Re: ja jestem Autor: ~chodzik księżycowy [89.78.78.*]
Czytam sobie wypowiedzi. Już widzę oczami wyobraźni poniektórych kurs Netii koło 5 zł.
Dla mnie te ogromne obroty znaczą coś takiego.
Analizuję wcześniejsze moje wypowiedzi, które skłaniały się do spadków na Netii.
Opisałem co widzę po wykresie i wczoraj pod koniec sesji zobaczyłem coś jeszcze, mianowicie próbę podciągniecia kursu za wszelką cenę. Sostała uwolniona energia, która niestety doprowadziła do mizernych skutków. Para z kotła ruszyła z ogromną siłą, a koła się ledwie obracają. Na dodatek ten popyt spotkał się z odpowiedzią ze strony sprzedających i to bardzo szybko..
Nie mogę interpretować tych dużych obrotów w oderwaniu od poprzednich zjawisk.
To byłoby nielogiczne i świadczyło, że kieruje się emocjami i tyle, albo aż tyle.
Chodzik Księżycowy
Kolejny duży kryzys związany będzie w USA z implozją rynku kart kredytowych, ponieważ wall street zabezpiecza dług kart kredytowych w ten sam sposób co kredytów hipotecznych, dopóki zagranica podtrzymuje wartość amerykańskiego dolara wtłaczając pieniądze w obligacje jakoś to się toczy ale prędzej czy później to się skończy wtedy dopiero kryzys pokaże prawdziwą siłę...
Premier Donald Tusk potwierdził konieczność nowelizacji tegorocznego budżetu. Nowelizacja nastąpi i nastąpi w lipcu.
Minister finansów Jacek Rostowski potwierdził konieczność nowelizacji budżetu w lipcu, nie przesądzając, czy deficyt wzrośnie z 18,2 mld zł.
- Nowelę będzie można spokojnie i odpowiedzialnie przeprowadzić w lipcu co nie przesądza o zmianie deficytu. To pozwoli nam wpisać oszczędności poczynione w styczniu - powiedział.
Rząd szuka pieniędzy. Sprzedaje obligacje za miliard dolarów...
Ministerstwo Finansów chce jeszcze przed wakacjami sprzedać obligacje nominowane w USD o wartości 1 mld dolarów - zapowiada poinformował dziennikarzy dyrektor długu publicznego w MF Piotr Marczak.
już dawno mówiłem że to najbardziej nieudolny minister finansów i rząd w historii III RP!!!! A co my inwestorzy mamy na to powiedzieć? PiaR- tylko to potrafią!!! Przykro się robi, że możemy przez tych obu pajaców tracić swoje pieniądze!!! Co do Netii to chyba zakupię odpowiedni pakiet, bo wszystko wskazuje na to że się chyba wyczyściła....
Chińskie rezerwy walutowe będą odgrywały znaczącą rolę w kształtowaniu trendów na rynkach finansowych w najbliższych latach. Warto się bliżej zastanowić nad losem 1,95 biliona dolarów zdeponowanych w skarbcu Państwa Środka.
Prawie dwa biliony dolarów, będące w posiadaniu Ludowego Banku Chin, oczywiście jedynie w niewielkiej części znajdują się w jego sejfie. Zgromadzone złoto warte jest ok. 30 mld USD i stanowi jedynie 1,5 proc. rezerw. Pozostałą część stanowią różne aktywa ulokowane za granicą, z czego 65-proc. udział mają papiery denominowane w dolarach – głównie obligacje rządu amerykańskiego. Choć chińskie rezerwy są największe na świecie, w podobnej sytuacji znajduje się Japonia z bilionem rezerw (z czego dwie trzecie ulokowane są w obligacjach skarbowych USA) oraz w mniejszej skali inne kraje azjatyckie.
Co nie tak z obligacjami?
Można zapytać, co złego jest w posiadaniu trzech bilionów dolarów ulokowanych na najbardziej płynnym rynku świata – w obligacjach amerykańskich? Otóż nie jest wcale takie pewne, czy rząd amerykański odda i ile warta będzie waluta, w której otrzymamy zapłatę. Zadłużenie Stanów Zjednoczonych sięga już 11 bilionów dolarów i przyrasta w bezprecedensowym tempie. Deficyt w zeszłym roku zamknął się w kwocie 459 miliardów, w tym roku szacuje się, że będzie to 1,75 biliona, a w kolejnych dwóch latach po bilionie. W ten sposób w 2011 r. amerykański dług znajdzie się na poziomie 100 proc. PKB. W takiej sytuacji koszty jego obsługi będą stanowić 3 – 4 proc. PKB.
