I co z tego? Nic. Podejrzewam, że cały ten ostatni, niewielki przecież (21 k) zakup akcji ma na celu zrobienie dobrego wrażenia na akcjonariuszach w kontekście ew. kłopotów z obligatariuszami, którym prezes już za kilka dni musi zapłacić ok. 27 mln złotych. Tych pieniędzy w kasie nie ma, a w każdym razie nic na ten temat, że są, nie wiadomo.
Myślę, że prezes ma dwa cele, które chce osiągnąć.
Po pierwsze, chce przekonać w ten sposób; patrzcie, ja zwiększam zaangażowanie kapitałowe w spółkę, ponieważ wierzę, że są to dobrze zainwestowane pieniądze. Pieniądze niewielkie wobec 27 mln złotych zobowiązań wobec obligatariuszy, ale jednak. Czy to przekona obligatariuszy do rolowania papierów? Ja w to wątpię.
Po drugie, prezes chce przekonać akcjonariuszy do nie sprzedawania akcji, gdyby się okazało, że obligatariusze zażądają zwrotu pieniędzy i wykupu obligacji pod groźbą złożenia pozwów sądowych. Taki rozwój sytuacji z dużym prawdopodobieństwem spowodowałby podaż akcji, a że odbiór jest niewielki, to spadek kursu do wartości groszowych byłby możliwy. To z kolei zmusiłoby do reakcji zastawnika, który wziął od prezesa i kumpli akcje BBI w zastaw, w zamian za pożyczona gotówkę lub inne aktywo.
Jak to mogłaby być reakcja? Kolejna podaż akcji i kolejny spadek kursu, do 1 grosza, bo taniej być już nie może?
Taka jest moja spekulacja.:)