Forum Gospodarka i polityka +Dodaj wątek

„Strefa śmierci"

Zgłoś do moderatora
znacznie się powiększyła. W zasadzie nawet Moskwa jest już jedną z naszych stref śmierci” – „Giaconda”, bojowniczka z jednostki „Asgard”
Jeden z dowódców jednostki „Asgard” Sił Bezzałogowych o kryptonimie „Giaconda” w wywiadzie opowiedział, w jaki sposób drony zmieniają oblicze wojny, jak ważne jest posiadanie produktów FirePoint w służbie i dlaczego Moskwa stała się już strefą śmierci.
Andrij, w zeszłym roku rozmawialiśmy o rozszerzeniu ataków bezzałogowych statków powietrznych na linii frontu. Powiedz nam, jak zmieniły się w tym roku ataki ze środka i z głębi? Jak zauważalna stała się różnica w wykorzystaniu systemów bezzałogowych?
Bezzałogowe statki powietrzne bardzo się zmieniły w ciągu roku. Dotyczy to nie tylko nas, ale także wroga.

Liczba producentów oferujących wysoką jakość znacząco wzrosła, nastąpił przełom technologiczny, pojawiło się wiele rozwiązań komunikacyjnych... Ogólnie rzecz biorąc, pojawiła się konkurencja, która dała impuls rozwojowi.
O ile wcześniejsze bezzałogowe statki powietrzne były niedoskonałe, wojsko stale borykało się z problemem finalizacji produktów, o tyle teraz takich przypadków jest znacznie mniej. I w związku z tym wróg to odczuwa. W szczególności, jeśli chodzi o odcięcie logistyki… Myślę, że zauważyliście, że wróg nie jest teraz w stanie zapewnić ludności i wojsku na okupowanych terytoriach nawet zwykłego zaopatrzenia. A tym bardziej paliwa.
Zimą przeprowadziliśmy na Rosjanach „atak APOcide” – zniszczyliśmy dziesiątki systemów obrony powietrznej. Teraz atakowane są rafinerie, magazyny paliw i smarów, energetyka, infrastruktura i łączność – zarówno na terytorium Rosji, jak i na terytoriach okupowanych. Wszystko to dzięki uderzeniom frontowym, uderzeniom środkowym i uderzeniom głębokim.
W związku z tym sytuacja na polu bitwy uległa drastycznej zmianie.
Jak może Pan scharakteryzować zmiany, jakie zaszły na przestrzeni roku w obwodzie zaporoskim, gdzie obecnie Pan pracuje?
Rok temu powiedziałem, że strefa rażenia wynosi od 10 do 30 kilometrów. Wtedy i my zadawaliśmy obrażenia około 35 kilometrów w głąb pozycji. W tym czasie wróg mógł obserwować postęp technologiczny, a my byliśmy w tym punkcie nieco w tyle. W tym samym roku udało nam się odciąć logistykę nie na 30, ale 120 kilometrów od linii frontu. To znaczy, po prostu uniemożliwiliśmy wrogowi normalne, zwyczajowe poruszanie się w tych granicach.
I już widzimy znaczące rezultaty, o których pisze cała wroga opinia publiczna. Na okupowanych terytoriach wprowadzono już zakaz poruszania się w nocy zarówno dla wojska, jak i ludności cywilnej (cywile dodatkowo – na niektórych odcinkach autostrad). Wręcz przeciwnie, uprościło to naszą pracę, ponieważ teraz łatwiej jest wykrywać cele. W końcu wszystkie są w istocie wojskowe (bo tylko ładunki wojskowe mogą się tam przemieszczać).
Odpowiadając na twoje pytanie, strefa śmierci wzrosła z około 30 kilometrów rok temu do 120-150 kilometrów dzisiaj. W zasadzie nawet Moskwę można uznać za jedną ze stref śmierci.
https://images.unian.net/photos/2026_05/1779986003-2265.jpg?r=784262
Jak wytłumaczyć taki jakościowy skok? Mam na myśli, co pomogło Ukrainie poprawić swoją pozycję?
W strefie zero, gdzie nasza bohaterska piechota utrzymuje swoje pozycje, fizyczne przemieszczanie się jest obecnie niemożliwe zarówno dla NRC, jak i ludzi. Oznacza to, że wszystko jest tam maksymalnie zrobotyzowane, z maksymalnym naciskiem na bezzałogowe statki powietrzne typu śmigłowcowego. Cała logistyka odbywa się 10 km od LBZ, a wynika to głównie z dostaw realizowanych za pomocą dronów – zarówno naziemnych, jak i powietrznych.
Zniszczenia na dużą odległość zadawane są przez skrzydła. Te same rosyjskie „Szachedy”, „Gerani”, „Gerbery”, „Molni” – wszystkie to skrzydła. Działają one bardzo skutecznie na korzyść wroga jako główne narzędzie zniszczenia. Mają rozwiązania. Ale Ukraina też je ma.  
Przede wszystkim nie podlegamy sankcjom, a dużym plusem są nasze relacje z zagranicznymi partnerami. W związku z tym wszystkie znane nam technologie (te same układy scalone, komponenty) są rozwijane we współpracy z Ukrainą i produkowane zarówno za granicą, jak i w kraju... Niektóre ważne decyzje zostały podjęte we współpracy z niektórymi producentami poszczególnych komponentów.
Na przykład ten sam Starlink. My mamy samoloty, nasi partnerzy mają łączność. Dobrze, że nasza dyplomacja doprowadziła do tego, że jego użycie przez wroga zostało zakazane. Kiedy wróg latał Starlinkiem, uderzał z odległości 70, 100 kilometrów – w duże miasta bez przeszkód. Ale ponieważ X-Space jest partnerem Ukrainy i Europy, ten rodzaj łączności pozwolił nam uzyskać parytet w wykorzystaniu bezzałogowych statków powietrznych.
Ale łączność to nie jedyny czynnik. Dzięki współpracy, partnerstwu i prawidłowej realizacji, zarówno technicznej, jak i inżynieryjnej, udało nam się pozyskać dużą liczbę bezzałogowych statków powietrznych (UAV), które mogą operować na znacznych głębokościach – nawet do 1000 kilometrów.
Na spotkaniu z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że Ukraina wydaje 50 miliardów dolarów rocznie na produkcję własnej broni. Czy widzicie, na co wydawane są te środki? Czy czujecie, że są one wydawane efektywnie, a Rosjanie będą w jeszcze gorszej sytuacji w przyszłości?

