• Bańkę mamy i basta Autor: ~literat [51.174.81.*]
    https://biznes.interia.pl/nieruchomosci/news-czy-powstaje-swiatowa-banka-spekulacyjna-na-rynku-nieruchomo,nId,5081974
  • Re: Bańkę mamy i basta Autor: ~literat [51.174.81.*]
    Myślę, ze dziś inwestycja w nieruchomość jest obarczona dużym ryzykiem i nie da dużej stopy zwrotu w następnych kilku latach.
  • Re: Bańkę mamy i basta Autor: ~nowynamastersie [46.174.213.*]
    Dnia 2021-03-03 o godz. 10:48 ~literat napisał(a):
    > Myślę, ze dziś inwestycja w nieruchomość jest obarczona dużym ryzykiem i nie da dużej stopy zwrotu w następnych kilku latach.

    no genialne
    kto ciebie namawia do kupna nieruchomości ? masz gdzie mieszkać nie kupuj, nie jesteś głodny nie jedz bo ci zaszkodzi !
  • Re: Bańkę mamy i basta Autor: ~literat [51.174.81.*]
    Jeśli się się nie zgadzasz to napisz coś na forum odnośnie rynku nieruchomości. Tutaj Obywatel M pisze ciekawie . Ty jesteś nieuprzejmy i patrzysz aby komuś dopiec. Szczególnie gdy gdy ma inne zdanie i nie podziela euforii odnośnie świetlanej przyszłości rynku nieruchomości w Polsce.
  • Re: Bańkę mamy i basta Autor: ~nowynamastersie [46.174.213.*]
    Dnia 2021-03-03 o godz. 11:14 ~literat napisał(a):
    > Jeśli się się nie zgadzasz to napisz coś na forum odnośnie rynku nieruchomości. Tutaj Obywatel M pisze ciekawie . Ty jesteś nieuprzejmy i patrzysz aby komuś dopiec. Szczególnie gdy gdy ma inne zdanie i nie podziela euforii odnośnie świetlanej przyszłości rynku nieruchomości w Polsce.

    tak czynię gdy ktoś nachalnie chwali " Tutaj Obywatel M pisze ciekawie" ponieważ ma akcje i na siłę wychwala lub literat niema akcji i od początku gani

    ja nie objawiam euforii ani nie słusznej nagany na żadnej spółce

    nie pozostaję jednak obojętny wobec wypisywania skrajnych opiniotwórczych bzdetów
  • Re: Bańkę mamy i basta Autor: ~nowynamastersie [46.174.213.*]
    Inwestorzy i spekulanci spotykają się na parkiecie giełdy. Wyglądają tak samo, ubrani są tak samo, z równym zainteresowaniem przyglądają się tablicy z kursami akcji, z podobnym zaangażowaniem przeprowadzają kolejne giełdowe transakcje. Wspólnie tworzą giełdową rzeczywistość. A jednak różnią się zasadniczo. Jak i dlaczego należy rozróżnić inwestowanie od spekulowania?

    MOTYW Na różnice pomiędzy inwestowaniem i spekulowaniem zwrócił uwagę Benjamin Graham. Inwestowaniem określił kupno akcji związane z perspektywą prowadzonego przez spółkę biznesu i spodziewanym wzrostem jej wartości w dłuższym terminie, a w konsekwencji wzrostem wartości akcji. Natomiast spekulacją nazwał kupno akcji w wyniku podążania za trendem giełdowym bez oceny wartości samej spółki. Różny jest więc motyw. W „Sztuce spekulacji” Philip Carret opisywał to w następujący sposób:
    „Człowiek, który kupił akcje United States Steel za 60 dolarów w 1915 r. w oczekiwaniu na to, że sprzeda to z zyskiem, jest spekulantem. Z drugiej strony, człowiek, który kupił akcje American Telephone za 95 dolarów w 1921 roku, aby cieszyć się z dywidendy na poziomie wyższym niż 8%, jest inwestorem. „