Ryzyko bankructwa
Prawdopodobieństwo bankructwa Stanów Zjednoczonych jest coraz wyżej oceniane przez rynek. Credit Default Swap na 10-letnie obligacje USA w lipcu 2007 r. kwotowany był po 1,6 punktu bazowego, w marcu zeszłego roku było to już 16 punktów bazowych, a w marcu bieżącego roku zanotowano 97 punktów. Prawdopodobieństwo niewypłacalności USA wzrosło więc od początku światowego kryzysu sześćdziesiąt razy. Rząd amerykański dysponuje jednak wyjściem awaryjnym. Zadłużenie rządu USA jest denominowane w dolarach, a akurat tej waluty Amerykanie mogą mieć łatwo pod dostatkiem. Wystarczy więc, że obligacje zacznie masowo skupować Fed, a problem zadłużenia publicznego zniknie. Ceną za takie posunięcie byłaby wielka inflacja i potężna deprecjacja dolara. Monetaryzacja długu wydaje się jednak i tak bardziej dyplomatycznym rozwiązaniem niż odmowa jego zapłaty.
Boją się spadku
Narzucającym się pomysłem pozbycia się ryzyka utraty wartości przez aktywa dolarowe jest ich sprzedaż i zamiana na coś innego. Takie ruchy, a nawet sama ich zapowiedź, wywołałyby jednak gwałtowną przecenę amerykańskiego długu i waluty, co naraziłoby Chińczyków na utratę ogromnej części gromadzonych przez lata funduszy. Dlatego przygotowuje się inne scenariusze.
Bez kolejnych obligacji?
Pierwszym z nich z nich jest zaprzestanie kupowania kolejnych partii obligacji. Rzeczywiście tempo chińskich zakupów w ostatnich miesiącach znacznie spadło, choć nie stało się to na skutek świadomej decyzji. Chiński eksport spadł bowiem w marcu o 26 proc. r./r. i rezerwy przestały przyrastać. Stwierdzić, że Chińczycy rzeczywiście zaprzestali kupowania obligacji amerykańskich będzie można dopiero wtedy, gdy eksport się odbuduje i kolejne pozyskane dolary wydadzą oni na coś innego. Można jednak wątpić, czy tak się stanie. Odmowa zakupu kolejnych transz obligacji wywołałaby identyczny skutek, jak ujawnienie chęci sprzedaży dotychczas zgromadzonych aktywów dolarowych.
Terapia szokowa
Drugim pomysłem mogłoby być zatrzymanie wzrostu rezerw dewizowych. – Mamy już dość rezerw. Miejmy nadzieję, że się one ustabilizują – powiedział niedawno wiceprezes Ludowego Banku Chin. Nadzieja jednak nie wystarczy. By zapobiec napływowi dolarów, trzeba by urynkowić kurs juana. Wynikła stąd aprecjacja zmusiłaby chińską gospodarkę do realokacji zasobów na ogromną skalę. Taki szok mógłby przynieść społeczno-polityczne konsekwencje, które są na razie nie do przyjęcia przez rząd w Pekinie.
SDR zamiast dolarów
Trzecie rozwiązanie zmierzałoby do zmiany światowego systemu walutowego przy współdziałaniu z innymi państwami. Tak można rozpatrywać propozycję szefa LBC, Zhou Xiaochuana, który zaproponował zmianę światowego systemu rezerw. Miałaby ona polegać na tym, że banki centralne zamiast głównie dolarów, miałyby trzymać jednostki rozliczeniowe MFW – tak zwane SDR-y, których wartość odpowiada koszykowi walut (44 proc. USD, 34 proc. EUR, 11 proc. GBP, 11 proc. JPY). – Nic nie powstrzymuje Chin od dywersyfikacji rezerw. Mogą nawet doprowadzić je do takich proporcji, by naśladować SDR – skomentował tę propozycję Paul Krugman. – Chiny jednak posiadają tak dużo dolarów, że nie mogą ich sprzedać, nie obniżając wartości dolara i nie ponosząc straty kapitałowej. To, co zaproponował Zhou, sprowadza się do prośby, by ktoś uratował Chiny od ich własnych błędów inwestycyjnych. Tak się z pewnością nie stanie – podsumował Krugman.
