Zycie potoczyło mi się tak, że pierwszą wizytę w dużej firmie produkcyjnej, polegającą oczywiście TYLKO na zwiedzaniu, ale takim dość elitarnym, tzn ja oglądam, a spec od wycieczek mnie oprowadza (jako jedynego gościa), a asystent dyrektora (kiedyś był dyrektor, unikatowy w firmie, pełniący funkcję dyrektora, a nie nadzorcy) pilnuje bym nie zrobił sobie krzywdy zaliczyłem mając 10 lat.
Jako dziecko swojego tatusia, zaraz po pełnoletności zacząłem pełnić funkcję kierowcy gościa, który z unikatową wiedzą jeżdził po największych polskich firmach przemysłowych, a potem został przez tego gościa elitarnie wykształcony daleko od Polski (choć w sporej mierze na koszt okupanta brukselskiego, który w czasach przedakcesyjnych finansował kapitalne stypendia), co jego dziecku (czyli mnie) pozwalało wchodzić do każdej firmy z topu z zakresu nowoczesnej technologii. Świat mnie nauczył też ZŁYCH rzeczy - np szacunku dla prawa zwyczajowego (nie kradnę, bo bo złe, a nie dlatego, ze to karalne)
Mam olbrzymi szacunek dla ludzi prostej pracy typu tokarz. Nawet kilku znam. A pisanie zawdzięczam klasie ogólnej, językowej w ogólniaku, który od zawsze jest w top 5 w Polsce. I na starość potrafię opisać proces tak że zrozumie to każdy od RN banku finansującego po tegoż tokarza. W formie do 6 zdań do 260 stron