W efekcie działań prezesa spółka jest na dramatycznym minusie na giełdzie. 400% do szczytu! Analitycy i doradcy finansowi ostrzegają przed tą spółką. Mówią, że żeby ją dźwignąć, musiałby się zmienić prezes, który się przyspawał do stołka i mamy dalsze spadki na giełdzie. Ale skoro już zaprzepaścił zaufanie do spółki, to może już nigdy nikt nie zaufa tym akcjom. I teraz pytanie: czy za to można pozwać prezesa jako osobę fizyczną odpowiadającą jego majątkiem osobistym? I drugie pytania: dlaczego tak skompromitowana osoba nadal sprawuje zarząd? Nie kupowałem na szczycie. I wiadomo, takie bananowe spółki sturtupowe kupuje się mikro-łyżeczką. Ale jak się widzi działalność na szkodę spółki, którą się ma nawet w mikro-ilości w portfelu, to nóż się otwiera w kieszeni i chce się poświęcić czas na wizytę w prokuraturze (tylko tego czasu brak). W sumie, to ta spółka jest dowodem na to, dlaczego na NC nie ma co podejmować ryzyka. Wystarczy jeden banan w zarządzie, żeby spółkę wywalić. Jaki prezes w takim eldorado na rynku złota, doprowadziłby do tak słabych wyników spółki?