Brak entuzjazmu
Nie wydaje się więc dziwne, że propozycja chińska nie spotkała się z aprobatą krajów Zachodu, a także amerykańskich sojuszników w Azji. Innym pomysłem na zreformowanie światowego sytemu walutowego byłoby zwiększenie roli juana w międzynawowej wymianie i tą drogą uzyskanie wpływu na kształt systemu rezerw banków centralnych. W tym celu podpisano ostatnio z pięcioma państwami (Indonezja, Korea Pd., Malezja, Argentyna i Białoruś) umowy swapowe, zmierzające do ominięcia rozliczania transakcji handlowych w dolarach. Jest to jednak krok w pół drogi. Trudno bowiem, by w światowym handlu istotną rolę pełniła waluta nie w pełni wymienialna.
Cicha realokacja
Czwartym pomysłem na zagospodarowanie rezerw jest ich cicha realokacja. W tym miejscu właśnie inwestorzy mogą szukać okazji do zysku. Chiny będą bowiem starać się, powoli acz systematycznie, kupować pewne aktywa, które lepiej przysłużą się ich interesom niż „utopione” w amerykańskich obligacjach dolary. Akcje amerykańskie są narażone na ryzyko kursowe i polityczne, a obligacji Chińczycy mają już nadto. Pozostają więc surowce – nie tylko ujawnione ostatnio złoto, ale także między innymi miedź i ropa naftowa.
Zręczne umowy
Bardzo sprytnym posunięciem są zawarte niedawno umowy z krajami takimi jak Rosja, Brazylia i Ekwador, które w zamian za pożyczkę dolarową zagwarantowały Chinom dostawy ropy. Taka transakcja jest de facto zakupem surowca, ale dokonanym na tyle zręcznie, że nie wzrasta w ten sposób jego bieżąca cena. Na dłuższą metę jednak te i inne zakupy będą podnosić ceny surowców. Z tego choćby powodu to, co dzieje się z chińskimi rezerwami powinno przykuwać uwagę inwestorów.
To już jest prawdziwa katastrofa. PKB spadł w I kwartale o 21 proc.
Ukraińska Izba Kontroli (instytucja podobna do polskiego NIK-u) ogłosiła właśnie prognozy dotyczące spadku PKB w pierwszym kwartale tego roku.
Okazuje się, że nasi sąsiedzi mogą być niechlubnym rekordzistą (21 proc. spadku PKB w I kw.), choć rząd wciąż nie chce dopuścić do ujawnienia oficjalnych danych o skali katastrofy i spadku wpływów do budżetu.
Izba Kontroli szacuje, że w pierwszym kwartale wpływy wyniosły 51 mld hrywien (ok. 7 mld dol) czyli 20 proc. planu. Ale niektórzy eksperci ostrzegają, że służby podatkowe ściągają należności "awansem", za przyszłe miesiące – pisze dziś „Gazeta Wyborcza”.
Kraj znalazł się w fatalnej sytuacji. Co prawda rząd próbuje łatać dziury w finansach państwa pożyczając pieniądze na lewo i prawo, ale wobec takiej skali kryzysu nie daje to wiele (8 mld dol. z Międzynarodowego Funduszu Walutowego wystarczyło tylko na chwilę).
Najgorsze jest to, że problem coraz mocniej dotyka przeciętnych ludzi i firmy, bo banki przestały dawać im kredyty, a wielu Ukraińców nie może wydobyć z bankowych kont swoich oszczędności.
Tymczasem rząd zupełnie zagubił się w sytuacji. Rada Najwyższa próbuje działać i nawet uchwaliła dziś ustawę o regulacji cen podstawowych artykułów spożywczych (m.in. pieczywo, cukier, masło), dzięki czemu można będzie wprowadzać maksymalne ceny tych towarów w sklepach ale pogorszy to jeszcze bardziej sytuację przeciętnego Ukraińca, któremu z dnia na dzień żyje się coraz gorzej
Po opublikowaniu w dniu 15 czerwca 2009 r. zestawienia głównych posiadaczy amerykańskich obligacji skarbowych za kwiecień 2009 r. sytuacja dolara zaczyna być klarowna.