Nie mam informacji, na co dokładnie te środki są wydawane. Nie zarządzam nimi. Ale jako użytkownik końcowy, jako realizator niektórych misji, mogę powiedzieć: na razie mamy poważny potencjał właśnie w produkcji bezzałogowych statków powietrznych. Rozwój bezzałogowych statków powietrznych pochłania główny procent inwestycji.
Firmy takie jak FirePoint zdołały zbudować system, który pozwala na ciągłe użytkowanie. Nie przerywane, jak to było wcześniej, gdy potrzebowaliśmy na przykład 50 artykułów i zużywaliśmy je w ciągu dwóch miesięcy, rozciągając niektóre operacje na ten okres. Teraz mała jednostka zużywa te same 50 artykułów dosłownie w ciągu tygodnia. I wszyscy w Siłach Obronnych otrzymują te artykuły. To pokazuje, że ten system, a także cały kompleks produkcyjny, są w stanie produkować wszystko w takich ilościach, że może być używane nieprzerwanie, nieustannie, w walce z wrogiem. Daje to znaczący rezultat.
Przypomnijmy: 2023 – nie ma dronów, wszyscy je sami montują; 2024 – to samo, wolontariusze dokładają trochę, niektóre firmy też coś robią, ale my nadal sami je montujemy (wtedy nawet była inicjatywa – coś w stylu „składamy drona w kuchni”). A teraz już go nie potrzebujemy. Nikt nie zauważył, jak profesjonaliści zaczęli zajmować się dronami.

Ten sam FirePoint jest jednym z liderów, którzy zbudowali skuteczny system. A dla mnie, jako dowódcy dywizji uderzeniowej, ważne jest, aby zapasy środków, których używamy, były stałe, abyśmy mogli planować ich użycie. Dzięki ich środkom możemy to osiągnąć.
Istnieją również produkty takie jak „Morrigan”. Również w tym przypadku producent, w ścisłej współpracy z naszą jednostką, stworzył całkiem dobry produkt, który jest teraz dystrybuowany do innych jednostek i które z powodzeniem go wykorzystują…
Dlatego nasz kompleks militarno-przemysłowy powoli przechodzi do tematu bezzałogowych produktów. I wydaje mi się, że na razie tylko kraje będące w stanie wojny mogą mówić o skutecznych środkach rażenia. Przecież jeśli jakiś środek został stworzony, ale nie jest używany, nie można być pewnym jego skuteczności.
Wykorzystujemy to, co sami wyprodukujemy. I, powiedzmy sobie szczerze, Rosja już to odczuwa. Władze rosyjskie powinny już zwrócić się do naszych władz o pozwolenie na organizację jakichkolwiek wydarzeń publicznych na terytorium Federacji Rosyjskiej.
Dzięki naszej produkcji możemy przenieść wojnę na terytorium Rosji. I to jest duży plus, który nie może nie ucieszyć. Musimy mieć własną broń. To pomoże naszej dyplomacji rozwiązać kwestię zakończenia wojny, na którą wszyscy czekają.