    Inwestowanie = budowanie wartości przedsięwzięcia, w którym się uczestniczy
    Spekulowanie = gra rynkowa w oparciu jedynie o cenę papierów wartościowych

    Człowiek, który inwestuje we wzrost wartości spółki, widzi posiadane przez siebie akcje jako jej fragment, czuje się współwłaścicielem. Dla spekulanta nie ma znaczenia, jakie papiery wartościowe kupuje i sprzedaje, ważna jest jedynie zmiana ich ceny i możliwy do uzyskania na niej zysk. Posiadane papiery wartościowe widzi jedynie jako giełdowy kod, cyfry oznaczające cenę i zieloną bądź czerwoną strzałkę wyznaczającą kierunek jej zmiany.
    Inwestor = postrzega akcje jako fragment spółki
    Spekulant = postrzega akcje jako ticker giełdowy

    WIEDZA Różne motywy działania pociągają za sobą różny poziom potrzebnej wiedzy. Odpowiedzialne inwestowanie wymaga dokładnego wyselekcjonowania podmiotu mającego stać się przedmiotem inwestycji. Wybór rynku, sektora, biznesu, który w dłuższym okresie będzie się rozwijał i przyniesie nam oczekiwane zyski jest najważniejszym i często najtrudniejszym elementem inwestowania. Spekulowanie oczywiście także wymaga pewnego wyczucia i znajomości tendencji ruchów cen, to jednak wiedza zdecydowanie mniejsza.
    Inwestorzy znają wartość
    Spekulanci znają tylko cenę

    CZAS Specyfika tych dwóch strategii powoduje, że z rozróżnieniem inwestowania od spekulacji nierozerwalnie łączy się czynnik czasu. Jeżeli oczekujemy, że nasz wkład w spółkę zaowocuje wzrostem jej wyników finansowych i jej majątku, a tym samym jej wartości, musimy uzbroić się w cierpliwość, gdyż rozwój biznesu wymaga czasu. Natomiast w przypadku spekulacji potrzebny jest raczej refleks i błyskawiczne reagowanie na to, co dzieje się na giełdzie. Ceny zmieniają się nieustająco i tylko szybkie reakcje dają szansę skutecznego wykorzystania tych ruchów na korzyść spekulanta.
    Inwestowanie = proces długoterminowy
    Spekulacja = wykorzystywanie okazji zysków w bardzo krótkim czasie

    RELACJA Z RYNKIEM Budowanie wartości przedsiębiorstwa oznacza (często nieuświadomione) współdziałanie z innymi inwestorami, którzy uwierzyli w przyszłość tej samej spółki i zdecydowali się powierzyć jej swoje pieniądze. Wspólny wkład wszystkich w to samo przedsięwzięcie pozwala na tym większy jego rozwój i w efekcie wspólny zysk dla wszystkich w postaci wypracowanej dywidendy bądź wzrostu wartości akcji. Spekulując, kupujemy instrumenty finansowe, licząc na szybki wzrost ich ceny, aby móc je sprzedać. Jednak po drugiej stronie tych transakcji, zawsze stoi inny człowiek, który te akcje tanio nam sprzedaje lub drogo odkupuje.
    Inwestowanie = wielu graczy i wszyscy na koniec odnotowują ten sam wynik
    Spekulacja = gra o sumie zerowej, w której zysk jednego gracza oznacza stratę po stronie przeciwnej

    ZYSK Wszelkie działania podejmowane na giełdzie mają w swoim zamierzeniu pomnożenie majątku. Jak już wcześniej zauważyliśmy – inwestowanie zakłada wzrost wartości posiadanych instrumentów finansowych, natomiast spekulacja – sprzedaż ich z zyskiem. Oczywiście obydwie te drogi dają potencjalną możliwość zarabiania.
    Historia jednak pokazuje, że inwestowanie i spekulowanie porównać można do pracy i hazardu – zarabianie poprzez inwestowanie jest długotrwałe, wolniejsze i sukcesywne, spekulując, jednego dnia się zarabia, kolejnego wszystko się traci i trudno przewidzieć efekt końcowy.
    Inwestowanie = tak, może przynieść zysk
    Spekulacja = tak, może przynieść zysk

