30.06.2026 (Reuters) - Ferrari i BMW wprowadzają nowe modele wyposażone w lekkie i tanie aluminiowe okablowanie, przyspieszając odchodzenie od miedzi, dominującego materiału w instalacjach elektrycznych od wynalezienia baterii elektrycznej dwa stulecia temu. Zwrot branży motoryzacyjnej ku aluminium wynika z istotnych korzyści kosztowych i wagowych. Miedź była ostatnio notowana blisko $15,000 za tonę metryczną, podczas gdy cena aluminium była znacznie niższa, około $3,100. Ta różnica cen sprawia, że aluminium jest atrakcyjną alternatywą. Gęstość aluminium wynosi około 30% gęstości miedzi, co może zmniejszyć masę wiązki przewodów, elementu ważącego 20-30 kg, poprawiając efektywność paliwową i zasięg pojazdów elektrycznych. Mimo zalet przejście na aluminium stwarza wyzwania techniczne. Aluminium jest bardziej podatne na korozję i utlenianie, co może wpływać na długoterminową niezawodność instalacji. Ma też wyższą rezystywność elektryczną niż miedź, dlatego do przenoszenia tego samego prądu potrzebne są grubsze przewody, co powiększa wiązki kablowe. Producenci samochodów i dostawcy tacy jak Sumitomo Electric i Furukawa Electric opracowują specjalne stopy oraz technologie połączeń, takie jak zgrzewanie tarciowe i wyspecjalizowane terminale, aby pokonać te trudności. Szerszy trend może znacząco wpłynąć na rynki towarowe. JPMorgan szacuje, że zmiana ta może wyprzeć około 2% globalnego popytu na miedź w bieżącym roku, a do 2030 r. może sięgnąć 6%. Dzieje się to w czasie, gdy rynek miedzi już zmaga się z deficytem strukturalnym, a popyt ze strony zielonej energetyki i centrów danych ma przewyższać podaż przez następną dekadę. Ten krok największych producentów samochodów podkreśla długoterminowe ryzyko dla wytwórców miedzi, ponieważ inne branże również mogą chcieć eliminować droższy metal.
Źródło: https://stooq.pl/n/?f=1768403
Innymi słowy: przez najbliższe 5-10 lat cena miedzi będzie rosnąć. I tyle w temacie. Tym bardziej, że rozpowszechnienie się tych nowych stopów aluminium to jeszcze dość odległa sprawa, no i trzeba wziąć pod uwagę, że gospodarka światowa będzie się z każdym rokiem rozwijała, więc nawet jeśli zapotrzebowanie na miedź spadnie o te 6%, jak Morgany przewidują, to będzie to spadek o te 6% z poziomu światowego zapotrzebowania wynoszącego (wedle szacunków) w roku 2030 od 35 do 42 milionów ton; a dla porównania: obecne zapotrzebowanie wynosi 28-30 mln ton. I to jest jeszcze nic... - do 2050 roku światowe zapotrzebowanie na miedź będzie wynosiło 70 milionów ton. Jeśli ktoś spodziewa się, że w takiej sytuacji kursy spółek-producentów miedzi będą spadały, to jest niespełna rozumu.