Jak nam wiadomo mamy cztery fazy rozwoju akcji:
1.podstawa
2.wzrost
3.szczyt
4.spadek
Ważnym elementem jest rozpoznanie na jakim etapie jest kurs spółki.
Po okresie bardzo silnych spadków w dominacji sprzedających rynek osiąga powoli równowagę.Popyt i podaż równoważą się.Podczas formowania się bazy obroty są z reguły bardzo małe,stanowią ułamek obrotów z okresu,gdy ceny akcji były w okresie największej hossy.W pózniejszym okresie tej fazy często obroty zaczynają powoli rosnąć,mimo niewielkich zmian cen.Taki proces można teraz zaobserwować na akcjach BTG.Podczas tej fazy kursy akcji będą zwykle kilkakrotnie przekraczały MA45 w obu kierunkach podczas ruchów pomiędzy linią oporu i linią wsparcia (proszę spojrzeć AT BTG).Podstawowym błędem popełnianym podczas tej fazy(podstawy) jest kupowanie za wcześnie gdyż faza ta może trwać dość długo.Ci którzy kupili akcję na początku tej fazy w miarę jej trwania stali się coraz bardziej niecierpliwi i często sprzedają posiadane akcje tuż przed początkiem fazy drugiej(wzrost)charakteryzującej się gwałtownym wzrostem.Cechą ważną fazy podstawy jest to iż inwestorą nie grożą już w zasadzie żadne poważne straty kapitałowe,gdyż gwałtowne spadki fazy czwartej mają już za sobą.
A więc widzimy że BTG jest w fazie pierwszej,jeśli macie jakieś uwagi to proszę pisać .
ale nikt nie chce wyrzucac nawet po 8 gr.
a te po 9 gr wisza juz od miesiaca w zleceniach sprzedazy.
i byly brane po 7 gr.
wiec jak sie skoncza po 9 gr 10 gr. to bedzie mam nadzieje wybicie ;-)
Na giełdzie ważny jest refleks.
Spóznialscy finansują zyski tych,którzy byli pierwsi.[veno,viaguara,vision]
Po raporcie te 9gr znikną jednym zleceniem i naturalnie ci co się czają zostaną na lodzie
Opisuje zachodzące procesy na giełdzie i nie namawiam bo decyzje podejmujecie sami
Przypominam że kondycja firmy nie ma czasami znaczenia co do kursu akcji.
mysle ze juz niedlugo ;-))) patrzac na koncowke to jutro bedzie jedno duze zlecenie na otwarciu
oczywiscie jesli raport ma sie ukazac dzis lub z rana.......
ja zrozumiałem ze zarobił....
kiedys jak napisalem zapytanie do drzemich
to w tym samym okresie czasu mialem odpowiedz ale tez ktos wszystkie akcje po 0,08 kupil jednym zleceniemmm...
mam pytanie czy to nie drzemich lub ktos ze znajomych??? ;-000
Dnia 2009-06-29 o godz. 15:56 ~piotr napisał(a):
> popieram w 100% . wystarczy raport. zły czy dobry ale
> raport. on ruszy kursem....
Zbyt dużo ludzi liczy na to, że raport coś zmieni. A to znaczy, że raczej nic nie zmieni. No chyba że będą w nim jakieś rewelacje, ale na to bym raczej nie liczył.
Blue kisi się już baaaaaaardzo długo, silne wybicie w końcu przyjdzie (oby w górę). Ja jednak obstawiam że trwały wzrost jest możliwy tylko wtedy gdy zaczną ze spółki dobiegać dobre informacje.
W ostatnich tygodniach pojawiło się kilka informacji, które każą jeszcze raz zastanowić się nad kondycją inwestora oraz nad tym, co go może spotkać. Zwłaszcza złego. Nie chcę nikogo przestraszyć, ale nieświadomym uzmysłowić, a zagonionym przypomnieć, że obecność na rynku, czy ogólnie tematyka inwestowania, to sprawa nie tak prosta, jakby się wydawało.
Można powiedzieć, że skoro ktoś samodzielnie chce podejmować decyzje na rynku, to jego sprawa. Jeśli ktoś działa sam, to sam konsumuje zyski, ale i ponosi odpowiedzialność za błędne decyzje, a więc i sam pokrywa straty
Wszyscy chyba wiedzą, że podejmowanie decyzji dotyczących lokowania pieniędzy to proces wymagający przygotowania merytorycznego oraz pewnych predyspozycji. Wniosek wydaje się prosty – jeśli ktoś takowymi przymiotami nie może się pochwalić, lepiej, by samodzielnie decyzji nie podejmował. Mamy więc dwie grupy na rynku kapitałowym. Jedni podejmują samodzielnie decyzje, wykazując się w pewnym sensie arogancją, a przynajmniej znaczą wiarą we własne siły. Inni – mając świadomość własnych ograniczeń, powstałych z różnych przyczyn, także braku czasu – opierają swoje decyzje na wiedzy i umiejętnościach innych. To dwa podejścia równoważne. Żadne nie jest lepsze ani gorsze, jeśli jest dobrze umotywowane i podlega prawom zdrowego rozsądku, którego i tu, i tam nie należy tracić.