    RYZYKO Zarówno inwestowanie, jak i spekulowanie niesie ze sobą ryzyko. Jednak ryzyka te są innego rodzaju i mają inny charakter. Ryzyko inwestowania polega na błędnym doborze spółek i nieosiągnięciu tym samym oczekiwanych efektów. Podczas spekulowania ryzyko polega na błędnym przewidywaniu ruchów cen i w konsekwencji utracie zainwestowanych środków, jeżeli cena sprzedaży jest niższa niż koszty kupna. Przewidywanie cen to jednak czasem gra w „giełdową ruletkę”, gdyż ceny w określonym momencie zależą przede wszystkim od nastrojów innych uczestników rynku. Natomiast dokładnie i prawidłowo przeprowadzona analiza inwestycji zmniejsza ryzyko utraty środków niemalże do zera.

    Inwestowanie = tak, ryzyko występuje, ale jest mniejsze
    Spekulacja = tak, ryzyko występuje i jest zdecydowanie większe


    Skoro więc inwestorów i spekulantów tak wiele różni w ich podejściu do giełdy, to czemu czasem tak trudno ich rozróżnić? Dlaczego przed wejściem na giełdę nie otrzymują oni koszulek w dwóch różnych kolorach, aby łatwiej można było zdecydować, z kim chcemy zawierać transakcje?
    Odpowiedź przynosi John Bogle w książce „The Clash of the Cultures: Investment vs. Speculation” (2012), który twierdzi, że granica pomiędzy inwestowaniem i spekulowaniem zaczęła się bardzo mocno zacierać. Prawda jest taka, że spekulacja, postrzegana jeszcze kilkadziesiąt lat temu jako zjawisko negatywne i utożsamiana najczęściej z manipulacją, dziś staje się taktyką powszechnie stosowaną, gdyż pomnażanie majątku poprzez wykorzystywanie zasady „kupuj na spadkach, sprzedawaj na wzrostach” jest niczym więcej jak podstawową zasadą racjonalnie działającego inwestora. Spekulanci natomiast coraz częściej oceniani są przez pryzmat użyteczności na rynku, gdyż prowadząc swoją giełdową grę, zapewniają rynkom kapitałowym płynność, a domom maklerskim (lub innym pośrednikom) sowite prowizje. Coraz częściej mówi się także o występowaniu na giełdzie tzw. „inwestulantów”, którzy w zależności od okoliczności i potrzeb płynnie przekraczają granicę pomiędzy tradycyjnie pojętym inwestowaniem a spekulacją.

    P A M I Ę T A J

    Inwestujesz, gdy:
    • kupujesz akcje spółki ze względu na wartość spółki, licząc na jej długoterminowy wzrost w przyszłości;
    • czerpiesz korzyści z wypłaty dywidendy;
    • tworzysz zrównoważony portfel, zbudowany z różnych instrumentów finansowych, który pozwoli ci zarabiać niezależnie od nastrojów na rynku.
    Spekulujesz, gdy:
    • kupujesz akcje spółki ze względu na ich cenę, licząc na jej wzrost w niedalekiej przyszłości lub na jej spadek;
    • wybierasz pojedyncze spółki, fundusze, sektory, które spodziewasz się, ze zachowają się lepiej niż rynek;
    przenosisz swój kapitał z rynku na rynek, z sektora do sektora

    jeżeli byłem pomocny to się cieszę

  • Re: Bańkę mamy i basta Autor: ~nowynamastersie [46.174.213.*]
    OT TAKI PRZYKŁAD na przykład:

