To dobry znak dla tych, którzy ewentulanie zamierzają przejąć lub umocnić własną władzę w spółce. Dlaczego? Dlatego, że jeszcze kilka tygodni bezruchu, mikrowolumenu obrotów oraz spadek kursu, i frustraci zaczną sprzedawać akcje. Kurs wzrósl przez ostatnie 1,5 roku o prawie 100% i niektórzy z was spodziewają się, że kurs urośnie kolejne 100% w tydzień lub dwa. Nic z tych rzeczy. Jeśli zastanowicie się, frustraci, dlaczego nie ma obrotów, dlaczego kurs stoi w miejscu lub spada, to być może dojdziecie do wniosku, że powodem wzrostów w ostatnich kilkunastu miesiącach nie była dywidenda, której z oczywistych powodów być nie może - brak pieniędzy w kasie, obligacje i przede wszystkim plany inwestycyjne zarządu. Czy ktoś może być tak naiwny i sądzić, że nawet gdyby Koneser został sprzedany jutro za netto 150 mln złotych, co byłoby darem Niebios, ale prezes i kumple na taką łaskę nie nie zasłużyli, to natychmiast wypłaciłliby wam dywidendę?":) Przypomnę, że członkowie zarzadu kontrolują (oficjalnie) > 21% i na WZA w teorii nie mileiby przewagi nad funduszami, ale w sytuacji absencji np. Norwegów taka przewaga już jest, a przecież nie można wykluczyć, że członkowie porozumnienia mają sojuszników, jak choćby delfina Szczepańskiego. A prezes ma przecież brata, który wcale nie musi raportować o liczbie posiadanych akcji, o ile nie ma ich więcej niź 5% To tyle, jeśli chodzi o możliwy układ w akcjonariacie.
Przypomnę, że spółka jest w trakcie dwóch inwestycji, RT i PS. Do czasu otrzymania kredytów budowlanych na te dwa projekty, spółka będzie musiała finansować je kwotą kilkudziesięciu milionów złotych. Dodatkowo będzie musiała ponosić koszty ogólne zarządu, koszty obligacji. To kolejne kilkanaście milionów zlotych rocznie. To, że planowana jest emisja kolejnych obligacji wskazuje, że spółka na to obecnie gotówki nie ma. Obligacje, przypomnę w sumie do kwoty 70 mln złotych, wykluczaja wypłatę jakichkolwiek zysków. To jest fakt ignorowany przez frustratów - tym gorzej dla nich.:) Nie jest pewne, że znajdą się chętni na kolejne obligacje w kwocie idącej w dziesiątki milionów złotych, nawet jeśli prezes zaproponuje im 10% rocznie lub więcej. Wysokie oprocentowanie oznacza wyższe koszty finansowe, z którymi już obecnie spółka ma problemy, co objawia się w rolowowaniu części obligacji. Problemy z dziurą finansową w rachunku bieżących kosztów będą się zwiększać, tym bradziej, że - o czym każdy wiedziec powinien - przed spółką idące w dziesiątki milionów złotych inwestycje, później kolejne kredyty, kolejne zwiększenie bieżących kosztów finansowych. Tu: https://obligacje.pl/pl/a/bbi-development-na-nizszej-dzwigni
Każdy może sobie szacować, ile dziesiątków milionów zlotych trzeba będzie wydać w tym roku na inwestycje, a o chętnym na Konesera nie słychać. I już obecnie można założyć, że w tym roku nie będzie przepływu z tego projektu, nawet jeśli kupiec pojawiłby się w połowie roku. Skąd zatem spółka będzie miała gotówkę w wysokości dziesiatek milionów złotych na realizacje RT i PS tylko w tym roku? Czeka nas zatem emisja nowych obligacji idąca w dziesiątki milionów złotych. I dlatego zarząd wniósł o przedłużenie uchwały o emisji obligacji, a WZA taką uchwałe przegłosowało. Tylko osoba słabo zorientowana lub oczywisty oszust może pisać o wypłacie dywidendy w takiej sytuacji.