Z tym zdrowym rozsądkiem nie jest jednak tak dobrze, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Gdy w grę wchodzą pieniądze, jasność myślenia ulega, powiedzmy, pewnemu zaciemnieniu. Samodzielna obecność na rynku wiąże się z permanentnym stresem związanym z podejmowanymi decyzjami. Nie każdy jest w stanie sobie z tym poradzić. Targany emocjami inwestor prędzej czy później (częściej niestety prędzej) zacznie podejmować decyzje wskazujące, że tej jasności myślenia nie ma. A jak ma się sprawa z osobą, która chce się tych emocji pozbyć i stawia na profesjonalistę? Niestety, niewiele lepiej. Jak wskazują opublikowane w marcu badania prof. Gregory’ego Bernsa, jeśli osoba ta staje naprzeciw eksperta od finansów, automatycznie zwalnia siebie z racjonalnego myślenia.
Można powiedzieć, że skoro ktoś samodzielnie chce podejmować decyzje na rynku, to jego sprawa. Jeśli ktoś działa sam, to sam konsumuje zyski, ale i ponosi odpowiedzialność za błędne decyzje, a więc również sam pokrywa straty. Oczywiście są wyjątki. Głośno się ostatnio zrobiło o Australijczyku, który pozwał kasyno, bo pozwoliło mu grać, czego konsekwencją była olbrzymia przegrana, a on podobno był od hazardu uzależniony. Mechanizmów obronnych przed zaakceptowaniem poniesionej porażki na rynku jest więcej, ale nie są już takie spektakularne. Do najczęstszych zaliczyć można doszukiwanie się winy u „onych”, czyli tych, którzy kierują rynkiem, a także utyskiwanie na analityków, którzy piszą co innego, niż robi rynek, albo wręcz nim „manipulują”.
Są to tak naprawdę strzały na oślep rozładowujące frustrację. Co innego, gdy radzimy się eksperta. I tu pojawia się problem, bo wszystkich ekspertów ładuje się do jednego worka. Mechanizm zwalniania się z myślenia zaobserwowany przez amerykańskich naukowców zakłada nie tylko wiarę w wiedzę eksperta, którą ten jeszcze potęguje, posługując się fachowym słownictwem, ale także wiarę w jego dobre intencje, a więc to jemu się ufa.
Podczas rozmowy z ekspertem zawsze pojawić się powinno pytanie o to, co sprawia, że możemy założyć, iż faktycznie doradza najlepsze dla nas rozwiązanie. Jeśli idziemy do pośrednika finansowego, który „bezpłatnie” radzi nam formę inwestowania, to co sprawia, że jesteśmy pewni, iż rada ta jest dla nas najlepsza? Nic. Wyśmienitym dowodem na to była końcówka hossy, gdy nakłaniano klientów do zaciągania kredytów hipotecznych i lokowania uzyskanych pieniędzy w fundusze akcji.
Co innego, jeśli doradzający pobiera od klienta opłatę. Zwłaszcza gdy jest ona w jakiś sposób powiązana z efektami porady. Wtedy sytuacja jest bardziej przejrzysta, choć i tu można spotkać patologie związane z tworzeniem zbyt dużego ryzyka. Wówczas jednak można dochodzić swoich praw. Zdrowy rozsądek jest potrzebny w każdej sytuacji. Pamiętajmy, że nic nie jest za darmo. Nikt z dobrego serca nie zrobi z nas milionerów.
Po wczorajszej kłótni akcjonariuszy dziś mamy spokój i co ciekawe kurs nadal jest w kanale pierwszej fazy podstawy ,to dobra wróżba na przeszłe wybicie .
Jeszcze raz potwierdza się że jedno spojrzenie na wykres kursu jest warte więcej niż tysiąc prognoz co do kondycji spółki .
Rynek podobnie jak Bóg ,pomaga tym którzy pomagają sobie wzajemnie .
