Wydawać by się mogło, że zaraz po otrzymaniu listu intencyjnego możemy odetchnąć z ulgą, że się udało i że mamy już kontrakt w kieszeni. Nic bardziej mylnego, list intencyjny nie jest jeszcze podpisaniem umowy, co więcej – nie jest nawet traktowany na równi z umową przedwstępną. Można by nawet stwierdzić, że osoba podpisująca list intencyjny, w którym wyraziła wolę zawarcia umowy o współpracę w przyszłości, wycofując się ze swojej obietnicy, nie poniesie żadnych konsekwencji prawnych.
Jaki jest cel /kierunek/przyszłość.
1. Czy spółka zarobi kokosy? Jesli tak to kiedy? 2.Czy jej sytuacja finansowa pozwoli dotrwać do tego czasu? 3. Czy akcjonariusze którzy mogą z zyskiem sprzedać swoje akcje? 4. Czy główni akcjonariusze żeby się ewakuować z tonącego okrętu?
Ten list intencyjny to tak jest wabik na leszcza dokładnie. Na niedoświadczonych inwestorów pod to w dzisiejszych czasach i nieraz ubierali na giełdzie bananowej..nie wiesz jak wypchnąć papier którego nikt nie chce bo spółka zbankrutuje wymyśl. List intencyjny :)
Pamiętajcie że na samym liście intencyjnym taki ECB Będzin poleciał z 5zl na 200zl więc jakie znaczenie ma definicja skoro to po prostu działa na reakcję stadną? Wiecie ile to jest tysięcy procent z 5 na 200? To tyle jakby Bumech poleciał z 8.5zl na 350zl , tyle w temacie, dziękuję za uwagę