    o ile to kogoś interesuje

    Manipulacja i spekulacja: O co chodzi ze sprawą akcji firmy GameStop

    Giełda to jeden z najskuteczniejszych sposobów dostarczania przedsiębiorstwom kapitału. Jej rola w gospodarce rynkowej jest niezmiernie istotna, zaś słabość rynku kapitałowego może być barierą rozwoju – choć w Polsce firmy radzą sobie i bez giełdy, dzięki bankowym pożyczkom. Ale parkiet pozbawiony skutecznych regulacji potrafi się wynaturzyć.
    Jednak gdy giełda staje się domeną inwestorów krótkoterminowych, dla których manipulowanie cenami akcji jest najważniejsze, wyceny udziałów spółek przestają cokolwiek mówić o ich realnej kondycji finansowej. Są tylko wypadkową trendów tworzonych przez inwestorów, którzy orientują się w sytuacji tylko dzięki posiadaniu ogromnej ilości, często niejawnych, informacji, niedostępnych dla zwykłego śmiertelnika. Niedawna historia z firmą GameStop potwierdza, że amerykański rynek kapitałowy się wynaturzył. Miejmy nadzieję, że polska giełda aż tak płynna nigdy się nie stanie.
    Feniks z popiołów
    GameStop to kolos, ale na glinianych nogach. Firma była jednym z największych sprzedawców gier na konsole i komputery na świecie: w 2020 r. miała 5 tys. sklepów w USA, zatrudniała kilkanaście tysięcy pracowników na etacie oraz kilkadziesiąt tysięcy tymczasowo. Jednak z powodu ekspansji sprzedawców online, z Amazonem na czele, jej gigantyczne aktywa fizyczne stały się obciążeniem. Podobnie jak w przypadku innych „stacjonarnych” firm.
    W USA dochodzi do masowych bankructw sieci detalicznych – w 2019 r. zanotowano aż 22 duże upadki. W ostatnich latach zniknęły m.in. Macy’s, Payless ShoeSource, które zlikwidowało aż 2,5 tys. sklepów, czy Wet Seal. GameStop od jakiegoś czasu także przeżywa spore kłopoty. W III kwartale 2020 r. sprzedzż spadła aż o 30 proc. (rok do roku), bo interes przenosi się do sieci, a producenci konsol sami udostępniają klientom usług streamingowe umożliwiające granie dzięki opłacaniu abonamentu. Pandemia ten proces jedynie przyspieszyła, bo tak naprawdę zachodzi on od kilku lat. Inaczej mówiąc, model sprzedażowy GameStop jest przestarzały. Nic więc dziwnego, że notowanie giełdowe jej akcji sięgnęły dna – latem minionego roku kosztowały mniej niż 5 dol.
    A jednak zdarzył się cud i wyceny GameStop powstały jak feniks z popiołów. Od połowy stycznia zaczęły piąć się w górę i w pewnym momencie przebiły barierę 400 dol. Jak podaje „New York Times”, wycena spółki wzrosła z 2 mld do 24 mld dol. Czyli była wielokrotnie wyższa od jej rocznych przychodów (kilka miliardów dolarów) – nie mówiąc już o zysku. Internetowi drobni inwestorzy postanowili „uratować” spółkę, gdy fundusz hedgingowy Melvin Capital ujawnił, że obstawia spadek jej akcji. Także Citron Capital ogłosił, że notowania GameStop według jego analityków spadną. Oba fundusze, i nie tylko one, bardzo się pomyliły.
    Zarabianie na spadkach akcji jest proste, choć ryzykowne. Trzeba od kogoś pożyczyć papiery, płacąc mu za to, następnie szybko je sprzedać, gdy jeszcze kurs jest wysoki. Gdy zaś notowania wyraźnie spadną, odkupujemy udziały i oddajemy je temu, od kogo pożyczyliśmy. Różnica między sprzedażą a zakupem jest naszym zyskiem. To czysta spekulacja. Problem jednak w tym, że potencjalne straty są nieograniczone, zyski przeciwnie – akcje mogą spaść maksymalnie w okolice zera, za to wzrosnąć w sposób właściwie dowolny. Drobni inwestorzy, aktywni na redditowych forach, głównie w grupie r/wallstreetbets, postanowili zagrać funduszom na nosie i wywindować notowanie GameStop do niebotycznych poziomów. Oczywiście zdecydowana większość z tych drobnych inwestorów, którzy systematycznie dołączali do inicjatorów akcji, nie miała wcale wzniosłych celów – zwyczajnie chciała wykorzystać informacje z Reddita i na nich zarobić.
