Forum Gospodarka i polityka +Dodaj wątek

W listopadzie wybory

Zgłoś do moderatora
„Dla Kremla będzie to oznaczać całkowite zgaszenie świateł”
Ekspert obiecał Rosji duże zmiany.

Dzięki działaniom kierownictwa Kremla, państwo agresor, Rosja, systematycznie zmierza ku rozpadowi, który może nastąpić w ciągu roku lub dwóch, zarówno z przyczyn ekonomicznych, jak i politycznych. Dziś nawet Kreml zdaje sobie sprawę, że wojna na Ukrainie jest przegrana, a pożądany rezultat nie jest już możliwy do osiągnięcia. Mimo to delegacje z Moskwy nadal uczestniczą w rozmowach pokojowych, by zadowolić prezydenta Donalda Trumpa i po prostu grają na zwłokę, licząc na pozytywne zmiany.
Wygląda na to, że zmiany rzeczywiście nastąpią, ale nie będą one korzystne dla Kremla. Wybory uzupełniające w USA w listopadzie mogą postawić Trumpa na skraju impeachmentu. Silniejsza Partia Demokratyczna doprowadzi do znacznego zwiększenia pomocy wojskowej dla Ukrainy, stawiając Kreml w sytuacji bez wyjścia.
Aktywista antyrosyjski i szef fundacji Stop Rosyjskiemu Terrorowi (USA), German Obuchow , wyraził tę opinię w ekskluzywnym wywiadzie.