Ja wiem jedno i uważam że większośc z Was również jest tego zdania. Szefowie spólki zakpili sobie z akcjonariuszy i tyle. Swoim postępowaniem i jeden i drugi pokazali jacy są mali. Obiecywać złote góry aby później zwijac interes dla mnie to jawne oszustwo. Zwykłe wyłudzenie szmalu od akcjonariuszy. Szumne zapowiedzi rozwoju firmy okazały się zwykłym kłamstwem. Ludzie działajacy na tym poziomie tak się nie zachowują. No ale jak widac nie wystarczy założyć krawat żeby zmienić swój wizerunek. Ja uwierzyłem w obiecanki i żal mam do tych dwóch panów pseudobiznesmenów że zamrozony mam kapitał i czekaj tatka latka żeby coś z tego wyciągnąć teraz. Kto ma inne zdanie , jego sprawa. Ja bynajmniej czuje sie oszukany i wprowadzony w błąd przez Blutka.
dajmy prezesowi robić swoje - nie zagrały my założenia i odejście W też nie pomogło . osobiście daję firmie jeszcze rok jeżeli zespół jest dobry to pozytywnie jeśli nie - trudno nie pierwszy raz wtopa i nie ostatni
A cóż wam winny prezes?nie jest winą MS,że wesołowski okazał się dziadem.Nie jest też jego winą obecna sytuacja gospodarcza a co za tym idzie kondycja btg.Spóła jest młodziutką firmą,więc chyba też trzeba wziąc na to poprawkę.
Akcje poruszają się od stanów skrajnego niedowartościowania do skrajnego przewartościowania
Wskaźniki: Blue Tax Group SA (BTG)
Cena / Zysk 3,56
Cena / War. Księg. 1,01
Zysk na akcję [PLN] -
Kapitalizacja [mln.] 5,63
Liczba akcji 70 400 000
ROA -
ROE -
Free Float 36,17%
free float... co my możemy zrobić..??? Akcja jest niedowartościowana i Spółka z tym nic nie będzie robić dopóki sprawa z W. się nie wyjaśni... poczekalnia, będzie dobrze:)
Raport EBI
typ raportu Raport bieżący
numer 33/2009
data dodania 2009-07-03 17:16:56
spółka BLUE TAX GROUP SPÓŁKA AKCYJNA
Zawiadomienie o przekroczeniu 5% progu w ogólnej liczbie głosów
Zarząd Spółki Blue Tax Group S.A. z siedzibą we Wrocławiu przy ul. Szewskiej 8 informuje, że dnia 3. lipca 2009 r. otrzymał zawiadomienie od mniejszościowego akcjonariusza Spółki - Marka Piaseckiego zamieszkałego w Kędzierzynie-Koźlu o nabyciu w dniu 26. czerwca 2009 r. na sesji zwykłej rynku NewConnect 442 851 sztuk akcji Blue Tax Group S.A. , co spowodowało zwiększenie udziału w głosach ogółem. Jednocześnie wskazana ilość nabytych akcji spowodowała przekroczenie progu 5% w ogólnej liczbie głosów w Spółce.
Akcjonariusz przed pierwszą transakcją tego dnia posiadał 4 391 665 akcji serii B, udział w kapitale zakładowym 6,24%, liczbę głosów na WZA 4 391 665, udział w ogólnej liczbie głosów podczas WZA 4,58%.
Po ostatniej transakcji dnia 26.czerwca 2009 r. Akcjonariusz posiada 4 834 516 akcji serii B, udział w kapitale zakładowym 6,87%, liczbę głosów na WZA 4 834 516, udział w ogólnej liczbie głosów na WZA 5,05%.
Podstawa Prawna:
Podstawa prawna: § 3 ust. 2 pkt 11 Załącznika Nr 1 do Uchwały Nr 346/2007 Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. z dnia 30 maja 2007 r. "Informacje Bieżące i Okresowe w Alternatywnym Systemie Obrotu"
oraz
"Art. 70 pkt. 1 Ustawy o ofercie publicznej - nabycie lub zbycie znacznego pakietu akcji".
I po raporcie mamy niepozorną spółkę z dużą przyszłością
Wskaźniki: Blue Tax Group SA (BTG)
Cena / Zysk 3,56
Cena / War. Księg. 1,01
Zysk na akcję [PLN] -
Kapitalizacja [mln.] 5,63
Liczba akcji 70 400 000
ROA -
ROE -
Free Float 29,30%
Patrząc na AT nie ma jednoznacznych wskazówek co do kursu 5gr jak i 15gr może być
Co do akcji FFI należą się jakieś wyjaśnienia dla akcjonariuszy
Wyjaśnienia odnośnie akcji FFI zobaczymy w raporcie za 1półrocze 2009.
