Gdyby zarząd miał jaja, to przy tej cenie ogłosiłby skup akcji z bezpośrednio z parkietu i kurs szybko by powędrował tam gdzie jego miejsce. A tak to mamy co kwartał popierdółki pana Hebdy, o tym że Zarząd nie komentuje zachowania kursu. Wielka szkoda, bo kurs jest ważny dla każdego z akcjonariuszy (może poza Antonem) i świadczy o renomie spółki na GPW.
A tak to niestety: na dzień dzisiejszy HUUUGE uchodzi za dziada giełdy, choć wcale nim nie jest.
Spółka jest tak postrzegana jak zarząd kieruje zyskami. Przetrzymywanie 60m USD na akwizycję to wymówka. Szukają możliwości przepalenia. Obecnie w kasie około 120m USD. Można skupić akcje, podnieść wycenę o 100% i bez problemu kupić każdy podmiot za akcje własne. W I kwartale pokład opuszczały fundusze: Erste, Uniqa i Amundi. Na dzień 31 marca w sumie posiadali jeszcze ponad 430k(1%) akcji a do dziś przemieliło się 370k więc jeszcze trochę towaru mają. Chyba że jeszcze jakiś fundusz dołączy ale z pozostałych nikt nie ma więcej jak 1,6%. Nawis podażowy jest zatem na ukończeniu. Trzeba czekać do jesieni można po cichu liczyć na 100-200% w zależności od rozwoju sytuacji.
HUUUGE – Gdzie podziały się obietnice zarządu i dlaczego spółka staje się „dziadem” GPW? Granica żenady i cierpliwości inwestorów została po raz kolejny przekroczona. Zarząd potrafi koncertowo zmarnować zaufanie rynku i doprowadzić do całkowitej marginalizacji spółki, która miała wszelkie papiery na bycie gwiazdą WIG40. Fakty są brutalne: DM BOŚ nie chce pokrywać spółki, a Beskidzki Dom Maklerski (BDM) się wycofał. To nie jest zbieg okoliczności ani złośliwość analityków – to jasny komunikat, że płynność wyschła, arkusz wygląda jak pustynia, a komunikacja z zarządem to walenie głową w mur. Przy takim tempie spadku zainteresowania, wypadnięcie z WIG80 za kilka kwartałów staje się realnym scenariuszem, a nie czarnowidztwem. Gdzie podziały się te szumne deklaracje nowego dyrektora o „priorytetowym zwiększaniu zainteresowania spółką”? Podczas czatów i konferencji słyszeliśmy, że to kluczowy cel, a tymczasem rzeczywistość skrzeczy. Co konkretnie w tym kierunku zrobiono? Na razie jedyne, co widać, to ucieczka analityków i totalny marazm. Przecież przy tej skali działalności wystarczyłoby pozyskać choćby jednego konkretnego, zagranicznego brokera, który zacząłby rzetelnie pokrywać spółkę i pokazał jej realną wartość funduszom z Londynu czy Nowego Jorku. Zamiast tego mamy traktowanie tematu po macoszemu i omijanie szerokim łukiem konkretnych pytań. Co więcej, sypanie masła maślanego na konferencjach SII, gdzie w kółko padają te same pytania bez konkretnych odpowiedzi, to zwykła ustawka i robienie z inwestorów durniów. Prześledźcie sobie te nagrania – to festyn uników i pustych frazesów. Słynne już „niekomentowanie kursu akcji” to w obecnej sytuacji czysta arogancja i, mówiąc wprost, plucie akcjonariuszom w twarz. Kurs to nie tylko cyfra ale ocena pracy zarządu i renoma spółki. Jeśli zarząd twierdzi, że kurs ich nie obchodzi, to de facto mówi nam, że mają wywalone na to, że ludzie potracili tu pieniądze, bo ich pensje i bonusy z opcji i tak się zgadzają. Kolejnym absurdem są bajki o tym, że „wyceny w branży gamingowej spadają na całym świecie”. Przepraszam bardzo, ale jeśli spółka jest dobrze prowadzona i ma zaufanie rynku, to globalne trendy nie są żadnym argumentem dla tak tragicznie niskich wycen wskaźnikowych. To jest tania wymówka, która ma przykryć fakt, że problem leży wewnątrz firmy, a nie w otoczeniu rynkowym. Sprawa opcji dla ekipy tylko dopełnia ten obraz – jeśli menedżerowie dostają papiery za bezcen i prawdopodobnie od razu sypią nimi w rynek, to mamy jasny komunikat: sami nie wierzą, że będzie drożej. Tymczasem notabene Goldman Sachs w ostatnim kwartale zwiększył udział w akcjonariacie. To pokazuje, że tam pod spodem jest realna wartość, której zarząd nie potrafi, albo – co gorsza – nie chce „sprzedać” rynkowi. Gdyby zarząd miał przysłowiowe jaja i faktycznie wierzył w fundamenty firmy, to przy obecnych wycenach nie bawiliby się w skomplikowane wezwania, tylko uruchomiliby agresywny skup akcji bezpośrednio z arkusza. Kupowanie z rynku „tu i teraz” to jedyny język, który rozumie giełda; to ruch, który czyści podaż i pokazuje realną siłę. Huuuge Games na papierze nie jest „dziadem” – mają gotówkę i solidne gry. Ale przez fatalne Investor Relations i brak dbałości o wizerunek, właśnie za takiego dziada giełdowego uchodzą. Dopóki zarząd nie zatrudni kompetentnych ludzi od PR-u i relacji inwestorskich, którym da wolną rękę do działania, dopóty będziemy świadkami tego "kiszenia ogóra". Tu potrzebna jest rewolucja w komunikacji, a nie kolejne puste slajdy. Wielka szkoda, bo kurs jest ważny dla każdego (może poza Antonem), a tak zostaje nam tylko patrzenie na powolny upadek renomy spółki na GPW. Czy doczekamy się jakiejkolwiek reakcji, czy kolejnej „popierdółki” o efektywności operacyjnej, gdy kurs będzie pukać w dno od spodu?
Tutaj są zbyt duże pieniądze do wyjęcia żeby coś działo się bez przyczyny. Dlatego PR może wejść w odpowiednim momencie (niedługo). Papier prawdopodobnie jest zakumulowany. C/Z około 3,9 kapitalizacja 980m gotówka w kasie 430m. Chodzi tylko o to czy oraz jak i kiedy będzie dystrybuowana. Skup z podłogi wywinduje kurs o 20% i nie będzie podaży. Zaproszenie do skupu to redukcja liczby akcji na określonym w miarę niskim poziomie a później PR i pompa. Ta druga opcja wydaje się lepsza. Trzymać ciśnienie, nie zaglądać do karnetu za 4-5 miesięcy będzie więcej wiadomo. Pozostaje jeszcze pytanie jaki jest wpływ spadku przychodów (-9%) na zysk. Korzyści z redukcji zatrudnienia są przepalone. Pewnie za moment wzrosną wydatki na marketing bo DTC daje korzyści ale Google już nie reklamuje gier.
Skoro nadal są chętni do oddawania akcji po obecnych cenach, to zarząd i akcjonariusze long-term nie mają żadnego interesu w tym, żeby pompować kurs. Najlepszym, co można aktualnie zrobić, to czekać lub dokupić. Narzekać też można, ale jak zawsze, to nic nie da. Przyjdzie czas, przyjdą wzrosty. Obstawiam, że wzrost odbędzie się w formie bardzo gwałtownej.