Chiny, Japonia, karaibskie raje podatkowe, państwa eksportujące ropę naftową, Rosja, Brazylia oraz wiele innych zredukowały swój stan posiadania amerykańskich papierów dłużnych. Symbolicznym jest, że od obligacji USA odwrócił się nawet Izrael. W ujęciu globalnym inwestorzy zagraniczni utrzymali stan posiadania obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych na poziomie ok. 3,26 bln dolarów.
Oznacza to, że inwestorzy zagraniczni praktycznie nie kupują nowych emisji obligacji rządu Stanów Zjednoczonych przeznaczanych na sfinansowanie gigantycznego deficytu budżetowego Obamy. Wymusza to drukowanie pieniądza przez Rezerwę Federalną, aby ratować płynność amerykańskiego rządu.
Okres rozliczenia kontraktów terminowych na WIG20 (we wtorek i w środę Liczba Otwartych Pozycja, czyli tzw. LOP wzrósł o 10 tys. – do ponad 100 tys)
Premier Łotwy: sytuacja w kraju jest krytyczna
(PAP, dd/18.06.2009, godz. 06:04)
Za krytyczną uznał sytuację na Łotwie premier tego kraju Valdis Dombrovskis. Jego słowa przytaczała w środę agencja BNS. Globalny kryzys finansowy spowodował, że gospodarka Łotwy skurczyła się w tym roku o około 20 proc., a kraj znalazł się na skraju bankructwa.
Aby uniknąć upadłości i otrzymać dodatkowe wsparcie z Unii Europejskiej oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) władze w Rydze muszą dokonać radykalnych cięć budżetowych, sięgających 500 mln łatów (ponad 700 mln euro).
Cięcia m.in. o dalsze 20 proc. obniżą pensje pracowników sektora budżetowego. Emerytury będą niższe o 10 proc., a inne wydatki budżetowe ograniczone o 40 proc. Najbardziej poszkodowani czują się nauczyciele, którzy jak twierdzą - stracą nawet połowę swych dochodów.
"To decydujący czas dla naszego kraju i nie mamy zbyt wielu wyborów. Łotwa znalazła się na skraju bankructwa i możemy go jedynie uniknąć poprzez radykalne zmniejszenie wydatków publicznych" - powiedział Dombrovskis.
Według niego inne rozwiązania wymagałyby jeszcze większych cięć budżetowych, co mogłoby mieć konsekwencje w postaci napięć społecznych.
Szef łotewskiego rządu podkreślił, iż zdaje sobie sprawę, jakie ryzyko dla polityka niosą takie działania, ale zaznaczył jednocześnie, że tylko takie rozwiązania mogą zapobiec załamaniu się państwa.
"Wiem, iż nie mogę wam obiecać, że jutro w południe będzie dobrze, ale wiem też, że podejmuję wszelkie możliwe wysiłki, aby powstrzymać upadek Łotwy" - dodał.
W ramach protestu przeciw tak ostrym krokom premiera Dombrovskisa podał się w środę do dymisji minister zdrowia Ivars Eglitis.
"Jako lekarz i specjalista ds. służby zdrowia nie mogę tego zaakceptować" - napisał w oświadczeniu.
Premier przyjął rezygnację. Skomentował, że Eglitis "wybrał łatwiejszą drogę" w czasie, gdy Łotwa potrzebuje pilnych reform.
W obliczu drastycznych środków, ratujących kraj przed bankructwem, Łotysze zachowują spokój. Pierwsze demonstracje przeciw cięciom w budżecie zapowiedziano na 18 czerwca
Dolar osłabia się, co wywołuje niepokoje inwestorów na całym świecie. Wszystkie portale dla amerykańskich inwestorów radzą: kupuj złoto, uciekaj od dolara.
Wszyscy obawiają się rosnącego kolejnego bąbla - amerykańskich obligacji, którymi rząd finansuje gigantyczny deficyt (1,84 bln dolarów - 4 razy większy niż w zeszłym roku). Ale jest też i drugi powód: polityka Fedu walczącego z deflacją powodująca skokowy przyrost bazy monetarnej. Tego typu ekspansja pieniądza na razie osiada w aktywach ratowanych instytucji finansowych i na rynku kapitałowym. Nieprzypadkowo giełdy amerykańskie notują wzrosty (ok. 40 proc. już w tym roku), co rząd przedstawia jako sygnały wzrostu.
