Nie się nie zmienia na tym papierze. Od połowy sierpnia kurs niezmiennie spada. Mowa oczywiście o średnim kursie transakcyjnymn, a nie o fixie, na którym akurat tu mamy do czynienia z nieustannym wyciąganiem kursu za uszy, żeby powstalo wrażenie, że kurs rośnie, a nie spada. Jest dokładnie odwrotnie: kurs spada i spadać będzie.
Dlaczego? Odpowiedzi na to pytanie może być kilka.
Ja na przykład uważam, że za spadkami kursu może stać ZGI, która od lat manipuluje kursem, akcje zbiera i sprzedaje, gdy kurs nieco urośnie. Ten proceder jest o tyle łatwy, że nie ma zbyt wielu inwestorów, a wolumeny dziennie rzadko przekraczają kilka tysięcy akcji. Kuszona niską wyceną nieliczna drobnica akcje kupuje, a potem, gdy po kilku miesiącach okazuje się, że kurs spadł od 20-30%, sprzedaje je. Kurs spada i spada. ZGI akcje kupuje, części z nich używa do manipulowania kursem, do stymulowania dalszych spadków, a resztę akumuluje. Po co? Żeby sprzedać je z zyskiem. Komu? Spółce, gdy prezes ogłosi wezwanie do sprzedaży akcji w celu umorzenia. Uchwała w tej sprawie obowiązuje, minimalna cena to 5 złotych i po tyle, tak uważam, prezes je ogłosi. Czy ktoś przeoczył, że prezes od dwóch lat nie kupił ani jednej akcji? Ani jednej akcji, choć kurs spadł do 3,15 zł, a wolumen obrotów zbliża się do 5 mln akcji czyli połowy kapitalu akcyjnego? Prezes w miał i ma nadal w kasie miliony złotych, więc jakie są powody, że akcji nie kupuje? Podobno prezes dba o stabilność finansową spółki (tak napisał dawno temu jeden z uczestników forum, który pytał w tej sprawie przedstawicieli spółki). Ja akurat nie wierzę w to, że prezes dba o stabilność finansowa spółki. O własną stabilność finansową prezes i kumple z pewnością dbają, ale z dbałością o finanse, majątek spółki, mają oni akurat ogromne problemy. Taki na przykład geniusz matematyki, ale tylko w kwestii odejmowania, pan Litwiski, dyrektor finansowy BBI, kupił przed laty MB w Szczecinie, zapłacił ok. 100 mln złotych, a przed dwoma laty sprzedał za kilkanaście milionów. To jest dbałość o majątek spółki i jej finanse? Dziekuję za taką dbałość.:) A taki prezes Skotnicki, który ma umiłowanego brata i od lat finansuje go, a właściwie spółkę, w której ma on udziały, podobnie jak ojciec członka zarządu BBI hr. Tyszkiewicza oraz delfin Szczepański? Chodzi tu o spółkę Serenus, którą zarządza rękodajny prezesa Skotnickiego, p. Niciński. Tak nią zarządza, że BBI od lat pompuje tam miliony złotych, żeby p. Niciński miał na pensję oraz na zapłatę czynszu za powierzchnie biurowe wynajmowane od spółki powiązanej z niektórymi członkami zarządu BBI. Pieniadze wyciekają z kasy BBI różnymi sposobami. Albo za pośrednictwem spółek zależnych BBI, albo za pośrednictwem np. spółki Serenus, gdzie udziałowcami są członkowie rodzin większości członków zarządu BBI. Widzimy, że prezes i kumple są kreatywni w trosce o własne finanse lub finanse członków ich rodzin. Troski o finanse spółki BBI ja tu akurat nie widzę. Jeden przykład już podałem (MB w Szczecinie), a kolejny to osławiona, trwająca już od ponad 10 lat sprawa zamiany kina Wars na tzw. Pasaż Simonsa. Pasaż Simonsa jest własnościa spółki Serenus. Kino Wars zostało kupione ( podaję za GazWybor) za ok. 6 mln złotych, a potem pod hipotekę tej kamineica BBI pożyczyła spółce Serenus (czyli w uproszczeniu Skotnickiemu bratu, hrabiemu seniorowi i delfinowi Szczepańskiemu) 12 mln złotych, potem kolejne miliony, aż wartość długu wraz odsetkami urosła do ponad 30 mln złotych. Prezes musiał odpisać wspaniałomyślnie bratu i innym udziałowcom Serenusa ponad 3 mln złotych, żeby audytor mógł nadal się podpisywać pod sprawozdaniami i spać w miarę spokojnie, ale czy na długo? Szczerze w to watpię. Kamienica kina Wars jest warta ok. 9 mln złotych i stanowi zabezpiecznie zobowiązania wobec BBI na ok. 30 mln złotych. Brakuje 21 mln złotych, po wcześniejszym umorzeniu ponad 3 mln złotych. Jeśli nie dojdzie do zamiany kina Wars na PS, okaże się prawdopodobnie, że Serenus nie będzie w stanie spłacić długów i czeka go upadłość, a BBI będzie musiała odpisac od majątku kolejne dziesiątki miliony złotych. I znowu ujawni się osławiona troska prezesa i kumpli o finanse spółki BBI, czyż nie? Uważam, że proces zamiany trwa już na tyle długo, że muszą być istotne powody, żeby tego nie robić. Miasto potrzebuje pieniędzy od lat, a jednak nie dochodzi do transakcji, na której zarobi kilkadziesiąt milionów złotych. Czyzby pojawili sie nowi, konkurencyjni chetni na tę nieruchomośc, którzy maja większe wpływy w ratuszu? Lata mijają, zamiany nie ma. Podejrzwam, że scenariusz nie doprowadzenia do zamiany obu nieruchomości jest całkiem realny i BBI pozostanie z niewiele wartym kinem Wars oraz z niespłacalnymi wierzytelnościami wobec spółki Serenus. I znowu prawdopodobnie ujrzymy błysk geniuszu inwestycyjnego prezesa i kumpli zakończony stratą idącą w dziesiątki milony złotych. Czy ktoś wierzy, ze Serenus ma w kasie milony złotych na spłatę długu, skoro od lat jest na kroplówce finansowej BBI?