    Złudzenie trafności
    GameStop to najgłośniejszy przypadek absurdalnych wycen na amerykańskim rynku kapitałowym, ale niejedyny. Także wyceny AMC Entertainment Holdings czy BlackBerry Ltd. są na tyle podejrzane, że niektóre portale tradingowe ograniczają handel ich akcjami. Tak naprawdę jednak cały rynek kapitałowy w USA, ale i w wielu innych miejscach na świecie, jest oparty na inwestycjach krótkoterminowych.
    David Hunkar przeanalizował średni czas trzymania akcji na New York Stock Exchange (NYSE) w poszczególnych latach. W dekadach powojennych, nazywanych złotą epoką kapitalizmu, kiedy Zachód notował stabilny i zrównoważony wzrost, zapewniający w miarę równo rozłożone bogacenie się społeczeństw, akcje przeciętnie były trzymane kilka lat – na początku lat 60. nawet osiem. Mniej więcej od połowy lat 70. czas ten zaczął szybko maleć, co drastycznie przyspieszyło w latach 80., czyli w czasach wolnorynkowych reform Reagana, kontynuowanych w „szalonych latach 90.” (jak nazywa tę dekadę Joseph Stiglitz) przez Busha seniora i Billa Clintona. W grudniu 2016 r. przeciętny czas trzymania akcji wyniósł też osiem, ale miesięcy. W ciągu kilku dekad spadł więc 12-krotnie. Giełda amerykańska stała się domeną inwestorów krótkoterminowych, którzy nie chcą stać się udziałowcem danego przedsiebiorstwa, bo wierzą w jego model biznesowy. Oni chcą stać się na moment posiadaczami konkretnych papierów, bo wierzą, że w nadchodzącym czasie ich kurs wzrośnie lub spadnie.
    W tym galimatiasie kursów akcji, nieodpowiadających fundamentom finansowym przedsiębiorstw, orientują się już tylko nieliczni. Nawet większość zawodowych inwestorów nie ma pojęcia, czy ich predykcje są uzasadnione. Dowodził tego noblista z ekonomii Daniel Kahneman w książce „Pułapki myślenia” – ten konkretny błąd poznawczy nazwał „złudzeniem trafności”. „Oto mamy cały duży przemysł, który wydaje się zbudowany głównie na złudzeniu umiejętności. Codziennie obraca się miliardami akcji kupowanych i sprzedawanych przez wielu ludzi. (…) Kupujący i sprzedający uważają, że aktualna cena jest nieprawidłowa. (…) W większości przypadków takie przekonanie jest złudzeniem” – pisze.
    Kahneman wielokrotnie współpracował z największymi firmami w USA. Pewnego razu poproszono go o analizę wyników poszczególnych traderów w dużym funduszu inwestycyjnym, obracającym oszczędnościami zamożnych klientów. Postanowił stworzyć ranking doradców finansowych, by sprawdzić, czy istnieją między nimi różnice w efektywności inwestowania. Choć był przekonany, że będą one niewielkie, ostateczny wynik go zaskoczył: „Nie istniały żadne trwałe różnice wyników, które wskazywałyby na różnice w umiejętnościach. Takich wyników należało się raczej spodziewać po zawodach w rzucaniu kością, a nie po grze wymagającej umiejętności”. Zaproponował więc kierownictwu firmy, by zrezygnowało z ogromnych premii za wyniki, bo te zależą od szczęścia, a przecież za szczęście nie powinno się wynagradzać. Nie spotkał się ze zrozumieniem.
    Łowienie frajerów
    W 2015 r. (w Polsce w 2017 r.) dwóch ekonomistów behawioralnych George Akerlof i Robert Shiller wydało książkę o wiele mówiącym tytule „Złowić frajera”, w której opisywali metodę „phishingu”, czyli szukania zysku za pomocą manipulowania nieświadomymi ludźmi. Skupiali się głównie na marketingu, lecz w jednym z rozdziałów zajęli się rynkiem kapitałowym w USA. Opisali przypadek Michaela Milkena, który w latach 80. przekonał inwestorów, że kupowanie „obligacji śmieciowych” jest niezwykle opłacalne, co wywiódł z jednej zakurzonej książki z 1958 r., którą znalazł w bibliotece Uniwersytetu Kalifornijskiego – analizowany w niej okres kończył się jeszcze wcześniej, bo w roku 1943. Milken, makler pośredniczący w obrocie obligacjami wysokiego ryzyka, dzięki nakłonieniu funduszy do inwestowania w nie, zgromadził olbrzymi kapitał, który następnie wykorzystywał do nagłego przejmowania spółek, w których główni udziałowcy nie mieli większości akcji. Następnie je „doił” z pieniędzy i sprzedawał. Finalnie FBI wsadziło Milkena do więzienia (w lutym 2020 r. został ułaskawiony przez prezydenta Donalda Trumpa), ale przez lata dokonał wielu przejęć, co wywołało olbrzymie perturbacje na rynku.
