Wydawać by się mogło, że zaraz po otrzymaniu listu intencyjnego możemy odetchnąć z ulgą, że się udało i że mamy już kontrakt w kieszeni. Nic bardziej mylnego, list intencyjny nie jest jeszcze podpisaniem umowy, co więcej – nie jest nawet traktowany na równi z umową przedwstępną. Można by nawet stwierdzić, że osoba podpisująca list intencyjny, w którym wyraziła wolę zawarcia umowy o współpracę w przyszłości, wycofując się ze swojej obietnicy, nie poniesie żadnych konsekwencji prawnych.
Jaki jest cel /kierunek/przyszłość.
1. Czy spółka zarobi kokosy? Jesli tak to kiedy?
2.Czy jej sytuacja finansowa pozwoli dotrwać do tego czasu?
3. Czy akcjonariusze którzy mogą z zyskiem sprzedać swoje akcje?
4. Czy główni akcjonariusze żeby się ewakuować z tonącego okrętu?
Proszę o państwa merytoryczne opinie.