Drodzy, byłem ostatnio w sfinksie w Warszawie przy jednym z bardziej ruchliwych miejsc. Piątek po pracy, większość miejsc wolna?. Kiedyś trzeba było czekać w kolejce! Dostałem jadło tak paskudnej jakości że niemało zwymiotowałem. Surówka z lidla z plastikowego pudełka o niebo lepsza, mięcho ( 9 kawałków po 1 cm ) jakieś stare wysuszone, nazywają to shorama czy jakoś tak. Chyba mi to zsunęli z innych talerzy co ludzie nie zjedli. Z talerz tego syfu zapłaciłem 50 zł. Teraz to już tylko na piwo tam można pójść. Tragedia.