Naprawdę trzeba mieć wyjątkowy tupet, żeby z człowieka, który zrobił dla niej największy PR i zebrał ponad milion, przedstawić publicznie niemal jak oszusta. Ten wpis na X nie wygląda jak walka o technologię..było do przewidzenia.
Jaki Ty wpis czytałeś? Nie dziękuje się serdecznie oszustom... W tekście wyraźnie podkreślono problem z pełnomocnikami pana Krzysztofa oraz fakt, że fundacja pani Olgi nie otrzymała jeszcze ani złotówki. Oczywiście dochodzą do tego kwestie prawne oraz różnice w tym, jak ta zbiórka jest postrzegana przez obie strony. Jednak podczas transmisji nie było ani słowa o wydzielaniu pieniędzy ad hoc, dopiero po okazaniu faktur na określony cel. Zakładam, że zbiórka założona przez pana Krzysztofa jest przez niego traktowana jako formalna – stąd te wszystkie wymogi dotyczące faktur – mimo że na pierwszy rzut oka wygląda na prywatną, bo widnieje pod jego nazwiskiem. Organizator nie chce przekazać tych środków jako bezwarunkowej darowizny, ponieważ podpisuje się pod tą akcją własnym nazwiskiem i czuje pełną odpowiedzialność za zebrane pieniądze. Dokładnie tak samo widzi to jednak druga strona, czyli fundacja docelowa. Wymogów formalnych w tej sytuacji po prostu nie da się przeskoczyć, ale tej wypowiedzi i samemu sporowi bardzo daleko jest do jakichkolwiek oszczerstw – to po prostu twarde zderzenie procedur. Nadal trochę ironii w tym wszystkim jest, bo Pan Krzysztof chciał pomóc w nierównej walce, sam mówił o prawnikach CLC, a tu jednak jego też robią zamieszanie, co nadal jest do wytłumaczenia, ale pozostawia lekki niesmak i chyba standardowe stwierdzenie "tylko w Polsce".
Mam wrażenie, że na tym forum jest więcej sympatyków OM niż akcjonariuszy CLC… jak Pani doktor tak załatwiały sprawy biznesowe z inwestorami to nie dziwne, że nie wyszło… jedyny błąd, ze za późno zakręcili kraniki… deuswr pozdrów Olgę to może wyślę Ci podpisane czasopismo Forbesa to sobie oprawisz, może nawet w salonie o ile oczywiście Pani doktor uzna, że to odpowiednie miejsce :D CLC nie musi nic robić, sama się zaorze
Dokładnie. Też tak uważam, że tu jest więcej takich, którzy życzą Columbusowi jak najgorzej, co jest jakimś fenomenem. Jacyś niedopieszczeni - im gorzej tym lepiej. Może fizycznie im się ta Ola podoba i piejąc z zachwytu nad wszystkim, co ona robi w swoim szaleństwie wydaje im się, że się którymś z nich zainteresuje
A mi się wydaje, że jest sporo osób, które mają problemy z logiką i wyciąganiem wniosków. Posługujcie się argumentami, a nie emocjami. Macie błędne rozumienie, co znaczy gorzej, właśnie z tego powodu. Odstawmy na bok samo CLC oraz ten konkretny spór i zastanówmy się nad suchymi faktami. Mamy produkt instalowany w systemie rozproszonym, którego skuteczność i wydajność są technicznie ograniczone. Nie da się tym optymalnie sterować, a koszty utrzymania, konserwacji oraz utylizacji (ciągłe dojazdy, naprawy, wymiany części) są gigantyczne. Na dodatek na horyzoncie już widać nowe podatki, a opłacalność tego rozwiązania drastycznie spada wraz z upływem czasu i pojawianiem się nowych źródeł energii. Szybki postęp technologiczny tylko ten proces przyspiesza. Co to oznacza w praktyce? Albo państwo nałoży kolejne daniny, albo ludzie będą te instalacje masowo wyrzucać przed drzwi jak stare kineskopy i komputery PC z tą różnicą, że tutaj problem z utylizacją odpadów będzie nieporównywalnie większy. Jeżeli w Waszym rozumieniu taki scenariusz to jest „lepiej”, to pozostaje tylko pogratulować. Teraz dorzucisz, do tego CLC, które pobiera 50% zysków przy limitach rocznych zużycia (około 4500kwh) posługując się hasłem AI, zawyżonymi cenami, gdzie szykuje armię handlowców by wciskać, takie rozwiązania głównie starszym ludziom (bo pewnie tak będzie) czyli doprowadzą do całkowitego braku opłacalności mikroinstalacji. Te rozwiązania nadal lobbuje CLC, prezes ciepłownictwa oraz środowiska - zbiegiem okoliczność z Krakowa. Swoje porażki i kompletny brak planowania ci decydenci po prostu przenoszą na zwykłych obywateli – dokładnie tak samo, jak za pomocą "lewarów finansowych" przenosi się ryzyko na akcjonariuszy. Oczywiście szkoda osób, które tu wiszą, jednak patrząc globalnie, w szerszym kontekście makroekonomicznym, koszty te są akceptowalne. Ludzie ci podjęli ryzyko na własne życzenie, ślepo wierząc w z góry wadliwy model biznesowy (obecnie, w okresie rozwoju/przed nasyceniem inna sprawa) – niezależnie od tego, jak bardzo jest on teraz lobbowany i sztucznie podtrzymywany przy życiu przez państwowe dopłaty.