Dlaczego prezes i kumple od ponad dwóch lat nie prowadza skupu akcji nawet w minimalnym wolumenie? Pzecież w kasie są pieniądze, wprawdzie nie dziesiatki milionów, ale na skup 100k akcji rocznie, przy kursie w przeziale 3,15-5 złotych gotówki nie brakowało. Wiecie? Firma PR podobno oświadczyła w imieniu zarzadu, że dzieje się tak z powodu troski o stabilność finansową spółki. Załóżmy, że to prawda.:) Czy zatem w przyszłości, jeśli cały zysk z Konesera, pozostały po spłacie wszystkich zobowiązań obligacyjnych, 70 mln złotych plus odsetki, a więc ok. 80 mln razem, zostałby przekazany akcjonariuszom? Czy wtedy prezes i kumple przestaliby troszczyć się o stabilność finansową spółki w sytuacji, gdy trzeba finansować nie tylko nowe inwestycje do czasu uzyskania kredytów budowlanych, ;aet także co rok trzeba wydać ok. 12 mln złotych na pokrycie kosztow ogólnych zarzadu? Czy ta czysto teoretyczna wypłata dywidendy, na przykład w wysokości 50 mln złotych, nie zachwiałaby stabilnością finnasową spółki?
Policzmy, zakładając, że Koneser przyniesie nierealne netto 150 mln złotych. 90 mln złotych spłata wszystklich długów. Zostaje 60 mln złotych. Finansowanie RT i PS do czasu uzyskania kredytów budowlanych to ok. 20% wartości inwestycji, która w przypadku RT wyniesie ok. 6 mln euro ( ok. 27 mln złotych), a w przypadku PS ok. 3 mln euro (13,8 mln złotych). Razem ok. 41 mln złotych samych kosztów budowy, a wcześniej trzeba zrobić i zatwierdzić projekty budowlane, które nie powstaną przecież za darmo, przygotować teren budowy itp. itd. To wszystko potrwa rok, dwa lata, a może dłużej. I w tym czasie tylko prezes i kumple przytula kilka milionów złotych, a reszta z licznej załogi też za marny grosz pracować nie bedzie. A biura firm z GK i samej BBI? Te przecież też kosztują, bo prezesi nie będa pracowac byle gdzie, tym bardziej, że biurowiec przy ul. ks. Kłopotowskiego należy do spółki powiązanej z niektórymi (:)) członkami zarządu BBI, którzy przecież za darmo tych powierzchni nie wynajmują spółce, którą sami zarzadzają. Czy teraz wiadomo, dlaczego koszty ogólne zarządu wynoszą rocznie ok. 11-12 mln złotych? Przez dwa, trzy lat do czasu rozpoczęcia budowy RT i PS trzeba będzie wydać kilkadziesiąt milionów złotych na pensje prezesa i kumpli, na pensje pozostałych pracowników, na biura i tak dalej, czyli na tzw koszty ogólne zarządu. Czy ktoś na forum to kwestionuje? Nie widzę, nie słyszę.:) To są oczywiście szacunki, obarczone pewnym błędem, ale nawet jeśli przeszacowanie wynosi 10% to i tak nadal sa to dziesiątki miliony złotych, których w kasie spółki nie będzie, gdyby frima wypłaciła dywidendę. Czy rozsądny człowiek, na przykład prezes Skotnicki, wypłaciłby dywidendę, pozbył się całej gotówki mając na głowie dwie ogromne inwestycje, potrzeby gotówkowe na kolejne dwa, trzy lata w wysokości ok. 60 mln złotych, tylko po to, żeby zaspokoić oczekiwania drobnego akcjonariatu? Oczywiście, że tak się ie stanie, ponieważ trzeba dbać o stabilność finansowa spółki, czyż nie?
Myślę, że trzeźwo myślący i uczciwy człowiek podziela mój pogląd w tej kwestii.
