W raporcie ESPI z dnia 19 listopada 2025 r. Cannabis Poland S.A. ogłasza podpisanie ambitnej umowy z portugalskim partnerem na dostawy czterech odmian suszu konopi medycznych, w tym jednej o zawartości powyżej 25% THC. Kontrakt zakłada pięcioletnią współpracę, obejmującą dostawy co najmniej 200 kg suszu rocznie, co w optymistycznym scenariuszu miałoby przynieść łączne przychody w wysokości 15–20 milionów złotych. Zgodnie z zapisami umowy, Cannabis Poland ma występować jako właściciel rejestracji (MAH) i prowadzić sprzedaż pod własną marką, zaś THC Pharma S.A., spółka zależna, ma odpowiadać za hurtową dystrybucję do aptek.
Brzmi to imponująco — jednak wyłącznie na papierze. Jak sam zarząd spółki przyznaje, rejestracja żadnego z tych produktów jeszcze nie została zakończona, a pierwszy import planowany jest najwcześniej w 2026 roku. Biorąc pod uwagę, że pierwszy wniosek rejestracyjny CBD złożono już w czerwcu 2024 r., a przez niemal półtora roku spółce nie udało się doprowadzić tej procedury do końca, nie sposób nie zadać pytania: czy i kiedy rzeczywiście dojdzie do rejestracji czterech kolejnych produktów?
Sama umowa z portugalskim producentem nie ma żadnej wartości operacyjnej, dopóki produkty te nie zostaną oficjalnie dopuszczone do obrotu przez URPL. W dodatku sam raport ESPI zawiera klauzulę ostrożności: „przychody mogą być także znacząco niższe lub (…) żadnego z w/w Produktów może nie udać się wprowadzić na rynek polski.” Tym samym zarząd przyznaje, że mimo medialnego tonu, całość opiera się na warunkach czysto hipotetycznych.
Zupełnie pominięta w raporcie pozostaje kwestia struktur operacyjnych i kadrowych. Z dostępnych danych nie wynika, by Cannabis Poland czy THC Pharma zatrudniały obecnie jakikolwiek zespół sprzedaży, specjalistów ds. rejestracji czy personel techniczny. Tymczasem mowa o projektach, które wymagają precyzyjnej współpracy z zagranicznymi wytwórcami, aktywnej komunikacji z URPL, realizacji procedur jakościowych zgodnych z EU GMP, a następnie sprzedaży do aptek w wysoce regulowanym segmencie farmaceutycznym.
Bez tych zasobów trudno mówić o działalności operacyjnej — pozostaje jedynie symulacja działalności poprzez publikację umów warunkowych i powoływanie się na potencjalne przychody. Zresztą, nawet jeżeli wszystkie cztery produkty zostaną zarejestrowane i sprowadzone do Polski, brakuje informacji o strukturze kanałów dystrybucji, podpisanych kontraktach z aptekami, czy jakiejkolwiek aktywnej sprzedaży.
Cała konstrukcja komunikatu wpisuje się w model działania znany z wcześniejszych lat: deklaracje o ogromnym potencjale, wzniosłe plany inwestycyjne i powoływanie się na zagranicznych partnerów, przy całkowitym braku dowodów na zdolność realizacyjną. Tymczasem straty kwartalne sięgają pół miliona złotych, a żaden produkt nie przynosi znacznych przychodów. Obecna działalność koncentruje się głównie na wydawaniu raportów i ogłaszaniu współprac, które same w sobie nie wnoszą nic do rzeczywistej sytuacji finansowej spółki.
Raport z 19 listopada 2025 r. ma wartość informacyjną wyłącznie jako manewr PR, służący podtrzymaniu narracji o przyszłościowej spółce z ambitnymi planami. W rzeczywistości mamy do czynienia z podmiotem bez zarejestrowanych produktów, bez działu sprzedaży, bez zdolności operacyjnych, który jedynie deklaruje gotowość do działania — jeśli i kiedy warunki ku temu zostaną spełnione przez innych.
Inwestorzy powinni więc zadać sobie pytanie nie „czy umowa została podpisana”, lecz: czy istnieje jakakolwiek struktura, zespół i kompetencje, by to, co podpisano, mogło być kiedykolwiek wykonane?