienia na terenie publicznym, co jest zabiegiem stosunkowo prostym.

Czy wobec tego niebezpieczeństwa zasada dopuszczająca ograniczanie wolności i własności ze względu na dobro wspólne jest niesłuszna i szkodliwa? Tak nie jest, wszelako pod warunkiem, że pojęcie dobra wspólnego zostanie sprecyzowane w sposób nie budzący wątpliwości.

Dobro wspólne musi być ,,wspólne", a zatem w jego realizowaniu muszą być zainteresowani wszyscy ludzie i każdy człowiek z osobna, a także państwo, jako organizacja ludzi, której konstytutywną cechą jest monopol na stosowanie przemocy.

Wspomniałem wcześniej, że jedynym moralnym uzasadnieniem i usprawiedliwieniem istnienia tego monopolu jest okoliczność, że państwo używa przemocy dla dobra ludzi. To dobro ludzi jest zarazem i dobrem państwa, ponieważ w interesie państwa, w interesie rządu leży, by jego działalność była akceptowana również pod względem moralnym.

W tym stanie rzeczy wartością, którą bez najmniejszych wątpliwości możemy uznać za dobro wspólne, jest sprawiedliwość. W istnieniu i utrzymywaniu sprawiedliwości zainteresowany jest każdy z osobna i wszyscy ludzie razem wzięci, a także rząd, bo po pierwsze, utrzymywanie sprawiedliwości należy do podstawowych jego zadań, a ponadto uzasadnia od strony moralnej posiadanie monopolu na stosowanie przemocy. Myślę nawet, że sprawiedliwość musimy uznać za dobro wspólne bo uznawanie za dobro wspólne czegoś, co byłoby sprzeczne ze sprawiedliwością, byłoby nieuprawnione.

Problem, na który natykamy się w tym miejscu polega na zdefiniowaniu sprawiedliwości. Generalnie biorąc, możliwości są dwie. Albo za sprawiedliwość uznać jakiś stan idealny, po osiągnięciu którego musielibyśmy cały wysiłek skupić na konserwowaniu status quo, jako że wszystkie drogi ze szczytu prowadzą w dół, albo też przyjąć inną definicję sprawiedliwości, która pozostawia nam większą swobodę manewru. Osobiście opowiadam się za możliwością drugą i przyjmuję definicję, że iustitia est firma et perpetua voluntas suum cuique tribuendi (sprawiedliwość jest to niezłomna i stała wola oddawania każdemu tego, co mu się należy). Zwracam uwagę, że sprawiedliwość określona tą definicją nie oznacza żadnego stanu idealnego, a jedynie sposób postępowania.

O pierwszej koncepcji sprawiedliwości można powiedzieć tyle, że były podejmowane próby jej realizowania. Taką próbą był np. komunizm, który posługiwał się nawet formułą: od każdego według jego możliwości, każdemu według jego potrzeb. Ta formuła oznacza jednak, że musi istnieć ktoś, czyje decyzje odnoszące się zarówno do określania możliwości, jak i określania potrzeb, byłyby przyjmowane ,,powszechnie i bez zastrzeżeń". Inaczej możliwość realizowania sprawiedliwości stanęłaby pod znakiem zapytania. Krótko mówiąc, istnienie kogoś wyposażonego w taką kompetencję jest warunkiem sine qua non powodzenia tej koncepcji. To jednak oznacza, że nawet jeśli działania te doprowadziłyby do utrwalenia sprawiedliwości w tej postaci, to dokonałoby się to za cenę zamordowania wolności. Z tego właśnie powodu koncepcja ta nie może być zaakceptowana, bo jej akceptacja oznaczałaby uznanie, że naturalne prawo wolności stanowi przeszkodę w realizowaniu sprawiedliwości. Pamiętając o wcześniejszych uwagach na temat pierwotnego względem państwa charakteru praw naturalnych i ochrony tych praw jako podstawowej funkcji państwa, musimy odrzucić tę koncepcję sprawiedliwości, jako opartą na fałszywym założeniu, prowadzącym do absurdalnych i wewnętrznie sprzecznych konsekwencji.

Ale i przyjęcie definicji, wgedług której sprawiedliwość jest niezłomną i stałą wolą oddawania każdemu tego, co mu się należy, też nie uwalnia nas od wątpliwości. Skąd mianowicie możemy wiedzieć co się komu należy?

Z pozoru problem wydaje się łatwy, bo przecież każdy człowiek może sam określić swoje oczekiwania względem innych, czyli określić, co mu się, jego zdaniem, należy. Nie ma jednak dostatecznych podstaw, by tego rodzaju deklaracje oczekiwań bezkrytycznie akceptować, bo przecież oczekiwania mogą być przesadne. Pytanie zatem sprowadza się do tego, czy istnieją sposoby weryfikowania tych oczekiwań, przydatne do zastosowania w skali społecznej.

