Piszemy o kursie, o kredycie. A czy nie warto zastanowić się bardziej całościowo nad spółką?
Po pierwsze, po co właściwie pan Kukolewski kupił 32% akcji kiepskiej spółki z NC? Czy obecność na giełdzie była jednym z warunków otrzymania kredytu, czy może jest inny powód?
Najbardziej prozaicznym wydaje się ten, dla którego spółki wchodzą na giełdę, czyli pozyskanie kapitału. Tylko że Depend pozyskuje kapitał w inny sposób. Oczywiście może potrzebować również dodatkowych środków spoza linii kredytowej na pokrycie różnego kosztów działalności, na które nie może wykorzystać kredytu.
Po drugie, jaką strategię przyjął odnośnie posiadania pełnej kontroli nad spółką.
Obecnie Kukolewski posiada 32,65% głosów co nie daje swobody w głosowaniach na walnych zgromadzeniach, a dodatkowo stwarza niebezpieczeństwo przejęcia kontroli nad spółką przez kogoś z zewnątrz. Zwłaszcza w obliczu uzyskania kredytu i związanych z tym perspektyw rozwoju w najbliższej przyszłości. W związku z tym logiczną wydaje się teza, że Kukolewski zabezpieczył sobie większość głosów w akcjonariacie w sposób nieformalny a brakującą ilość akcji (2 107 500) do pełnej kontroli, czyli do 51% posiadają osoby zaufane. (Jeżeli tak jest, to faktyczny ff wynosi ok. 3 960 000 sztuk). Takie działania wydają się sensowne od momentu, kiedy Kukolewski uzyskał pewność, że kredyt dostanie. Jeżeli założymy drugi wariant czyli, że posiada tylko zakupione oficjalnie 32,65% głosów to najprostszym sposobem na zapewnienie sobie bezwzględnej większości w akcjonariacie jest nowa emisja. Ale takie rozwiązanie niosłoby za sobą ryzyko nieprzegłosowania ustawy o nowej emisji jeśli w akcjonariacie ujawniłby się ktoś z odpowiednio dużym pakietem. Czyli bardziej prawdopodobnym wydaje się jednak pierwszy wariant.
Poznam chętnie zdanie innych w tej kwestii.