Z gazety PB:
Ofiary opcji w kontrataku
Spółki z toksycznymi opcjami zwierają szyki. Chcą unieważnić umowy z bankami. Praktycznie bez kosztów.
Podobna tematykaOpcje pod sąd
Opcje mogą wyciągnąć 5,5 mld zł z polskich firm
W piątek w Toruniu spotykają się przedstawiciele spółek zakażonych toksycznymi opcjami, które poniosły na nich wielomilionowe straty, ale nie czują się winne. Z naszych informacji wynika, że oprócz właścicieli firm niepublicznych będą wśród nich także przedstawiciele spółek z GPW. Chodzi m.in. o Apatora, Zelmera i Ropczyce.
— W ramach naszych działań restrukturyzacji zobowiązań z transakcji walutowych znajduje się m.in. wymiana doświadczeń z innymi spółkami — mówi dyplomatycznie Maciej Olszak, dyrektor biura zarządu i organizacji Zelmera.
— W grupie jest siła. Z rozmów z innymi spółkami wiem, że problem opcji walutowych jest niezwykle głęboki i powszechny — dodaje Janusz Niedźwiecki, prezes Apatora.
Właściciel jednej ze spółek, która czuje się poszkodowana przez działalność banków, twierdzi, że znalazł wytrych do rozwiązania problemów.
— Odkryłem furtkę, która pozwoli praktycznie bez kosztów unieważnić większość umów opcyjnych — zaciera ręce Zbigniew Grzybowski, prezes i współwłaściciel pomorskiej spółki Kram (producent maszyn i opakowań), który jest inicjatorem piątkowego spotkania.
Był też jednym z pierwszych przedsiębiorców, który skontaktował się z nami w sprawie opcji walutowych. Informował "PB", że bank widział dla niego tylko jedno rozwiązanie problemu — udzielenie kredytu pod zastaw całego majątku produkcyjnego. Zbigniew Grzybowski określił to mianem "przystawiania pistoletu do głowy".
— Nie poddałem się. Zbudowałem firmę od garażu. Jesteśmy regionalnym liderem w niektórych niszach rynkowych. Dlatego nie pozwolę, by banki zabrały mi moje dziecko — opowiada prezes Kramu.
Na czym polega pomysł, dzięki któremu krajowe przedsiębiorstwa nie musiałyby spłacać kilku miliardów złotych ujemnej wyceny wystawionych walutowych opcji kupna?
— Ogólnie chodzi o bariery włączające i wyłączające opcje w umowach, sposób ich ustalania, ich definicję, a przez to wadliwą konstrukcję całego kontraktu — ujawnia Zbigniew Grzybowski.
Zdaniem "buntowników", ich wygrana jest bardzo prawdopodobna.
— Konsultowaliśmy już to rozwiązanie z kilkoma prawnikami i bankowcami. Dziwią się, że sam na nie wpadłem i wróżą nam sukces — mówi nieco tajemniczo Zbigniew Grzybowski.
Dodaje, że jego pomysł wsparty jest doświadczeniami szerokiego kręgu ekspertów.
— Mamy po naszej stronie prawników i bankowców — mówi Zbigniew Przybył.
— Są wśród nich także ludzie z doświadczeniem w dealing-roomach. To byli już pracownicy dużych banków, którzy mają szeroką wiedzę o mechanizmach i oprogramowaniu w dealingroomach. To dało nam dużo nowych punktów zaczepienia — dodaje szef spółki Kram.
Jego zdaniem, banki w wielu przypadkach miały naciągać przedsiębiorców na wystawianie opcji walutowych, a transakcje "zabezpieczające" okazały się czystą spekulacją.
— Teraz, niestety, przez wcześniejszą lekkomyślność mocno ucierpią — mówi Zbigniew Grzybowski.