HUUUGE – Gdzie podziały się obietnice zarządu i dlaczego spółka staje się „dziadem” GPW? Granica żenady i cierpliwości inwestorów została po raz kolejny przekroczona. Zarząd potrafi koncertowo zmarnować zaufanie rynku i doprowadzić do całkowitej marginalizacji spółki, która miała wszelkie papiery na bycie gwiazdą WIG40. Fakty są brutalne: DM BOŚ nie chce pokrywać spółki, a Beskidzki Dom Maklerski (BDM) się wycofał. To nie jest zbieg okoliczności ani złośliwość analityków – to jasny komunikat, że płynność wyschła, arkusz wygląda jak pustynia, a komunikacja z zarządem to walenie głową w mur. Przy takim tempie spadku zainteresowania, wypadnięcie z WIG80 za kilka kwartałów staje się realnym scenariuszem, a nie czarnowidztwem.
Gdzie podziały się te szumne deklaracje nowego dyrektora o „priorytetowym zwiększaniu zainteresowania spółką”? Podczas czatów i konferencji słyszeliśmy, że to kluczowy cel, a tymczasem rzeczywistość skrzeczy. Co konkretnie w tym kierunku zrobiono? Na razie jedyne, co widać, to ucieczka analityków i totalny marazm. Przecież przy tej skali działalności wystarczyłoby pozyskać choćby jednego konkretnego, zagranicznego brokera, który zacząłby rzetelnie pokrywać spółkę i pokazał jej realną wartość funduszom z Londynu czy Nowego Jorku. Zamiast tego mamy traktowanie tematu po macoszemu i omijanie szerokim łukiem konkretnych pytań. Co więcej, sypanie masła maślanego na konferencjach SII, gdzie w kółko padają te same pytania bez konkretnych odpowiedzi, to zwykła ustawka i robienie z inwestorów durniów. Prześledźcie sobie te nagrania – to festyn uników i pustych frazesów.
Słynne już „niekomentowanie kursu akcji” to w obecnej sytuacji czysta arogancja i, mówiąc wprost, plucie akcjonariuszom w twarz. Kurs to nie tylko cyfra ale ocena pracy zarządu i renoma spółki. Jeśli zarząd twierdzi, że kurs ich nie obchodzi, to de facto mówi nam, że mają wywalone na to, że ludzie potracili tu pieniądze, bo ich pensje i bonusy z opcji i tak się zgadzają. Kolejnym absurdem są bajki o tym, że „wyceny w branży gamingowej spadają na całym świecie”. Przepraszam bardzo, ale jeśli spółka jest dobrze prowadzona i ma zaufanie rynku, to globalne trendy nie są żadnym argumentem dla tak tragicznie niskich wycen wskaźnikowych. To jest tania wymówka, która ma przykryć fakt, że problem leży wewnątrz firmy, a nie w otoczeniu rynkowym. Sprawa opcji dla ekipy tylko dopełnia ten obraz – jeśli menedżerowie dostają papiery za bezcen i prawdopodobnie od razu sypią nimi w rynek, to mamy jasny komunikat: sami nie wierzą, że będzie drożej.
Tymczasem notabene Goldman Sachs w ostatnim kwartale zwiększył udział w akcjonariacie. To pokazuje, że tam pod spodem jest realna wartość, której zarząd nie potrafi, albo – co gorsza – nie chce „sprzedać” rynkowi. Gdyby zarząd miał przysłowiowe jaja i faktycznie wierzył w fundamenty firmy, to przy obecnych wycenach nie bawiliby się w skomplikowane wezwania, tylko uruchomiliby agresywny skup akcji bezpośrednio z arkusza. Kupowanie z rynku „tu i teraz” to jedyny język, który rozumie giełda; to ruch, który czyści podaż i pokazuje realną siłę.
Huuuge Games na papierze nie jest „dziadem” – mają gotówkę i solidne gry. Ale przez fatalne Investor Relations i brak dbałości o wizerunek, właśnie za takiego dziada giełdowego uchodzą. Dopóki zarząd nie zatrudni kompetentnych ludzi od PR-u i relacji inwestorskich, którym da wolną rękę do działania, dopóty będziemy świadkami tego "kiszenia ogóra". Tu potrzebna jest rewolucja w komunikacji, a nie kolejne puste slajdy. Wielka szkoda, bo kurs jest ważny dla każdego (może poza Antonem), a tak zostaje nam tylko patrzenie na powolny upadek renomy spółki na GPW. Czy doczekamy się jakiejkolwiek reakcji, czy kolejnej „popierdółki” o efektywności operacyjnej, gdy kurs będzie pukać w dno od spodu?