    Akerlof i Shiller przeanalizowali wiele mechanizmów rządzących rynkiem kapitałowym i doszli do przykrych wniosków: „Ceny aktywów finansowych są bardzo zmienne. (...) Ważną przyczyną jest cały arsenał metod phishingu finansowego, takich jak: żerowanie na własnej reputacji, grabież cudzych pieniędzy, pokrętna księgowość, ekstrawaganckie reklamy w środkach masowego przekazu, siła perswazji doradców inwestycyjnych oraz opowieści ludzi, którzy się na tym wzbogacili”. Przypomnijmy – nie piszą tego niepoprawni socjaliści albo „foliarze” z internetowej niszy, tylko dwaj ekonomiczni nobliści. Shiller otrzymał zresztą nagrodę za empiryczną analizę cen aktywów.
    Polski rynek giełdowy jak na razie jest dosyć odporny na działania spekulacyjne. Dzięki temu jest stabilny, by nie powiedzieć nudny. A to m.in. dzięki małej skali krótkiej sprzedaży, czyli właśnie obstawiania spadków notowań. To zasługa konkretnych regulacji. Po pierwsze, otwarte fundusze emerytalne, największa grupa inwestorów na GPW, nie mają prawa pożyczać akcji. To utrudnia krótką sprzedaż, bo duża część aktywów jest z niej wyłączona. Po drugie, nadzorca rynku może wstrzymać transakcje krótkiej sprzedaży, jeśli notowania akcji spadną o 10 proc. od poprzedniego zamknięcia. To sprawia, że nasz rynek nie jest zbyt płynny, a obroty na nim są niespecjalnie wysokie – mówiąc delikatnie. Taki nudny rynek nie przyciąga największych inwestorów zagranicznych. Pojawiły się więc pomysły, by ułatwić krótką sprzedaż – mówiło się m.in. o specjalnej platformie GPW, która byłaby jej dedykowana. No cóż, oby plany zwiększenia skali krótkiej sprzedaży nad Wisłą nigdy się nie ziściły. Lepiej mieć rynek nudny, ale stabilny, niż szaleństwa inwestorów rodem z USA.
    Tu mógłby ktoś zauważyć, że przecież historia z GameStop pokazuje, iż można walczyć ze spekulantami ich własną bronią. Problem w tym, że takie pospolite ruszenia nie mają szans niczego zmienić na dłużej. Tysiące drobnych graczy zaangażowanych w „obronę” jednej spółki szybko utraci zapał, gdy się okaże, że znaczna ich część straciła, bo nie wycofała się ze swoich pozycji na czas. W dniu pisania tekstu akcje GameStop spadły o 44 proc. – do 225 dol.
    Matt Phillips i Taylor Lorenz w tekście dla „NYT” wskazują, że ten „spekulacyjny szał odbywał się na marginesie rynku”. Ograniczać spekulację na giełdzie można jedynie regulacjami: zakazem pożyczania akcji i interwencjami instytucji nadzorczych. Ewentualnie podatkiem Tobina – czyli minimalną opłatą od transakcji finansowych. Na tyle niską, by nie obciążyć zanadto zwykłych inwestorów, ale na tyle wysoką, by zminimalizować opłacalność inwestycji krótkoterminowych, które opierają się na bardzo niskiej stopie zysku przy bardzo wysokich obrotach. Podatek Tobina jest zresztą rozważany w UE jako jeden z nowych podatków unijnych. Pospolite ruszenia tysięcy uczestników forów internetowych może i są ciekawe, ale na dłuższą metę będą niespecjalnie skuteczne. ©℗
    W dekadach powojennych, kiedy Zachód notował stabilny i zrównoważony wzrost, akcje przeciętnie były trzymane kilka lat – na początku lat 60. nawet osiem. Od połowy lat 70. czas ten zaczął szybko maleć, a proces drastycznie przyspieszył w okresie wolnorynkowych reform Reagana – w grudniu 2016 r. przeciętny czas trzymania akcji wyniósł już osiem miesięcy.