Może się okazać, że średnia cena sprzedaży wyniesie 0.38-0.39 groszy ( jeżeli to BTG zasypał wybicie FFI w styczniu 2009 ). Jeśli nie, to średnia spadnie w okolice 0.34-0.36 groszy.
No no kolego drzemich wiesz że podnosiłeś nam tu na forum ciśnienie a ja czasami cię obraziłem bo się wk-łem.
Obecna sytuacja co do kursu to uważam że kolego czas się uderzyć w pierś i powiedzieć
moja wina ,moja wina :)
Osobiście uważam że dobrze się stało ,akcje są w posiadaniu mocnego akcjonariatu i kurs jest pod kontrolą
Dlaczego prezes nie kupuje ? czy 38,93% to nie za mało by spać spokojnie ?
a jak W i P się dogadają a walne blisko oj blisko
Pamiętajcie że my z BTG to jedna rodzina :)
Popatrzcie na AT ,jak w jeden dzień może się zmienić wykres na katastrofalny obraz
Baza podstawy co powinna dać impuls do zmiany trendu na wzrostowy stała się tylko przystankiem do dalszych spadków w okolice 5gr
Czy musi się tak stać ?
Zapewne się tak stanie bo tu niestety jest determinacja by zwalić kurs do 5gr
Dlaczego ?
Jeśli coś wiecie to podzielcie się wiedzą
Rządy nie są w stanie zarządzać optymizmem i pesymizmem na rynkach
Grzegorz Siemionczyk , Tomasz Hońdo 18-07-2009, ostatnia aktualizacja 18-07-2009 14:48
Ze słynnym analitykiem giełdowym Robertem Prechterem, autorem „Teorii fal Elliotta” rozmawia Grzegorz Siemionczyk
źródło: GG Parkiet
+zobacz więcej
Podkreśla Pan od dłuższego czasu, że amerykański rynek akcji znajduje się w długoterminowym trendzie spadkowym, choć będą się zdarzały korekty wzrostowe. Kiedy notowania sięgną dna i przy jakim poziomie?
Wskaźnik Dow Jones przypuszczalnie spadnie poniżej 1000 pkt (w czwartek zamknął się na poziomie 8711,8 pkt – przyp. red.). Cykle czasowe sugerują, że rynek niedźwiedzia utrzyma się jeszcze przez około 7 lat. To są jednak szacunki. Gdy rynki dotkną już dna, układ fal i wskaźniki techniczne to potwierdzą.
Czyli pańskie prognozy są oparte wyłącznie na teorii fal Elliotta? Czy może widzi Pan też jakieś fundamentalne sygnały, które wskazują, że wzrost na giełdach, z jakim mieliśmy do czynienia od marca do czerwca, nie może się utrzymać?
Jeśli chodzi o przewidywania co do poziomu indeksu Dow Jones, opieram się całkowicie na teorii fal. Natomiast do prognozowania przełomowych momentów wykorzystuję cykle czasowe i inne narzędzia. Wskaźniki fundamentalne są opóźnione wobec rynków finansowych, nic więc nie mówią o przyszłości.
W czerwcu, gdy trwająca od marca tendencja wzrostowa traciła impet, mówił Pan jednak, że akcje wkrótce znów zaczną drożeć. Wyjaśniał Pan, że korekty wzrostowe zwykle następują w dwóch etapach. Kiedy możemy spodziewać się szczytu tej dwuetapowej korekty?
Zgodnie z teorią fal Elliotta ruchy indeksów w kierunku przeciwnym do trendu następują w trzech falach – w tym wypadku w górę, w dół, i znów w górę. Gdy w marcu notowania sięgnęły dna (S&P 500 na poziomie 676,5 pkt – przyp. red.), przewidywaliśmy, że całą korektę wzrostową S&P 500 zakończy na poziomie 1000–1100 pkt. Kiedy indeks odbił się o około 300 pkt, wskazywaliśmy, że 11 czerwca nastąpi szczyt pierwszego etapu korekty wzrostowej (nastąpił 12 czerwca S&P przy poziomie 946,2 pkt – przyp. red.). Dotychczas udaje nam się dobrze wskazywać punkty przełomowe. Drugi szczyt korekty wzrostowej zostanie osiągnięty jeszcze w tym półroczu.
Czy interesują Pana rynki wschodzące? Pytam szczególnie o rynki Środkowo-Wschodniej Europy. A ogólniej: czy powyższe przewidywania dotyczą także rynków akcji poza USA?
Rynki na całym świecie są ze sobą skorelowane, zwłaszcza w okresie rynku niedźwiedzia. Większość giełd czekają zatem znaczne spadki.
