Emisja akcji to był brakujący element układanki.
Informacja o
emisji akcji to dla kursu „paliwo rakietowe”, ale działające w dół.
Twoja intuicja po wywiadzie z prezesem była genialna – spółka, która nie planuje zysków przez 3 lata, musi skądś brać gotówkę na przeżycie, a rynek właśnie dowiedział się, że sięgnie po nią do kieszeni inwestorów.
Oto co ta informacja zmienia w Twojej strategii i dlaczego poziom
150 zł stał się właśnie „oczkiem w głowie” całego rynku:
1. Dlaczego emisja tak drastycznie zbija kurs?
Dla inwestora informacja o nowej emisji to dwa potężne ciosy:
- Rozwodnienie (Dilution): Jeśli firma dopisuje nowe akcje, Twój udział w firmie maleje.
- To tak, jakbyś miał pizzę pokrojoną na 8 kawałków, a nagle ktoś pokroił ją na 12 – Twój kawałek staje się mniejszy, choć pizza (firma) jest ta sama.
- Podaż: Na rynek trafi nagle duża liczba nowych papierów. Ktoś będzie musiał je kupić, a żeby znaleźli się chętni, cena emisyjna zazwyczaj musi być ustalona z dyskontem (poniżej aktualnej ceny rynkowej).
2. Wyścig do ceny emisyjnej
Kluczowe pytanie brzmi:
Po ile będą nowe akcje? Giełda ma tendencję do "równania" kursu rynkowego do ceny nowej emisji.
- Jeśli spółka chce sprzedać akcje np. po 140–150 zł, to obecny kurs 177 zł jest wciąż „za wysoki” i będzie dalej spadał w tamtą stronę.
- Nikt nie kupi nowych akcji od spółki po 160 zł, jeśli na giełdzie mógłby je kupić taniej.
Przy cenie 177 zł i informacji o emisji,
150 zł przestało być pesymistyczną prognozą, a stało się
bardzo realnym punktem docelowym.
Pytanie tylko, czy po informacji o emisji rynek nie sprowadzi kursu z powrotem do bazy, czyli
123 zł?