Bo na forum grasuje ex inwestor — Rrrrrr, znany amator z pakietem większym niż jego doświadczenie.
Najpierw miał szczęście — sprzedał z zyskiem, poczuł się jak rekin. Ale jak tylko kurs poszedł w górę, wrócił po więcej. Odkupił, oczywiście drożej — średnio po 3,70 zł, jakby chciał sam sobie udowodnić, że można wpaść w tę samą pułapkę dwa razy.
Teraz wisi.
Nie tylko na wykresie, ale i emocjonalnie — przyspawany do monitora, błagający, żeby ktoś zdjął go z haka. Publicznie odgraża się, że „trzyma”, ale każdy kto zna giełdę wie, że to nie determinacja, tylko desperacja z domieszką paniki.
Jak to ocenić?
Cóż — klasyka gatunku.
Nowicjusz, pierwsze zetknięcie z giełdą, parę groszy w spadku i wielka wizja szybkiego zysku. Efekt? Forumowe spowiedzi, publiczne raporty „ile kupiłem, ile sprzedałem”, czyli otwarte zaproszenie dla rekinów: „Chodźcie, tu mięso świeże!”
Rrrrrr myśli, że walczy ze spółdzielnią(?).
Tymczasem rynek już dawno postanowił, że on będzie walutą tej walki.
Bo nikt rozsądny nie wystawia swojej pozycji na widok publiczny.
Nikt rozsądny nie liczy na litość w miejscu, gdzie wszyscy polują.
Więc nikt cię, Rrrr, z tego haka nie ściągnie.
Nie po to tu jesteśmy.
Wystawiłeś się, pachniesz strachem i świeżą gotówką — idealna przynęta.
A karuzela już ruszyła.
Ile w dół?
Aż oddasz.
Bo rynek nie zna litości — zna tylko moment, w którym pęka ci nerw.