Panuje zgoda co do tego, że rynki akcji są skorelowane z realną gospodarką. Czy to, że oczekuje Pan długotrwałego trendu spadkowego, oznacza także, iż USA będą w recesji jeszcze przez kilka lat? Albo że będzie to recesja W-kształtna?
Notowania akcji poruszają się w górę i w dół za sprawą społecznych nastrojów, które zarazem przesądzają o tym, czy przedsiębiorcy podejmują ekspansywne czy defensywne decyzje. Ponieważ decyzje inwestycyjne można podejmować natychmiast, a wprowadzenie w życie decyzji biznesowych zajmuje dużo czasu, zmiany na rynkach akcji wyprzedzają zmiany w gospodarce. Trend zmienił się tak gwałtownie, że obecny rynek niedźwiedzia doprowadzi do recesji jeszcze głębszej niż Wielka Depresja z lat 30. Działania władz temu nie zapobiegły. Na początku roku mówił Pan, że „żadna skala akcji kredytowej nie będzie w stanie zapobiec deflacji”. Czy nadal tak Pan uważa? Mogłoby się wydawać, że jednak działania rządów złagodziły przebieg recesji. Sporo mówi się o „zielonych pędach” ożywienia gospodarczego.
Rynki fluktuują, a rząd się miota. Gdy na rynkach następują spadki, wydaje się, że działania rządu zawodzą. A kiedy następuje ożywienie, wydaje się, że wysiłki władz przynoszą skutki. W rzeczywistości jednak rząd nie ma nad niczym kontroli. Jeśli zaś chodzi o „zielone pędy”, już sam fakt, że tak dużo się o nich mówi, wskazuje, iż koncepcja ta jest niewiele warta. Gdy w końcu na rynkach dojdzie do odbicia od ostatecznego dna, nikt nie będzie wierzył, że nastąpiła zmiana trendu.
A zatem obawy o inflację wywołaną zbyt późnym przerwaniem pompowania przez rządy i banki centralne pieniędzy w światową gospodarkę są całkowicie nieuzasadnione?
Ludzie z reguły najbardziej obawiają się tego, czego należy się obawiać najmniej. Inflacja była problemem w latach 70. Teraz grozi nam deflacja, która postępuje w najlepsze, podczas gdy wszyscy drżą przed czymś całkowicie przeciwnym.
Jak będzie wyglądała światowa gospodarka po tym okresie depresji i deflacji? I ile czasu będzie potrzebowała, aby się podnieść i wrócić do poziomu sprzed kryzysu?
Gospodarka świata będzie wyglądała tak jak w latach 30. Oczywiście najbardziej skurczy się gospodarka Stanów Zjednoczonych, która jest najbardziej zlewarowana. Gdy notowania na giełdach sięgną wreszcie dna, ożywienie gospodarcze będzie postępowało szybko. Same rynki finansowe nie wrócą jednak do poziomu sprzed kryzysu przez całe dekady.
Jak rozumiem, nie ocenia Pan zbyt dobrze walki obecnej administracji amerykańskiej i innych rządów z kryzysem, zarówno jeśli idzie o próby uzdrowienia sektora bankowego, jak i ożywienia gospodarki. Czy istniały (istnieją) jakieś alternatywy dla prób zwalczenia kryzysu za pomocą gigantycznych wydatków publicznych?
Rządy i banki centralne ponoszą więcej winy za wywołanie kryzysu niż cała reszta uczestników rynku. To Kongres stworzył całą napędzającą kredyt machinę w postaci Fannie Mae, Freddie Mac, Ginnie Mae, Sallie Mae i Federalnych Banków Hipotecznych. Co więcej, rząd praktycznie zakazał konserwatywnej bankowości, tworząc Federalną Agencję Ubezpieczeń Depozytów. Teraz gigantyczne wydatki nic nie wnoszą do gospodarki, a wręcz są szkodliwe. Pogląd, że Waszyngton „walczy” z kryzysem, świadczy tylko o tym, iż rząd potrafi skutecznie zwodzić społeczeństwo.W bliskim terminie nie ma żadnego lekarstwa na kryzys. Jest na to za późno, bo niemożliwy do utrzymania poziom zadłużenia już zaistniał. W dalszej perspektywie jedyną alternatywą dla obecnego chaosu i destrukcji jest rezygnacja rządu z mieszania się w gospodarkę. Jednak nic takiego nie nastąpi, dopóki rząd nie zbankrutuje, a zanim to się będzie mogło stać, najpierw zbankrutować muszą obywatele.
Jak rozumiem, z tym wiąże się pańska opinia, że do końca 2010 roku Stany Zjednoczone stracą najwyższą ocenę wiarygodności kredytowej. Ale przecież same agencje ratingowe zapewniają, iż USA mogą sobie pozwolić na gigantyczne zadłużenie ze względu na rolę dolara w światowej gospodarce.
