Jak sanepid stołówkę sprawdzał
Ksiądz Bolesław Jewulski to nasz dobry znajomy. Poznaliśmy go na dwóch procesach sądowych. W pierwszym dobrowolnie poddał się karze za nieuprawnione wzięcie pod sutannę dopłat unijnych za ziemię, której nie miał.
Dostał, co sam zaproponował: wyrok kicia w zawiasach i zwrot forsy. W procesie drugim, toczącym się przed sądem w Koszalinie, ksiądz J. jest najbardziej wiarogodnym świadkiem, prawie koronnym, w odrębnym procesie urzędnika gminnego, który potwierdził na kwicie, że ksiądz ma ziemię, choć jej nie miał. A urzędnik księdzu uwierzył na słowo, nie sprawdził. - Komu miałem wierzyć jak nie duchownemu - mówił przed wysokim sądem ten nieszczęśnik.
A tak w ogóle to ksiądz Jewulski jest biznesmenem. Posiada m.in. pensjonat w Gąskach niedaleko Darłowa, blisko morza. Księże wczasowisko ma nazwę: ośrodek religijno-wypoczynkowy Betania. Do pensjonatu zjechali ostatnio mali koloniści - dziatwa ze Śląska pod opieką swojego księdza. I temu duchownemu dzieci zawdzięczają, że nie trafiły do szpitala. Ksiądz-opiekun, gdy zobaczył stołówkę Betanii, natychmiast przeniósł podopiecznych na wikt w innej stołówce. Telefonicznie zaalarmowani rodzice podnieśli raban, zawiadomili sanepid.
Trudno opisać, co kontrolerzy zastali - brud, resztki jedzenia, smród, zepsute produkty. A teraz uwaga, uwaga: koszaliński sanepid schował sprawę pod dywan. Dopiero rodzice skontaktowali się z lokalnymi mediami. Dyrektorka koszalińskiej inspekcji sanitarnej potwierdziła, że #kontrola odbyła się parę dni wcześniej, lecz sprawy nie chciała nagłaśniać#. Bo księdzu-właścicielowi tego bałaganu należy się specjalne traktowanie?
Sprawę dokładnie opisał #Głos Koszaliński# i - co warte szczególnego odnotowania w czasach bezmyślnego sprzyjania panom w sukienkach - opis zamieścił pod intrygującym tytułem #Bez nieba w gębie#. Autorka zauważyła przy okazji, że w tym wypadku szata /duchowna/ nie ozdobiła człowieka, a odwrotnie. Kuratorium zachodniopomorskie - dodajmy od siebie - w ogóle nie wiedziało, że ksiądz Jewulski prowadzi ośrodek kolonijny, bo on kolonii nie zgłosił, choć jest taki obowiązek. Jasne, przecież to ksiądz i świeckiej władzy nie podlega, choć zgarnia całkiem świeckie, ba!, ateistyczne pieniądze.
Sanepid, po przejściach, wlepił właścicielowi Betanii mandat i zakazał gotowania w brudnej stołówce czegokolwiek, nawet wody na herbatę. I co z tego? W ośrodku wprawdzie dzieci nie ma, ale na kolejny turnus przyjechali dorośli. Pojęcia nie mieli, że była kontrola sanitarna i jest jakiś zakaz wydawania posiłków. No, to smacznego.