Widzę, że już mało kto wchodzi z nim w polemikę i bardzo dobrze. Proponuję pozostałym takie samo podejście - zlewka totalna. Chłopak coś mamrocze i bełkocze. Właściwie nieraz sam ze sobą pisze. Niech tak zostanie.
Musi wykonać swoją robotę - niech wykonuje.
Niech sobie myśli, że jest poważany i że ktoś go słucha i się z nim liczy. Skoro mu to morale poprawia... wszystkiego dobrego :-)
I tak nadejdzie ten czas, żeby mu zaśpiewać nieśmiertelną piosenkę Mietka Fogg'a "To jest ostatnia niedziela...". Może zakuma, o co chodzi.
Miłego weekendu wszystkim !