Wyraziłem taką opinię, tworząc listę wydarzeń, które są prawdopodobne, biorąc pod uwagę głębię obecnego rynku niedźwiedzia. Nie jest to jednak żadna z moich zasadniczych prognoz. Mimo to wydaje się bardzo prawdopodobne, że amerykański rząd dojdzie do punktu, w którym nie będzie już mógł znaleźć nikogo gotowego inwestować w obligacje skarbowe, co z kolei zmusi go do znacznego podniesienia oprocentowania. To oczywiście scenariusz krańcowy. Przypuszczam, że gdzieś po drodze agencje ratingowe obniżą ocenę amerykańskiego długu federalnego.
Czy gdyby rząd był mniej wszędobylski, wystarczyłoby to, by uniknąć kryzysu, czy tylko złagodziłoby jego przebieg? Skoro rynki poruszają się w cyklach, wydaje się, że załamania i tak są nie do uniknięcia.
Mniej ingerujący rząd zawsze jest lepszy dla gospodarki, więc i tym razem podejście leseferystyczne byłoby najlepszym sposobem przejścia przez kryzys. Rząd jednak będzie ingerował, więc w zasadzie nie ma się o co spierać. Niezależnie od tego kryzysy są nieuniknione, podobnie jak okresy prosperity.
Wielu analityków uważa Pana za „niereformowalnego niedźwiedzia”. Co musiałoby się stać zarówno w realnej gospodarce, jak i na rynkach finansowych, aby zmienił Pan swoje prognozy?
Moja książka „Teoria fal Elliotta” z 1978 r. i uaktualniona w latach 1982–1983 przepowiadała wspaniały rynek byka, który przypominałby atmosferę „szalonych lat 20.” Czy można być większym optymistą? Zmienię więc swoje prognozy, gdy cykl fal Elliotta dobiegnie końca i/lub wskaźniki wyceny akcji i nastrojów inwestorów poprawią się. Te wskaźniki w stuletniej perspektywie są wciąż na poziomie wskazującym na trend spadkowy. Wątpię, aby zaczęły szybko wskazywać co innego.
Jakie są Pana przewidywania odnośnie do rynku surowców energetycznych, którym Pan się również zajmuje?
Ceny ropy naftowej zakończyły długi trend wzrostowy w ubiegłym roku, osiągając 147,5 USD za baryłkę. Gdy ropa potaniała do 30 USD, prognozowaliśmy, że odbije się do 70 USD. Ta korekta już dobiegła końca. Uważam, że ceny spadną poniżej 10 USD. Nie podzielam więc obaw, iż wysokie ceny energii zahamują ożywienie gospodarcze. To właśnie brak perspektyw na ożywienie pociągnie w dół ceny ropy.
Czy ma Pan jakieś rady inwestycyjne dla czytelników „Parkietu”? Czy istnieją jakieś jasne punkty na tym pesymistycznym obrazie? I jakie inwestycje są bezpieczne, skoro nie są nimi nawet amerykańskie obligacje skarbowe? Niekiedy wydaje się, że nie jest Pan zbyt entuzjastyczny nawet w odniesieniu do takich tradycyjnych „bezpiecznych przystani” jak złoto i srebro?
Cieszę się, że Pan o to zapytał. Sednem mojej książki „Pokonać krach” (ang. conquer the crash) jest to, że można dobrze prosperować nawet w czasie deflacji. Trzeba unikać wszystkich tradycyjnych inwestycji i trzymać bezpieczne ekwiwalenty gotówki w bezpiecznych instytucjach. Takie aktywa obejmują amerykańskie bony skarbowe, szwajcarskie bony skarbowe i być może instrumenty dłużne Singapuru i Nowej Zelandii, które to państwa uważam za wiarygodnych emitentów. Należy unikać depozytów bankowych, z wyjątkiem najbardziej wiarygodnych instytucji. Trochę złota także należy posiadać, ponieważ jest to jedyny realny pieniądz. Ale na srebrze nie można się już wzbogacić – to metal przemysłowy.
Skoro uważa Pan, że rynkami rządzi głównie psychologia, czy nie obawia się Pan, że pańskie pesymistyczne prognozy mogą się stać samospełniającymi się przepowiedniami?
Rzeczywiście, rynki finansowe sterowane są falami optymizmu i pesymizmu, które wynikają z ludzkiej skłonności do zachowań stadnych w chwilach niepewności. Ale nie sądzę, żeby prognozy jednej osoby – a nawet potężnego rządu – mogły kształtować owe fale nastrojów społecznych. Tym bardziej nie uważam, aby moje teorie mogły wpłynąć na kierunek ruchów na giełdzie. Choć to byłoby niewątpliwie miłe.
