Można się spodziewać, że istnieją firmy, które już nad podobnymi lekami pracują. I owszem, jak się okazuje, Gallant jest jedną z nich i działa z tematem. A nawet z kilkoma tematami.
Żeby być dokładnym, obecnie w pipelinie mają: 3 leki kocie i 2 psie:
- przewlekłe zapalenie dziąseł i jamy ustnej u kotów
- przewlekła choroba nerek u kotów
- choroba zwyrodnieniowa stawów u kotów
- osteoartroza u psów
- atopowe zapalenie skóry u psów.
Ale zamiast siać defetyzm, można zrobić szybki research, żeby zobaczyć, że:
- najbardziej rozwinięty lek w pipelinie to lek koci na zapalenie dziąseł i jamy ustnej (którego rejestracja nastąpi raczej nie wcześniej niż w 2026)
- wszystkie pozostałe nie są nawet w przededniu właściwych badań klinicznych, a co za tym idzie - wydaje mi się, że można się spodziewać, że w przypadku któregokolwiek z nich, czas jaki potrzebny będzie na dopuszczenie do obrotu wynosić będzie min. 2-3, a może nawet i 4 lata
- o koniach czy tym bardziej wielbłądach nie ma nawet wzmianki w kontekście kolejnych leków
- nigdzie nie mogłem znaleźć wyników badań (bardzo chciałbym móc porównać konkretne rezultaty BCX i Gallanta w kontekście zarówno profilu bezpieczeństwa jak i skuteczności samego leku)
- nie podają też chyba z jakiej tkanki pobierany jest materiał genetyczny.
Natomiast, żeby nie było, że wszystko postrzegam przez różowe okulary - widać, że konkurencja nie śpi. Dodatkowo, można założyć, że pieniądze mogą niektóre procesy przyspieszyć. Z drugiej strony, kasa jaką zebrał Gallant wcale nie jest aż tak duża jak na warunki amerykańskie. No i ciężko im chyba będzie przyspieszyć same badania...
Zresztą na ostatnim WallStreet już P.W. odniósł się do tych rewelacji, rozmawiał z nimi w Bostonie i wg jego słów są jakieś 5-6 lat za Bioceltixem (ja bym tu mimo wszystko dawał ostrożne 2-3 lata, ale to nie jest tak, że zaraz wejdą na rynek i już nie będzie dla nikogo miejsca, bo wszyscy nagle rzucą się na leki Gallanta). Tak więc owszem, licho nie śpi, ale żadnych powodów do paniki nie widać ;)