Ta ekspansja pieniądza na razie trafia więc na rynki finansowe, ale w końcu przedostanie się na rynek i wywoła inflację. Co do tego wszyscy analitycy są pewni. Niektórzy przepowiadają hiperinflację i to na skalę światową. Obawy przed inflacją dodatkowo podsyca podejrzenie, że rząd amerykański zdaje sobie sprawę z faktu, iż nie będzie w stanie spłacić zagranicznych posiadaczy amerykańskich papierów skarbowych.
Papiery te są kupowane przez cały świat, gdyż obligacje rządu USA to najpewniejsza lokata; będąca też formą utrzymywania rezerw przez banki centralne. Inwestorzy podejrzewają, że rząd amerykański dopuści stopniową deprecjację dolara, co ułatwi spłacenie ogromnego długu zagranicznego. Ale kij ma dwa końce i deprecjacja dolara uderzy także w oszczędności Amerykanów i w wartość amerykańskich aktywów. Niektórzy amerykańscy ekonomiści mówią wprost, że będzie to jedyne wyjście.
Oczywiście żaden rząd - a zwłaszcza rząd kierujący światowym imperium - nie może otwarcie deklarować takiej polityki. Ben Bernanke utrzymuje, że we właściwym czasie, kiedy pojawią się pierwsze oznaki inflacji, podniesie stopę procentową. Pytanie, czy będzie mógł to zrobić zanim gospodarka nie wyjdzie z recesji. Zresztą podniesienie stopy procentowej oznacza konieczność podniesienia oprocentowania papierów skarbowych. A już teraz rośnie rentowność "długich" obligacji (20 lat i więcej), co wynika z coraz większego ryzyka nabycia takich papierów. Jak widać, są powody do niepokoju.
Chińskie niepokoje
Najbardziej niepokoją się Chiny; z olbrzymiej od lat nadwyżki handlowej z USA zebrały 2 bln dolarów rezerw, z tego 70 proc. w amerykańskich papierach skarbowych. Chiny już obecnie lokują swoją nadwyżkę w obligacjach głównie "krótkich". I zaczęły kupować duże ilości złota. "Financial Times" pisze: Chiny znalazły się w "dolarowej pułapce"; ciągle mają nadwyżkę handlową z USA i muszą gdzieś lokować otrzymywane dolary. Z drugiej strony nie mogą nagle pozbyć się olbrzymiej ilości amerykańskich papierów skarbowych, bo spadek ich wartości na rynku uderzyłby w same Chiny i wartość ich rezerw. Sprawa nie jest jednak tak prosta.
Jeff Nielson w portalu "Seeking Ralpha" z 26 maja br. podaje, że w ciągu ostatnich 3 miesięcy USA zanotowały netto wypływ 211 mld kapitału. Oznacza to, że Chiny - kupując głównie "krótkie" obligacje amerykańskie, sprzedają je na rynku i zakupują na dużą skalę różne aktywa na całym świecie, zwłaszcza firmy surowcowe. Chiny więc szybciej sprzedają obligacje amerykańskie niż je zakupują.
Ale to nie wszystko. Amerykański rząd dwoi się i troi żeby uspokoić Chiny. Sekretarz stanu USA Tim Geithner odbył właśnie podróż do Państwa Środka, w czasie której komplementował rząd chiński i jego politykę (unikając jakichkolwiek komentarzy o masakrze na Placu Niebiańskiego Spokoju z 1989 r.) i składał obietnice, że USA są jak najbardziej wiarygodnym wierzycielem i będą dbały o wartość dolara. Nie była to bynajmniej wizyta triumfalna, a Yu Yongding, doradca chińskiego banku centralnego, powitał go słowami:
"It will be helpful if Mr. Geithner can show us some arithmetic". (Byłoby pomocne, gdyby pan Geithner mógł nam pokazać trochę arytmetyki).
