Rybne spółki mimo dużych obrotów notują spadek rentowności
Puls Biznesu
15-04-2009, 07:49
Sprzedaż rybnych spółek, mimo kryzysu, rośnie. Rentowność jednak - niekoniecznie - podaje Puls Biznesu. Jak czytamy w dzienniku, winny jest po pierwsze słaby złoty, a po drugie rosnące ceny puszek.
Seko, giełdowy producent marynat i sałatek rybnych pierwszy kwartał ma zakończyć wyższymi niż rok wcześniej przychodami. Także Wilbo pochwali się kilkunastoprocentowym wzrostem sprzedaży w stosunku do 2008 r. Obie firmy wskazują jednak na słabszą rentowność.
- 90 proc. naszych surowców pochodzi z importu, m.in. z Norwegii, Islandii czy Danii. Boli nas więc słaby złoty. Żeby temu zaradzić, zwiększamy eksport, głównie do Niemiec i Czech, pracujemy też nad Węgrami i Rumunią. W tym roku eksport powinien stanowić 10 proc. naszej sprzedaży - mówi Pulsowi Biznesu Kazimierz Kustra, prezes i największy akcjonariusz Seko.
Leszek Stypułkowski, prezes Wilbo, podkreśla natomiast, że wpływ na słabszą rentowność mają drożejące surowce, przede wszystkim puszki.
- Wprawdzie w lutym podwyższyliśmy ceny produktów, ale widoczne to będzie w wynikach dopiero w maju - dodaje.
Dlatego inną strategię ma Graal, największa rybna firma w kraju - czytamy w Pulsie Biznesu.
- Bardziej niż sprzedaż, która w pierwszym kwartale była zbliżona do zeszłorocznej, interesuje nas zysk. Tym bardziej że widzimy już w naszej branży wpływ kryzysu. Nie można udawać, że nie dotyka on przedsiębiorstw rybnych. Walczymy o rentowność, choć i tak w pierwszym kwartale będzie nieco niższa od zeszłorocznej - mówi Robert Wijata, członek zarządu Graala.
...bo jest presja sieci...
Rybne spółki starają się uwzględnić wyższe koszty w cenach. Narzekają na sieci handlowe, które im to jednak często skutecznie utrudniają. M.in. dlatego Wilbo ogranicza sprzedaż do sieci na rzecz tradycyjnego kanału dystrybucji.
- W ten sposób dbamy o cenę. Ponadto uważam, że polityka sieci, polegająca na wywieraniu presji cenowej na dostawcach bez uwzględnienia ich warunków kosztowych, jest niebezpieczna. Dostawcy nie mają gdzie ciąć, więc obniżają jakość produktów - mówi Pulsowi Biznesu Leszek Stypułkowski.
Graal, jako duża firma ma lepszą niż pozostałe firmy pozycję w negocjacjach. Do sieci sprzedaje około 40 proc. produkcji.