Społeczeństwo polega na tym, że ludzie komunikują się ze sobą. Niektóre z tych porozumień są szczególnie ważne, z punktu widzenia naszych rozważań. Tymi porozumieniami są kontrakty. Kontrakt polega na tym, że strony komunikują sobie nawzajem swoje oczekiwania. Jeśli oczekiwania te zostaną wzajemnie zaakceptowane, dochodzi do zawarcia kontraktu. To właśnie kontrakty są instrumentem weryfikowania ludzkich oczekiwań, przydatnym do zastosowania w skali społecznej. Koniecznym jednak warunkiem do uznania kontraktów za taki instrument jest ich dobrowolność. Tylko w sytuacji dobrowolności mamy pewność, że wzajemna akceptacja oczekiwań jest autentyczna. Oznacza to, że dla realizacji sprawiedliwości w ten sposób pojmowanej wolność nie tylko nie stanowi jakiejś przeszkody, ale stanowi jej warunek sine qua non.

Jaką rolę w tym procesie odgrywa rząd, skoro do tej pory jego obecność nie wydawała się niezbędna? Otóż rola rządu jest bardzo ważna, ale w odpowiednim miejscu. Zdarzają się bowiem przypadki nadużycia zaufania. I właśnie w takich momentach powinien wkraczać rząd, stawiając do dyspozycji kontrahenta pokrzywdzonego siłę przemocy, jaką dysponuje, w celu przywrócenia stanu zgodnego z prawem ustalonym między kontrahentami. Rząd bowiem powinien używać przemocy nie tylko dla wyegzekwowania praw, jakie sam ustanowił, ale także dla wyegzekwowania praw, jakie dobrowolnie ustanowili między sobą kontrahenci. Tego wymaga utrzymanie sprawiedliwości, należące do podstawowych zadań rządu. Widzimy zatem, że dla realizacji tak pojmowanego dobra wspólnego, wcale nie jest konieczne ograniczanie wolności ani własności. Rząd zatem nie powinien uzurpować sobie prawa ingerowania w treść kontraktu, ani tym bardziej narzucania tej treści, a tylko ograniczać się do zapewnienia egzekucji praw w ten sposób ustanowionych.

Konkretnym wyrazem zmiany postawy rządu powinno być zastąpienie zasady, wg której postanowienia umowy niezgodne z ustawą są nieważne, a w ich miejsce wchodzą postanowienia ustawy, zasadą, wgedług której nikt nie może, wbrew stronom, podważyć umowy ani zmienić jej treści, chyba że stanowi ona czyn zabroniony pod groźbą kary, wynika z takiego czynu, albo ma go na celu. Zasada ta oznacza, że dozwolone jest wszystko, co nie jest zakazane, zaś zakazane może być tylko przestępstwo. Jest to zasada zgodna z formułą, że ingerencja rządu w wolność i własność jest dopuszczalna tylko dla ochrony wolności lub własności innych. Wynika stąd, że wolność gospodarcza jest całkowicie do pogodzenia z koniecznością ochrony dobra wspólnego.


3. Wolność gospodarcza, a zasada pomocniczości
Wyjaśnienia jak sądzę, wymaga również stosunek wolności gospodarczej do zasady pomocniczości. Zasada pomocniczości głosi, że władza wyższa powinna podejmować problemy nierozwiązywalne dla władzy niższej. Wynika z niej, że w największy zakres kompetencji powinna być wyposażona władza najniższa. W związku z tym warto zastanowić się, która władza jest najniższa.

Jeżeli przyznajemy jakiejkolwiek władzy jakieś kompetencje, to dlatego, że wiemy, iż posiada ona zdolność decydowania i przeprowadzania powziętych decyzji. Gdyby władza takiej zdolności nie posiadała, wyposażenie jej w jakiekolwiek kompetencje byłoby pozbawione sensu. Jeżeli zatem taka jest przyczyna przyznawania władzy jakichkolwiek kompetencji, to nie sposób nie zauważyć, że taką samą zdolnością obdarzeni są również pojedynczy ludzie. Oni też mają zdolność podejmowania decyzji i wprowadzania ich w życie. Z tego punktu widzenia nie różnią się niczym od instancji władzy publicznej. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, by za najniższą władzę, w rozumieniu zasady pomocniczości, uznać pojedynczego człowieka. Skoro zaś z zasady pomocniczości wynika, że to właśnie najniższa władza winna być wyposażona w możliwie największy zakres kompetencji, to znaczy, że ten możliwie największy zakres kompetencji trzeba pozostawić po prostu ludziom. Widzimy zatem wyraźnie, że również zasada pomocniczości, prawidłowo i konsekwentnie pojmowana, nie może stanowić żadnej przeszkody dla wolności gospodarczej.

Stanisław Michalkiewicz
***

Jakżeż odmienne prawda?
Pozdrawiam tych, którym ZUS wraz z Ministrem Pracy i Polityki Społecznej nakazał zmienić się w rajskiego ptaka - Gośka