Geithner broni deficytu
W kwietniu tego roku odbyła się słynna londyńska konferencja grupy G-20, w której brały udział także Chiny. Tuż przed tą konferencją prezydent Chińskiego Banku Narodowego wysunął koncepcję rezygnacji z dolara jako światowej waluty rezerwowej i przejścia na umowną walutę rozliczeniową - SDR Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Podjęto tam kompromisową na razie decyzję zwiększenia finansów MFW do 1 bln dolarów, ale sam temat jednej waluty światowej został w komunikatach po konferencji rozmazany. Jest oczywiste, że USA na to się nie godzą, czerpiąc niewątpliwe korzyści z możliwości zadłużania się za granicą i spłacania długu własnym pieniądzem. Poza tym stworzenie waluty światowej i systemu wzajemnego rozliczania to gigantyczna operacja.
Powoli dowiadujemy się, jak to sobie wyobrażają Chiny - chcą one, żeby część posiadanych przez nie rezerw dolarowych można było przetransferować na SDR, które miałyby pokrycie w "koszyku" głównych walut. W ten sposób roszczenia chińskie z tytułu długu w dolarach zostałyby przeniesione na cały fundusz MFW, w którego powstaniu partycypują przecież wszystkie państwa członkowskie. W rezultacie Chiny uwolniłyby się od ryzyka dolarowego, a ciężar roszczeń chińskich i amerykańskiego długu przeniesiony zostałby na wszystkich członków MFW. Komentarz w "Seeking Alpha" S. Johnsona - "Ukłony Geithnera pod adresem chińskich władz odsłaniają słabość USA" przedstawia argumentację Geithnera. Trzeba przyznać, że Geithner zgrabnie podważając chiński pomysł broni straconej sprawy. Oto ta argumentacja.
Nikt nie prosił Chin, aby prowadziły ekspansywną politykę handlową i budowały olbrzymie rezerwy. Każdy kraj ma prawo oczywiście tworzyć nadwyżkę obrotów bieżących, ale musi sobie zdawać sprawę z konsekwencji tego dla światowej gospodarki. Kiedy jeden kraj ma nadwyżkę, to drugi musi mieć deficyt: to gra zero-jedynkowa, ponieważ rezerwy jednego są jednocześnie długiem drugiego. Oczywiście rezerwy gromadzi się zwykle w walucie kraju z silną gospodarką i dużą wiarygodnością. Ale - twierdzi dalej komentator - nikt nie dał nigdy nikomu gwarancji tyczącej utrzymania stabilności swojej waluty.
Owszem, Breton Woods początkowo zakładało zobowiązanie utrzymania stałych kursów walut do dolara (i wymienialność dolara na złoto), ale to skończyło się w 1971 r. Innymi słowy: Chiny podjęły ryzyko gromadzenia rezerw walutowych w dolarze na własną odpowiedzialność. Oczywiście osłabienie dolara nie jest żadnym tytułem do chwały - stwierdził Geithner - ale stało się faktem. Następnie Geithner uderzył w słaby punkt chińskiej argumentacji: utrzymywanie sztucznie zaniżonego kursu waluty chińskiej w stosunku do dolara. Można powiedzieć, że Chiny "przywiązały" remnimbi do dolara. USA od dawna naciskały na Chiny, aby te dokonały aprecjacji swojej waluty. Chiny utrzymują bowiem sztywny oficjalny kurs swojej waluty, co daje im przewagę cenową i łatwość forsowania eksportu.
A z Breton Woods pozostało jeszcze zobowiązanie - dotyczące państw ze sztywnym kursem waluty - zabraniające podtrzymywania zaniżonego kursu swojej waluty przez interwencje na rynku. Chiny natomiast faktycznie łamią to zobowiązanie, przez co stworzyły system, w którym wartość chińskich rezerw dolarowych jest tak duża. Chcemy - stwierdził Geithner - stworzyć nowy światowy system rozliczeń, w którym nie będzie tak dużych nadwyżek i deficytów, bowiem destabilizuje to cały handel światowy. Wymaga to odpowiedzialności wszystkich jego uczestników, niech więc Chiny dokonają aprecjacji swojej waluty - przez swobodną wymienialność.
Mgliste obietnice Geithnera zreformowania światowego systemu rozliczeń nie usuwają jednak niepokoju Chin co do wartości ich dolarowych nadwyżek. Tak się dziwnie składa, że właśnie w czasie wizyty Geithnera w Chinach uzyskały one zgodę na nabycie znacznej ilości złota (12,9 mln uncji) sprzedawanego przez MFW. A sprzedaż taka wymaga specjalnej procedury narzuconej przez Kongres. Brian Kelly w "Seeking Alpha" komentuje to krótko: "nie sądzę, że ta zbieżność w czasie była wynikiem przypadku".