Poza tym nie polegamy na tym, co nam mówią: „Nie damy wam rakiety” albo „nie róbcie tego tutaj, nie przychodźcie tu”. Sami tego chcieliśmy, sami to uruchomiliśmy. Bo teraz mamy prawo sami decydować, jak chcemy się bronić. Przecież Rosja atakuje nas codziennie rakietami i setkami bezzałogowych statków powietrznych, a nikt jej o nic nie pyta ani nie daje jej pozwolenia… Jeśli potrafimy odpowiedzieć i zadać wrogowi obrażenia, jestem jak najbardziej za. Zróbmy więcej! Damy radę.

Ten stan rzeczy naprawdę nam rozwiązał ręce. Ale zastanawiam się, jak wygląda ukraiński rynek dronów? To coś w rodzaju supermarketu, gdziekolwiek pójdziesz, jest różnorodność, możesz wybrać coś droższego albo coś tańszego? Nasze drony obrony powietrznej wydają się być najlepsze na świecie...
Cóż, to fakt. Dubaj jest przykładem. Ogólnie rzecz biorąc, Zjednoczone Emiraty Arabskie, kraje arabskie w czasie obecnego konfliktu na Bliskim Wschodzie. Wydali rakiety Patriot na taniego „Shaheda”… To absurd! Wydali wszystkie swoje rezerwy, a potem zorientowali się, że jest zwykły Stinger, który kosztuje, no cóż, nawet pięć tysięcy dolarów, albo nasz P1 Sun („Pisyun”)…
Jeśli chodzi o nasz rynek jako całość, wielu producentów ma wątpliwości co do pewnych niuansów obsługi, długiego czasu oczekiwania. Ale to dlatego, że są, że tak powiem, dinozaurami w tej dziedzinie. I trochę zapominają, że nie są w tym osamotnieni. To znaczy, oni też robią fajny produkt, który działa, ale nie każdy go ma…
Na przykład nie każdego stać na sprzęt Ukrspetssystemu (to jedyne przedsiębiorstwo, które obecnie jest zintegrowane z systemem NATO), bo ceny sprzętu, specjalistycznego szkolenia, specjalistycznych wymagań są tam wysokie... Na serwisowanie bezzałogowego statku powietrznego trzeba czasem czekać trzy miesiące...
Krytycznie podchodzę do faktu, że nasi producenci wejdą na rynek międzynarodowy, ale jednocześnie nie będą mogli w pełni zapewnić sobie własnych Sił Obronnych. Będę w tym przypadku bardzo niezadowolony. Jasne, że będę korzystał z produktów wysokiej jakości. Ale ogólnie rzecz biorąc, nie spodoba mi się ta sytuacja. W końcu, przede wszystkim, musimy teraz połączyć siły, rozwiać wszelkie spory i rzeczywiście prześcignąć wroga.

Teraz nadeszła taka okazja. Są drony obrony powietrznej, które pozwalają nam tanio zestrzelić główny cel, są drony dalekiego zasięgu… Wydaje mi się, że najważniejsze na wojnie jest móc się bronić i atakować wroga. Teraz możemy to zrobić sami i to jest po prostu super! Ale potrzebujemy tylko więcej, więcej środków.
Musimy też zrozumieć, że rynek to pieniądz. Nasze środki są znacznie tańsze niż te, do których przyzwyczaiły nas NATO, a które kupuje armia amerykańska. Tam ceny sięgają 50-75 tysięcy dolarów za „samolot”, który, mówiąc w przybliżeniu, pokonuje dystans do 70 kilometrów. To prawie dwa razy więcej niż niektóre środki, które mogą pokonać dystans 500-600 kilometrów… Innymi słowy, ceny są tam po prostu kosmiczne. W związku z tym, gdy producent zaproponuje znacznie niższą cenę niż ta, do której przywykli Amerykanie i Europejczycy, myślę, że spotka się to ze znacznym oporem.
Jestem więcej niż pewien, że skandale, które teraz widzimy z naszymi producentami, są z tym związane. Kiedy FirePoint ujawnił informacje o ukraińskiej balistyce, dosłownie miesiąc później wybuchł skandal, pojawiły się oskarżenia o korupcję… Ta historia dotyka mnie jako dowódcy i bezpośrednio jako osobę korzystającą z narzędzi FirePoint. I dyskredytuje również nasz rząd, kiedy jest to całkowicie niestosowne. Ponieważ – to moja subiektywna opinia – ma na celu destabilizację, zmuszenie naszego rządu do działania w sposób korzystny dla naszych partnerów. Przecież skoro nie można wpływać rakietami, finansowaniem czy czymś innym, rozumie się, że mamy tu już własną broń, jak inaczej można wpływać na masową skalę? Musimy obudzić społeczeństwo, żeby ludzie wpadli w rozpacz i pomyśleli, że wszystko stracone, że korupcja jest kolosalna i tak dalej.