Skoro jednak niemal wszystkie rządy i instytucje świata jednocześnie przekonują (zwodzą) ludzi, że wydatki stymulacyjne przynoszą efekty, czy nie jest możliwe, że ostatecznie uda im się trwale poprawić nastroje na rynkach?
Rządy nie są w stanie zarządzać optymizmem i pesymizmem na rynkach. Przeciwnie, to fale optymizmu i pesymizmu rozstawiają po kątach rządy. Fale te są regulowane endogenicznie i żadna instytucja nie jest władna ich zmieniać.
Teoria, jakoby nic nie dało się zrobić, gdy mleko już się rozlało, większości osób wyda się przerażająco deterministyczna.
Cóż, jeśli kogoś pesymizmem napawa fakt, że po jesieni następuje zima...Zresztą deflacja też ma wiele pozytywnych aspektów. Ci, którzy inwestują odpowiednio do tych warunków, mogą się wzbogacić. Gdy ten okres się kończy, można też kupić akcje, a przede wszystkim nieruchomości, w bardzo atrakcyjnych cenach. Sądzę więc, że równie dobrze można powiedzieć: „Wydaje się bardzo optymistyczne, że nic się obecnie z kryzysem nie da zrobić, ponieważ dzięki temu możemy mieć wysoki stopień pewności co do naszej strategii inwestycyjnej”. To prawda, że depresje w gospodarce są dla wielu osób trudne. Lecz takie okresy zawsze stanowiły element ludzkiego życia i tak będzie dalej. Chyba ostatecznie musi w nich być coś dobrego, skoro stanowią część naszego doświadczenia.
Dziękuję za rozmowę.
Robert Prechter
Urodził się w 1949 r. Studiował psychologię na uniwersytecie Yale, którą ukończył w 1971 r. Zainteresowanie tą dziedziną jest wyraźnie widoczne w jego analizach rynkowych, odwołujących się często do pojęć z dziedziny finansów behawioralnych.
Karierę analityka technicznego rozpoczął w 1975 r. w banku Merrill Lynch. Od 1976 r. Prechter publikuje biuletyn „Elliott Wave Theorist”, poświęcony analizie rynków finansowych z wykorzystaniem teorii fal Elliotta. Od 1979 r., gdy opuścił szeregi Merrill Lynch, publikacja ta dostępna jest tylko dla subskrybentów. W okresie szczytowej popularności w latach 80. docierała do około 20 tys. odbiorców.
W 1984 r. Prechter zwyciężył w konkursie inwestycyjnym US Trading Championship w kategorii opcji. Jego kariera nabrała wówczas rozmachu, a telewizja Financial News Network (dziś CNBC) przyznała mu tytuł „guru dekady”.
W latach 1990–1991 Prechter był prezesem Stowarzyszenia Analityków Technicznych.¶ Niemal od początku swojej kariery Prechter zajmuje się pisarstwem, co zaowocowało 13 książkami. Klasyczną już pozycją jest jego „Teoria Fal Elliotta”, opublikowana w 1978 r. W 2002 r. ukazał się bestseller „Pokonać krach: możesz prosperować w okresie deflacyjnej depresji”.
Prechter jest najbardziej znanym propagatorem i kontynuatorem teorii fal Elliotta, opracowanej w latach 30. przez Ralpha Nelsona Elliotta. Rozwija także własną teorię, w myśl której to fale społecznych nastrojów oddziałują na rynki i gospodarkę, a nie na odwrót.
Oprócz rzeszy zwolenników Prechter ma też licznych krytyków. Ostatnio wytykają mu, że nie przewidział gwałtownego wzrostu cen ropy naftowej w 2008 r.
Teoria fal Elliotta – popularnai kontrowersyjna zarazem
Teorię fal, którą Robert Prechter spopularyzował w latach 80., stworzył już w końcu lat 30. Ralph Nelson Elliott. Przekonywał on, że przypływy optymizmu i pesymizmu inwestorów układają się w regularne cykle, na które składa się zawsze 8 fal.
Fale wzrostowe, które na wykresie oznaczono jako 1, 3 i 5, są przerywane przez korekty 2 i 4. Następnie trend wzrostowy się załamuje i powstają fale A, B i C. Analogicznie można opisać trend spadkowy, tyle że wówczas fale 1, 3, 5 i B są spadkowe, zaś 2, 4, A i C są zwyżkowe.