BRIC chce stworzyć światową walutę?
Ale nie tylko Chiny myślą o światowej walucie. Jednym ze scenariuszy powolnego upadku dolara jest tworzenie się lokalnych stref walutowych czy multilateralnych porozumień dotyczących zastąpienia dolara w rozliczeniach handlowych. Taką strefę chcą utworzyć arabskie kraje naftowe: Arabia Saudyjska, Katar, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Bahrajn.
Oznaki tworzenia lokalnych stref walutowych (na razie rozliczeń) są także w Azji płd.-wsch. Chiny nawiązały szereg porozumień z centralnymi bankami Korei Płd., Indonezji i Malezji o rozliczeniach w walucie chińskiej, a z Tajwanem to już działa. Ale aktywność Chin nie ogranicza się tylko do Azji. Takie porozumienia mają również z Argentyną, Brazylią i... Białorusią.
Jak jednak słusznie zauważył "FT" z 21 maja: jeśli Chiny chcą, żeby ich waluta odgrywała większą rolę w światowym handlu, to muszą zgodzić się na reformy - zdjąć kontrolę z przepływów kapitałowych i upłynnić, a przynajmniej uelastycznić, kurs remnimbi, który jest przywiązany do dolara. Dlaczego brazylijski eksporter do Chin miałby przyjąć remnimbi, kiedy rozliczenie w powszechnie stosowanym i płynnym dolarze jest dużo wygodniejsze?
Powstaje zatem pytanie: jeśli nie dolar, to jaką inną przyjąć walutę? Zdaniem analityków na razie żadna inna waluta nie wydaje się na tyle powszechna, żeby mogła pełnić rolę waluty rezerwowej. Bardziej zdecydowane w tej sprawie wydają się kraje BRIC. Wytwarzają one 15 proc. światowego GDP i chcą stworzyć wspólny front lobbujący za stworzeniem światowej waluty i oddzielenie się od dolara. Trudno powiedzieć ile jest w tym długofalowej wizji nowego ładu światowego, a ile własnych prywatnych interesów. Zainteresowana projektami nowej waluty jest też Rosja.
Tworzy ona strefę rubla na obszarze byłego ZSRR i usiłuje wciągnąć w nią także inne kraje. Jeszcze przed kryzysem mówiło się w Moskwie o rublu jako walucie międzynarodowej. Rosyjska niechęć do dolara jest oczywiście zrozumiała z politycznego punktu widzenia. Ale nie byłoby w interesie Rosji, żeby zamiast dolara forsować euro. W rezultacie Rosja opowiada się - na razie - za wielowalutowością. Wówczas można delikatnie forsować rubla jako jedną z palety walut. Prezydent Miedwiediew powiedział: "Cały świat jest zależny od zdrowia dolara. Świat obecnie potrzebuje większej ilości rezerwowych walut i nie dlatego, że dolar jest zły lub euro niewystarczające. W obecnej sytuacji potrzebujemy więcej walut rezerwowych".
Pomysł stworzenia światowej waluty jest uzasadniony, bo praktycznie Breton Woods - stworzony w 1944 r., w całkiem innych warunkach - już dzisiaj nie działa. Spadło też znaczenie MFW. Jednak z uwagi na zróżnicowanie interesów poszczególnych krajów, czy nawet grupy państw, a także mnogość wizji w poszukiwaniu waluty światowej, droga do reformy systemu walutowego będzie długa i wyboista.
Zhou Xiaochuan i Henrique Meirelles spotkali się w końcu ubiegłego tygodnia w Bazylei w trakcie corocznego spotkania członków Banku Rozrachunków Międzynarodowych, organizacji zrzeszającej od 1930 roku banki centralne z całego świata. Przedstawiciele Chin i Brazylii oświadczyli, że zgadzają się co do zasady, że rozliczenia handlowe pomiędzy ich państwami powinny odbywać się w chińskich juanach lub brazylijskich realach. Henrique Meirelles powiedział, że rozpoczną się teraz prace nad szczegółowym planem odejścia od dolara w handlu brazylijsko-chińskim. Proces ten ma być stopniowy