I w tym kontekscie trzeba rozpatrywać pojawienie się nowego akcjonariusza w spółce - i od razu z pakietem > 10%. Myślę, że analitycy AF trzeźwo oceniają sytuację w spółce i nie myśleli o rzekomej dywidendzie rekomendując zakup dużego pakietu akcji BBI. A może liczyli na zyski z RT i PS? Te prawdopodobnie pojawią się, ale za kilkanaście lat w sumie, ponieważ tyle, np. 13 lat, może trwać budowa i ich sprzedaż. Złota44 trwa już 14 lat od czasu wbicia łopaty w ziemię i nie została sprzedana w całości (zostało ok. 10%). jest to obiekt porównywalny z RT. Ile zarobi spólka na tych 2 projektach? Licząc 12 tys. złotych zysku na m2, w RT zysk wyniesie ok. 140 mln złotych, w PS (100% udziałow) ok. 70 mln złotych - optymistycznie licząc. W czasie budowy i sprzedaży tylko koszty ogólne zarzadu wyniosą prawdopodobnie w sumie ok. 150 mln złotych (13 lat x 12 mln złotych). Po ich poniesieniu i spłacie obligacji, którymi będą pierwotnie finansowane, w kasie zostanie może 40 mln złotych. To daje ok. 4 złotych dywidendy na akcję. Czyli taki FIZ AF dostałby po kilkunastu latach w sumie ok. 4 mln złotych przy inwestycji własnej 6-7 mln złotych. Gdzie tu ekonomiczny sens?
Gołym okiem widac, że przyczyny zakupu akcji przez FIZ AF mogą być całkiem inne. Jakie? Ja oczywiście tego nie wiem, ale nie wykluczam, że za tym zakupem i prawdopodobnie kolejnymi stać może zamiar przejęcia władzy w BBI i likwidacji spółki. Skąd taka myśl u mnie? Ano stąd, że sprzedaż posiadanych aktywów dać może tyle gotówki, że po spłacie obecnego zadłużenia w kasie mogłoby pozostac nawet ok. 210 mln złotych, czyli na akcje w przyapdku likwidacji przypadałoby ok. 21 złotych. To są oczywiście moje szacunki, obarczone pewnym będem.Zarobek dla kogoś, kto miałby pakiet kontrolny, na przykład 25-30 %, kupiony za 10-12 mln złotych, byłby gigantyczny i szybki. Proces likwidacji potrwałby kilka lat, ale gotówkę można przecież wypłacić wcześniej w formie dywidendy lub skupu akcji w celu umorzenia. Jest to możliwe? Teroretycznie jest.:)
I teraz porównajmy sobie obie perspektywy. Teoretyczne zyski z inwestycji, które potrwają prawdopodobnie kilkanaście lat i wrogie przejęcie jako motyw zakupu akcji przez FIZ AF.
Który motyw jest racjonalny i bardziej prawdopodobny? Ja uważam, że wrogie przejęcie, które teoretycznie może dać nawet 21 złotych na akcje, a nie czysto teoretyczne zyski, ok. 4-5 złotych na akcję i to prawdopodobnie za kilkanaście lat.
I teraz frustraci zastanówcie się, dlaczego nie brakuje na forum takich, którzy piszą o wypłacie dywidendy, choć nie jest ona w ogóle możliwa, choćby z powodu obligacji? W czyim interesie oni działają? Czy kolejni, nowi drobni inwestorzy, skuszeni absurdalną perspektywą wypłaty dywidendy, kupią teraz akcje a za rok, bo nie wcześniej, gdy okaże się, że WZA nie uchwali wypłaty jakichkolwiek zysków, nie zaczną sprzedawać posiadanych walorów ze stratą? A kto te akcje od nich ewentualnie kupi? No własnie tandeciarze, którzy teraz akcje sprzedadzą na górce omamionej drobnicy. Tandeciarze nie są zainteresowani wrogim przejęciem, są zainteresowani robieniem nieustannych kółeczek. Te sa możliwe tylko w sytuacji braku wrogiego przejęcia, bo wtedy nikt akcji w zasadzie nie będzie sprzedawał, będzie czekać na sprzedaz wszystkich aktywów, na spłatę wszelkiego zadużenia i na likwidację spółki oraz wypłatę gotówki.
Kto jeszcze nie jest zainteresowany wrogim przejęciem? Oczywiście członkowie zarządu, którzy utraciliby miliony dochodów rocznie w sumie, ciepłe posadki itp. itd.
Czy wszystko jest jasne zrozumiałe?
Dobrej zabawy.
Taka jest moja spekulacja.:)