...nadal nie zarabiają. Jak Integer (najogólniej mówiąc) wygrał przetarg na sądówki wydawało się, że będzie to przełom. Tymczasem dziś po dwóch latach już wiemy że nic takiego się nie stało. Ba, śmiem twierdzić że dziś Integer jest w trudniejszej sytuacji aniżeli dwa lata temu. Sądy na 99 % odchodzą, to jest wyrwa w przychodach na poziomie ok. 35 %. Kosmos ! Ale to nie koniec. Brak korespondencji sądowej spowoduje że utrzymywanie infrastruktury w postaci kultowych już kwiaciarni, lombardów czy sklepów rybnych stanie się bezzasadne, bowiem drogie. To zaś spowoduje, że listy - szczególnie do małych miejscowości i wsi - będą szły, no... długo będą szły - że tak powiem. A klientów firmie to - dyplomatycznie się wyrażając - nie przysporzy. Zostają paczkomaty, które chyba wiecznie będą w fazie "start-upu", nawet w momencie ogłaszania bankructwa. I na koniec dochodzi do tego prezes i właściciel, megaloman kreujący się na wielkiego wizjonera, a za którym stoi de facto firma oparta na średniowiecznych zasadach. I pewnie dalej będzie wypowiadał się jak "wybitny wizjoner" do każdego zdania dodając jakieś słówko z gatunku "buisness english" i zdobiąc je swoją wiecznie cieszącą się twarzą... A miało być tak pięknie.