    C Z Y L I nie tylko moim zdaniem:

    Tu mógłby ktoś zauważyć, że przecież historia z GameStop pokazuje, iż można walczyć ze spekulantami ich własną bronią. Problem w tym, że takie pospolite ruszenia nie mają szans niczego zmienić na dłużej. Tysiące drobnych graczy zaangażowanych w „obronę” jednej spółki szybko utraci zapał, gdy się okaże, że znaczna ich część straciła, bo nie wycofała się ze swoich pozycji na czas.
     
    Ograniczać spekulację na giełdzie można jedynie regulacjami: zakazem pożyczania akcji i interwencjami instytucji nadzorczych.

    by zminimalizować opłacalność inwestycji krótkoterminowych

     
  • Re: Bańkę mamy i basta Autor: ~nowynamastersie [46.174.213.*]
    jak czytam że ktoś nawet Polak na temat GPW napisał że jest bananową to sobie zadaję pytanie kim ty jesteś mały człowieczku w ciasnych butach ?

    Polski rynek giełdowy jak na razie jest dosyć odporny na działania spekulacyjne. Dzięki temu jest stabilny, by nie powiedzieć nudny. A to m.in. dzięki małej skali krótkiej sprzedaży, czyli właśnie obstawiania spadków notowań. To zasługa konkretnych regulacji. Po pierwsze, otwarte fundusze emerytalne, największa grupa inwestorów na GPW, nie mają prawa pożyczać akcji. To utrudnia krótką sprzedaż, bo duża część aktywów jest z niej wyłączona. Po drugie, nadzorca rynku może wstrzymać transakcje krótkiej sprzedaży, jeśli notowania akcji spadną o 10 proc. od poprzedniego zamknięcia. To sprawia, że nasz rynek nie jest zbyt płynny, a obroty na nim są niespecjalnie wysokie – mówiąc delikatnie. Taki nudny rynek nie przyciąga największych inwestorów zagranicznych. Pojawiły się więc pomysły, by ułatwić krótką sprzedaż – mówiło się m.in. o specjalnej platformie GPW, która byłaby jej dedykowana. No cóż, oby plany zwiększenia skali krótkiej sprzedaży nad Wisłą nigdy się nie ziściły. Lepiej mieć rynek nudny, ale stabilny, niż szaleństwa inwestorów rodem z USA.
  • Re: Bańkę mamy i basta Autor: ~nowynamastersie [46.174.213.*]
    literat jak macie bańkę pod nosem to użyjcie chusteczki do nosa
[x]
WIKANA -0,67% 7,45 2026-02-17 13:02:00
Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.