Mam sąsiada, do którego BEST tak mniej więcej na wiosnę zaczął nagle wydzwaniać. Twierdzą że chodzi o jakąś sprawę z 2006 roku i podobno należy im się 28 tysięcy. Ciekawostką jest fakt, że w tej sprawie przewija sie kilka nazw banków, z którym miała być podpisana rzekoma umowa kredytowa. Rozmowy wyglądają mniej więcej tak. - Dzień dobry tu firma BEST, ma pan u nas w obsłudze sprawę z kredytu w banku X - Ale ostatnim razem mówiliscie że to było w banku Y - Nie wiem nic takiego dlaczego, do zapłaty jest 28 tysięcy złotych, czy wpłaci pan całość jeszcze dziś czy do końca tego tygodnia? Możemy również teraz ustalić plan spłaty w ratach. - Nie zawierałem żadnej takiej umowy. Macie tę umowę? - Nie mamy, ale mamy umowę cesji i jest to wyszczególnione - Co? - W umowie cesji poprzedni wierzyciel potwierdził istnienie wierzytelności, stąd proponuję panu spłatę ratalną jeśli nie jest pan w stanie spłacić jednorazowo
takie gadki ze zdartej płyty nie robią już żadnego wrażenia. best powinien wysłać te swoje wszystkie telefonistki z call center na pierwszą linię frontu w ramach obowiązków służbowych - niech oferują klientom happy moments 150 zł/h. kasa będzie płynęła do best jak wisła do bałtyku :)