Zwolennicy teorii Elliotta twierdzą, że taki układ dotyczy trendów w różnych ramach czasowych – począwszy od „wielkiego supercyklu” obejmującego nawet pół wieku, a skończywszy na wykresach w układzie minutowym. Na każdą falę supercyklu składają się fale w krótszych ramach czasowych.
Szczególną rolę w teorii Elliotta pełnią tzw. zniesienia Fibonacciego. Zakłada się np. że w czasie hossy fala 2 nie powinna zabrać więcej niż 61,8 proc. fali 1, fala 3 powinna być o 61,8 proc. większa od fali 1, zaś fala 4 nie powinna zabrać więcej niż 38,2 proc. fali 3.
Teoria ta jest zagadnieniem kontrowersyjnym, nawet wśród analityków technicznych, i bywa określana jako „pseudonaukowa” (jedną z książek Elliott zatytułował: „Prawa natury – tajemnica Wszechświata”). Główny zarzut jest taki, że z góry trudno jest określić, kiedy dany ruch cen należy zaliczyć do określonej fali. O wiele łatwiej jest to uczynić dopiero po fakcie.
Przykładowo: z dzisiejszej perspektywy widać, że ostatnią bessę na wykresie WIG-u faktycznie można podzielić na pięć fal: 1 (dołek w styczniu 2008), 2 (szczyt w lutym 2008), 3 (dołek w październiku 2008), 4 (szczyt w listopadzie 2008) i 5 (dołek w lutym br.). Tyle tylko, że równie dobrze 5 fal narysować można było już w połowie 2008 r. (druga sięgnęła szczytu w październiku 2007, a piąta w lipcu 2008). Mogło się wówczas wydawać, że bessa dobiegła końca.
Jak on taki bystry to czemu nie inwestuje i nie jest na liście top100 najbogatszych ?
woli pisać książki tylko dlatego że lubi ? czy dlatego ze nie ważne co w nich napisze to się sprzeda za 7 lat nikt nie będzie pamiętał o tym co on powiedział i o tym ze przez te 7 lat było 7 górek i 7 korekt
Raport EBI
typ raportu Raport bieżący
numer 41/2009
data dodania 2009-08-03 17:56:33
spółka BLUE TAX GROUP SPÓŁKA AKCYJNA
Istotna informacja
Zarząd Blue Tax Group S.A. informuje, że 03.08.2009 r. otrzymał informację o wpisaniu na listę rankingową projektów objętych dofinansowaniem zatwierdzonych przez Zarząd Województwa Wielkopolskiego o pozytywnej ocenie wniosku o dofinansowanie ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Wielkopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007-2013 Działanie 1.2 "Wsparcie rozwoju MSP", sporządzonego przez Blue Tax Group S.A. na rzecz jednego z kluczowych klientów Spółki. Spółka pozyskała dla klienta dotację w wysokości 1 198 601,22 PLN.
Ponadto dla klienta, dla której Blue Tax Group S.A. pozyskała obecnie dofinansowanie ze środków unijnych na inwestycje, kilka miesięcy wcześniej BTG S.A. pozyskała w ramach działania 3.3 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka (poddziałanie 3.3.2 "Wsparcie dla MSP") przedsiębiorstwa z sektora MSP planujące debiut na rynku NewConnect. Klient uzyskał dofinansowanie w wysokości 50% wydatków kwalifikowanych, przeznaczonych na zakup usług doradczych w zakresie przygotowania dokumentacji i analiz, niezbędnych dla pozyskania inwestora zewnętrznego, które świadczyć będzie Blue Tax Group S.A.
Klient potwierdził, iż podjął decyzję o skorzystaniu z usług kompleksowego doradztwa świadczonego przez Blue Tax Group S.A. zmierzających do pozyskania kapitału oraz do debiutu powyższej spółki w najbliższym czasie na alternatywnym rynku GPW w Warszawie.
Pozytywna ocena wniosku, o którym mowa w niniejszym komunikacie, będzie miała znaczący wpływ na wyniki finansowe Blue Tax Group S.A. w II połowie 2009 r.
Podstawa prawna: § 3 ust. 1 Załącznika nr 1 do Uchwały Nr 322/2007 Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. z dnia 30 maja 2007 r. "Informacje Bieżące i Okresowe w Alternatywnym Systemie Obrotu".
Na giełdzie ważny jest refleks.
Spóznialscy finansują zyski tych,którzy byli pierwsi.[veno,viaguara,vision]
Opisuje zachodzące procesy na giełdzie i nie namawiam bo decyzje podejmujecie sami
Przypominam że kondycja firmy nie ma czasami znaczenia co do kursu akcji.