Już moja prawa łapa tkwi w żelaznych szczękach I jej nie wyrwę, choćbym wszystkich użył sił, A królik w pętli – moja zguba i przynęta – Czerwone oczy przerażone we mnie wbił! Ale i jemu śmierć pisana – on nie winien! Ten, co zastawił wnyki – to dopiero wróg! To z jego marnie zginę rąk, jak zwierzę ginie! Dostanę pałką w łeb nim warknąć będę mógł! – Strzeżcie się wilki! Strzeżcie się przynęty! Strzeżcie się wilki! Strzeżcie ludzkiej łaski! Zastawił na was wróg zawzięty Potrzaski! Żałosny koniec, śmierć haniebna – nie dla wilka, Niech królik mdleje w pętli, czeka na swój los! Moja pieśń życia jeszcze dla mnie nie zamilkła! Niejedna przestrzeń jeszcze mój usłyszy głos! Na własnej łapie szczęk zaciskam straszny uchwyt – Ona nie moja już! W niewoli musi zgnić; Już pęka kość i własnej krwi mam pełne żuchwy… Jednym szarpnięciem się uwalniam, żeby żyć! – Strzeżcie się wilki! Strzeżcie się przynęty! Strzeżcie się wilki! Strzeżcie ludzkiej łaski! Zastawił na was wróg zawzięty Potrzaski! Słuchajcie głosu Trójłapego, choć z daleka: Krew szybko wsiąka w ziemię, strach zabija czas! Słuchajcie bracia! Wyje do was wilk – kaleka, Trzeba odrzucić to, co w nas zniewala nas! I po dziś dzień naganiacz, strzelec, czy kłusownik, Przyzwyczajony do czytania tropów map, Przez zęby mówi: – Oto jest wilk wolny! – Kiedy na śniegu ujrzy ślady trojga łap!