Potrzeby inwestycyjne były zawsze. Od 2000 r. czyli od kiedy spółka jest notowana. IPO w 2000 r. było po 50 zł za akcję (tą samą akcję co dziś). W 2018 r., przy wykupie od EDF, wartość godziwą określono na 81 zł. Dziś, po wielkiej inwestycji w Siechnicach, rynek ma potężne wątpliwości czy spółka jest warta 80 zł. I co z tego, że C/Z = 2 jak rynek nie wierzy zarządowi spółki i większościowemu akcjonariuszowi. Spółka potrafiła zmienić politykę dywidendy w styczni czy w lutym kilka lat temu, tj. na dwa miesiące przed rekomendacją w sprawie podziału zysku. Dwa lata temu obecny prezes zarządu na spotkaniu inwestycyjnym obiecywał załatwienie "pokrycia" analitycznego. I i gdzie to pokrycie? Zarząd ma gdzieś mniejszościowych, a zwłaszcza drobnych, inwestorów. Patrzą tylko włąsnych stołków i co powie "góra" tj. PGE choć w myśl prawa zarząd powinien działać autonomicznie i dbać o intere spółki. A ten głównie dba o interes większościowego akcjonariusza. Jest na to sporo przykłądów.
Spółka ma dostatecznie dużo kasy na planowane programy inwestycyjne. można powiedzieć, że śpią na pieniądzach. Aż dziw bierze, że PGE nie chce wypłacić sobie tej dywidendy.
Ale to co dziś się obudzili, że mają inwestycje??? Przecież to było wiadomo co najmniej od roku. Spokojnie mogli zmienić politykę dywidendową... Kompromitacja polega na tym, że od dwóch lat mówią że będzie dywidenda, a teraz zysk na rezerwowy....
Zarząd jest od realizacji postawionych celów i dbania o wartość spółki. Nic mu do dywidendy. Ale skoro postanowili wejść nie w swoje buty (ujmuje to delikatnie) to powinni uzasadnić swoją decyzję. Kolejny już raz brak uzasadnienia kluczowych spraw, Widoczny wyraźnie szerszy kontekst spekulacyjny...
Bzdury Waść piszesz. Popatrz na 26 lat historii tej spółki na gpw. Cena akcji oscluje wkół 50 zł +/- 30 zł. Dywidendy tyle co kot napłakał a przez ostatnie 8 lat prawie zero. I co z tej długoterminowej inwestycji?
W mojej prywatnej opinii nie będzie dywidendy - chyba większość ma takie zdanie(?). Nie jest to optymalne dla niekogo ale domyślam się z czego to wynika. Zarządzający spółką są bardziej konserwatywni i znają się na problematyce inżynierskiej co dobrze wróży na długoterminowy wynik realizacji inwestycji ale z punktu widzenia finansowego w mojej ocenie nie rozumieją biznesowego podejścia. Jeżeli nawet wypłaciliby jakąś minimalną dywidendę to zmaksymalizowaliby oba elementy: długoterminową wartość (mała dywidenda nie zaburzyłaby planów inwestycyjnych) i wycenę przedsiębiorstwa (dzielenie się małym zyskiem dałoby stabilność dla udziałowców, rzetelność zgodnie z wypracowaną strategią spółki). Mam wrażenie, że traktują inwestorów jak pasożyty, żerujące na potencjalną dywidendę, a nie jak współwłaścicieli którzy oczekują realizacji zwrotu z inwestycji (nie wszyscy są spekulantami). Jeżeli utrzymają zdanie nt. "mniejszościowych" jako najgorsze pasożyty to powinni przekonać większościowego udziałowca do wykupu - po co się spalać (?). Czy byłoby to dobre dla samej spółki - jeden właściciel? Moim zdaniem nie... bez mniejszościowych udziałowców - patrzących na ręce PGE - spółka pójdzie drogą w ciemny las i nie będzie mieć sparing partnerów do dyskusji. Wystarczy spojżeć na Tauron który mając sparing partnerów inwestorów z hedge fundów zostawił w lesie PGE z ich leśnymi dziadkami w fotelach zarządu PGE SA. Jedyna nadzieja jest w tym, co najmniej kilka osób z PGE Ciepło i dep. inwestycji mają kompetencje nie tylko w towarzyskich konwenansach...