No generalnie wczoraj przyznał się, ze miał całe 1,5 tys. akcji. Ale tam ilość nie jest taka istotna. Mnie bawi, że wyśmiewał się ze mnie jak mówiłem o kręceniu kółek i się pytał jakim pakietem to robię, bo dla niego "minimum to 400 tys.":D
Pomijam litościwym milczeniem jego gadki o tym "ile to tracę na giełdzie" na takich zagrywkach, bo gość nie rozumiał, ze sprzedaż akcji kupionych po 11 zł za 16 zł daje prawie 50% przychodu:) A jego tezy o tym jak kręcenie kółek nie ma sensu bo "płacisz prowizje mafii bankowej" i lepiej trzymać aż nie wzrośnie o 400%, to juz w ogóle mnie rozwaliły.
Dobra dość już o tej żałosnej postaci giełdowego Arlekina. Mnie najbardziej śmieszy to, że tyle tutaj pisał jakby miał realny wpływ na akcje i gadał o nietrzymaniu ciśnienia przez ludzi, a sam puścił akcje na pierwszym oporze.
Swoja drogą nie zdziwię się jak zostanie na tym przysłowiowym "peronie" bo widzę, ze ktoś jednak zbiera te akcje w okolicach 17 zł. Byłoby śmiesznie jakby został odcięty po tym całym megalomańskim popisie.
Jakbym się kierował emocjami to może i sam zbierałbym na tym poziomie żeby tylko nie pozwolić spaść kursowi, ale jednak nie będę wkładał w jedną spółkę 50% portfela żeby zrobić jakiemuś formowemu śmieszkowi-kolarzowi na złość.