The Economist doszedł do wniosku, że Putin wpadł w pułapkę, przeceniając swoją siłę w wojnie z Ukrainą. Szanse, że Trump zdoła zmusić Ukrainę do oddania terytorium Donbasu agresorowi, maleją z dnia na dzień, a podpisanie porozumienia pokojowego mogłoby doprowadzić do niestabilności politycznej i gospodarczej w Rosji. Czy zgadzasz się z tą oceną?
„To dziwne. Mam wrażenie, że „The Economist”, „New York Times”, „Atlantic” i inne gazety włażą mi do komputera i czytają to, co czasami piszę. To jakiś żart. Dla Putina wojna jest wręcz paradygmatem. Dla mnie to oczywiste. Prawa rozwoju społecznego nie zostały zniesione i nikt nie może ich zmienić – ani Trump, ani Zełenski, ani Merz, nikt. Te prawa zawsze obowiązują; obowiązywały sto, dwieście lat temu, obowiązywały w starożytnej Grecji i będą obowiązywać przez setki lat, ale niestety nie wszyscy to rozumieją”.
Było absolutnie jasne, że wojna jest przegrana, że ​​po wojnie pojawią się problemy i że Rosja prawdopodobnie rozpadnie się w ciągu roku lub dwóch, ponieważ kwestie gospodarcze, polityczne, społeczne i inne pozostaną nierozwiązane. Ludzie będą niezadowoleni. Pomimo faktu, że ten kraj jest rzekomo jednolity, Daleki Wschód i Jakucja nie mają pojęcia, co dzieje się w Moskwie. Jeśli nie będzie sposobu na wypłacenie żołdu mieszkańcom Dalekiego Wschodu i Jakucji, po prostu powiedzą „żegnaj”. I nie będzie siły, by walczyć w Rosji, pomimo dodatkowych armii, sztabów i tak dalej, które są tworzone.
Kreml niedawno zdał sobie sprawę, że nic nie może zrobić na froncie; nie może zająć Ukrainy. Owszem, chcą tego, czego chcą, jak w bajce o lisie i winogronach, ale winogrona są kwaśne.
Widzimy niekończące się spotkania, negocjacje i rozmowy o porozumieniu pokojowym, ale nic nie wskazuje na to, że Kreml zdał sobie sprawę, że przegrał. W co gra? Dlaczego wciąż nalega na faktyczną kapitulację Ukrainy, na przyznanie jej części Donbasu?
„Żeby to wszystko mogło się wydarzyć, tylko po to, żeby zyskać na czasie, żeby to trwało w nieskończoność. Być może Trump wytrzyma jeszcze trzy lata – nie będzie nalegał na nic radykalnego, a ta niezrozumiała historia będzie trwała. Wydaje się, że toczy się wojna, ale nie prowadzi donikąd; wydaje się, że trwają jakieś negocjacje, ale nie prowadzą donikąd. To jakaś farsa”.
Osobiście rozumiałem, że to były gierki, jeszcze zanim się zaczęły. To negocjacje dla samych negocjacji, mające na celu uspokojenie Trumpa i zachowanie możliwości otrzymania jakiejś formy pomocy wojskowej od Stanów Zjednoczonych.
– Czy uważa Pan, że Kreml nadal liczy na wyczerpanie Ukrainy i wierzy, że Ukraina pęknie, zanim zrobi to Rosja?
„Koncepcyjnie, być może tak. Rosja zbombardowała całą infrastrukturę Ukrainy, a Moskwa uważa, że ​​sytuacja jest fatalna, wiele trzeba odbudować, co oznacza, że ​​– jak twierdzą – mamy szansę przedłużyć wojnę o rok lub dwa. Jeśli wystrzelimy setki dronów, bo Starlink nie działa, rakiety wciąż będą dostępne. To prawda, stworzono już dwie eskadry amerykańskich pilotów, którzy zestrzelą te rakiety. Ale wciąż mamy do czynienia z balistyką; wciąż możemy wyrządzić szkody”.
Na miejscu Putin nie ma szans, bo parytet już tam został ustalony. Nie mają sił, Ukraina też nie; są wyczerpani – i to wszystko, klincz. Kreml liczy na przeciąganie wojny przez kilka lat, a potem może coś się wydarzy.
Co może się zmienić dla Kremla po wyborach parlamentarnych w USA w listopadzie, w których partia Trumpa prawdopodobnie straci poparcie?
Po pierwsze, Trump oczywiście się spieszy, bo przeczuwa, że ​​przegra te wybory z miażdżącą przewagą. Demokraci mogliby zdobyć większość dwóch trzecich głosów w Kongresie, co oznaczałoby większość konstytucyjną. I mogliby być blisko tego w Senacie. Ale jest tam wielu Republikanów, którzy byliby całkowicie gotowi zaakceptować wszelkie poważne działania Demokratów.
To znaczy, Trump mógłby po prostu zostać poddany impeachmentowi w lutym przyszłego roku, po zakończeniu okresu przejściowego. Dlatego zaczęto mu mówić, że musi coś zrobić zarówno na Ukrainie, jak i w Ameryce. Już zaczął się wycofywać z ICE, a może nawet zwolnić kogoś ze swojego najbliższego otoczenia. Bo dla niego to koniec; nie będzie mógł nic zrobić w Ameryce, ponieważ impeachment będzie realny, a nie wirtualny. Albo zrezygnuje dobrowolnie, albo stanie w obliczu impeachmentu, i żadne FBI, żadna armia, nikt mu nie pomoże, bo nikt nie będzie walczył z własnym narodem.
– Ale jak to wpłynie na to, co dziś ma Kreml?
„To już koniec. Demokraci przyjdą, a Vance będzie całkowicie posłuszny w Kongresie i Senacie; nie zrobi nic przeciwko nim. Grupy, przedstawiciele Senatu i Kongresu, przyjdą do niego i powiedzą: »Słuchaj, przyjacielu, albo to zrób, albo wyrzucimy cię jak Trumpa«. Jeśli spiker będzie demokratą, to jasne, że Demokraci będą sprawować całą władzę. Vance będzie więc sprawował swoje dwa lata cicho i spokojnie, powtarzając w Kongresie i Senacie to, co spiker mówi”.
Dla Moskwy oznaczałoby to „zgaszenie świateł”, ponieważ dostawy broni na Ukrainę natychmiast uległyby całkowitej zmianie, a relacje z Europą, Kanadą i innymi krajami zaczęłyby się zmieniać. Kreml natychmiast miałby problem, i to bardzo, bardzo poważny. Jak może się do tego przygotować? Nie ma na to sposobu.
– Chyba że znów spróbujemy wpłynąć na przebieg wyborów?
„Nie, to nie wchodzi w grę, bo można sfałszować dwa, trzy, może pięć milionów głosów, ale 20-30 milionów jest absolutnie wykluczone. Niezależnie od rodzaju sztucznej inteligencji, niezależnie od rodzaju fałszerstw, ludzie zagłosują nie na Demokratów, a po prostu przeciwko Trumpowi. Ponieważ jego poparcie wynosi dziś mniej niż 40%, a latem będzie jeszcze niższe”.
Jaką destabilizującą rolę, Pana zdaniem, mogliby odegrać „bohaterowie SVO”, zwłaszcza dla samego reżimu? Czy mogłyby się wydarzyć na przykład wydarzenia podobne do marszu Prigożyna na Moskwę?
„To będzie również ogromny ból głowy dla Moskwy. Będą żądać tego, czego nikt im nie da: pracy i płac. Zarobili dużo podczas wojny, a tutaj dostaną prawie nic, bo budżet będzie pusty, a firmy będą zamykane wszędzie. Więc to nie będą dokładnie zamieszki. Żadne armie nie ruszą na Moskwę jak Prigożyn. Ale będą niepokoje, być może nie w Moskwie, ale w regionach”.
Wszystko to razem – gospodarka i polityka – doprowadzi do rozpadu Rosji w ciągu kilku lat. Ze względu na jej ogromną bezwładność i rozmiary kraju, nie stanie się to w tym roku. Prawdopodobnie nie stanie się to również w przyszłym roku, być może do końca przyszłego. Putin i jego sojusznicy zdołali dokonać tego, czego nie udało się ich poprzednikom. Kiedy Związek Radziecki upadł, Rosja przetrwała, ale tym razem, moim zdaniem, szanse na utrzymanie się w dawnych granicach są bardzo nikłe.
Ukraina, jej prezydent i parlament muszą zrozumieć, że wolna Rosja nie wchodzi w grę. Dopóki Rosja istnieje w obecnej formie, w obecnych granicach, będzie stanowić niekończące się, ciągłe zagrożenie dla Ukrainy. Im szybciej nastąpi ten rozpad, tym lepiej.
Nie wspominam nawet, że nie będzie wojny, skoro będą różne kraje, więc po co miałyby walczyć? Poza tym te kraje najprawdopodobniej pozbędą się swoich arsenałów nuklearnych, tak jak Ukraina bezmyślnie zrobiła to w 1994 roku. Przecież te arsenały trzeba konserwować, a nie są już w dobrym stanie. To kosztowne.

Sołowjow i inni propagandziści prawdopodobnie również rozumieją, że to wszystko zmierza ku bardzo złemu końcowi. Próbują zarobić, przynajmniej w tych ostatnich miesiącach lub latach, a potem… Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, co zrobią. Oczywiście nikt ich nie rozniesie, ale kierownictwo propagandystów może zostać pociągnięte do odpowiedzialności.
Rosja będzie więc miała więcej problemów, niż to konieczne.
  • W listopadzie wybory Autor: ~anty