Takiej swawoli zarzadu BBI może położyć kres nowy, dominujący akcjonariusz, który być może akcje zbiera od lat i teraz czeka na właściwy moment, żeby sie ujawnić i przejąć władze w BBI - samodzielnie lub przy współpracy z funduszami/ To jest możliwe, wszak tylko w ostatnich 3 latch wolumen obrotów wyniósł ok. 6 mln akcji (60% kapitału), a licząc z rokiem 2018 nawet 90% kapitału. Akcje te były kupowane za grosze, większość z nich oo średniej cenie ok. 4 złotych za sztukę. Pokusa wrogiego przejęcia była i jest duża, albowiem prezes i kumple kontrolowali najpierw ok. 6% akcji, potem ok. 14 a obecnie nieco ponad 20% (wliczam w to akcje przedane przez p. Radziwiłła w pierwszej pakietówce na tzw. słupa, tak speuluję). To zwiększanie zaangażowania w akcje przez członków zarzadu musi mieć swoje powody, istotne przyczyny. Ja uważam, że tym powodem jest właśnie obawa przed wrogim przejęciem. Po raz pierwszy obawa ta ujawniła się w 2018 roku, gdy z akcjonariatu wychodziły różne fundusze, w tym Altus i Trigon. Wtedy to właśnie członkowie zarzadu, jesienią 2018 roku, kupili w pakietówkach ok 5% i zwiększyli zaangażowanie do ok. 13 %. Gdy się okazało, że żaden nowy akcjonariusz się nie ujawnił, zaprzestali kupowaniai akcji w ramach porozumienia. Przez kolejne dwa lata niewile się działo, ale teraz, gdy w kasie, w związku ze sprzedażą Konesera, pojawić sie może nawet 100 mln złotych, obawy przed wrogim przejeciem, odżyły. Tym bardziej, że w ostatnich 3 latach, jak wspominałem, wolumen obrotów wyiósł ponad 6 mln akcji, które ktoś przecież kupił. Drobnica? Trudno w to uwierzyć każdemu, kto śledzi od lat notowania i widzi, że zleceń K jest tu niewiele, kilka lub kilkanaści w sumie i opiewaja one na kilka lub kilkanaście k. Tu drobnica jest, ale w szczątkowym wymiarze. Kto zatem kupił w ostatnich 4 latach pond 9 mln akcji? To pytanie zadawali sobie prawdopodobnie członkowie porozumienia akcjonariuszy (członowie zarządu), do których dołaczył delfin Szczepański? O ile w 2018 roku członkowie zarzadu kupili 5% akcji płacąc 5 złotych za sztukę, czyli cenę rynkową, o tyle dziś, nowe porozumienie kupuje już akcje o > 30% ponad wycenę rynkową. Muszą mieć poważne powody, żeby płacić tak drogo. Tym powodem może być właśnie strach przed wrogim przejęciem. I słusznie, ten strach ma racjonalne podstawy, który wynikają właśnie wolumenów obrotów w ostatnich latach.
Wrogie przejęcie to teoretycznie inwestycja ok. 10 mln złotych w ok. 20% akcji spółki, której majątek po spłacie zobowiązań może wynosić ok. 21 złotych na akcję. Czy znalazł się śmiałek, który zaryzykował kupno ok. 20-25% akcji za ok. 10 mln złotych. Jeśli tak, to może pomnożyć wielokrotnie tę kwote, wszak 21 złotych na każdą z 2-2,5 mln daje w sumie od 42 do 52,5 mln złotych. Właściwe taki śmialek mógł porozumieć się z funduszami, które kontroluja ok. 22% akcji. Porozumiec się i mając ok. 5% (nie musiałby se ujawniać) doprowadzić do zmiany władzy. Myślę, że do WZA dowiemy sie, czy moja spekulacje jest słuszna.
Do tego czasu nie spodziewam się fajerwerków ora zmiany sytuacji na rynku.
Kurs będzie spadał dalej.
Taka jest moja spekulacja.:)