A co najważniejsze, wszystko to ma na celu wykorzystanie środków, które naprawdę dają nam przewagę nad wrogiem. To znaczy, wtedy, kiedy naprawdę możemy usiąść do stołu i powiedzieć, na przykład: nie wystrzelimy tysiąca czy dwóch tysięcy dronów w kierunku Moskwy, chociaż możemy je wystrzelić... Ludziom bardzo podoba się sposób, w jaki płonie, ale nie chcą myśleć o tym, co go podpaliło...
W rzeczywistości wszyscy producenci otrzymują fundusze od państwa. Wyjątkowość FirePoint polega na tym, że wokół niego zbudowano cały ekosystem, który nie został stworzony przez Siły Zbrojne Ukrainy od samego początku, lecz przez producenta w bezpośredniej interakcji z siłami specjalnymi. Wspólnie stworzyli system, który pozwala teraz na nieprzerwane, codzienne zadawanie obrażeń zarówno bezpośrednio na linii frontu, jak i głęboko za liniami wroga. Odsetek trafień FirePoint jest bliski stu procentom. Ponieważ zgromadzono już wystarczające fundusze, aby zapewnić Siłom Obronnym nieprzerwane wsparcie.
Rozumiem, że istnieją konkurenci tych samych bombowców, zarówno średniego, jak i dalekiego zasięgu. I rzeczywiście istnieją produkty, które działają. Ale powiedzmy sobie szczerze: są droższe, przenoszą mniej głowic (co jest teraz niezwykle ważne) i nie ma ekosystemu, który pozwalałby na ich codzienne wystrzeliwanie.
https://images.unian.net/photos/2026_04/1776071748-4741.jpg?r=850770
Czy dobrze rozumiem, że jeśli skandal teraz eskaluje, jeśli w TSK zostaną podjęte jakieś decyzje i dojdzie do wstrzymania produkcji, to będzie to miało bezpośredni wpływ na linię frontu?
Oczywiście. Poczujesz to od razu.
Teraz system działa. Obejmuje planowanie, stosowanie i regularność dostaw konkretnego narzędzia. Jeśli to się nie uda, to jedno: zmobilizujesz dziesięć tysięcy ludzi. Będą siedzieć i nic nie robić. Przepraszam.
Teraz mamy narzędzie, którym wszyscy się ekscytują, ponieważ FirePoint to system, który regularnie doprowadzał wrogów do klęski na polu bitwy. I to nie tylko w jednej strefie, ale, podkreślam, od zera do samego końca. Nikt nie trafia w zero z RAM-X ani amerykańskimi środkami, bo ceną jest przestrzeń. Ale FirePoint to potrafi. Bo niesie 100 kg i trafia prosto w dołek. Ponieważ jest naprowadzany, trafia w schron – zastępuje nasze KAB-y, których wróg ma nieograniczoną ilość i niszczy linię kontaktu z nimi.
Na Krymie dzieją się teraz ciekawe rzeczy. Rok temu jeszcze tam nie lataliście, ale teraz już tak. Powiedz mi, czego możemy się spodziewać po Krymie?
Kiedyś Krym był marzeniem, a teraz jest codziennością. Tak się złożyło, że w cywilu byłem w Odessie, pływałem po morzach za granicą, ale nie byłem na Krymie. A teraz jeżdżę tam co tydzień... A tak ogólnie, jeśli chodzi o loty: ta sama Moskwa to już nie jakaś idea, a operacja, zwykła, codzienna praca. Petersburg to codzienna praca... Nie ma już miejsc, do których chciałoby się latać, a to było coś niesamowitego.
Ale, powtórzę, wszystko to działa, dopóki mamy narzędzie takie jak FirePoint. I dopóki inny producent nie da nam czegoś o podobnych możliwościach, pozbądźmy się FirePoint. Po prostu pozwólmy nam walczyć i mieć Rosjan w dupie. To wszystko. Pozwólmy organom ścigania wykonywać swoją pracę, jeśli muszą, ale nie bądźmy chamami, nie podniecajmy ludzi, nie smućmy ich czymś, czego nigdy w życiu nie widzieli. Większość ludzi nie widziała FirePoint, a my walczymy z nim codziennie. A jeśli nam go odbiorą, będziemy w dupie.
W tej chwili możemy stracić naprawdę skuteczne narzędzie. Rozumiem, że to kwestia polityczna, ale szczerze mówiąc, naprawdę chcę wrócić do domu, do rodziny. I w tym narzędziu, w możliwości walki z nim, tak jak teraz, widzę szansę na prawdziwy powrót do domu. Do mojego dziecka, do mojej żony. Aby w końcu móc żyć w wolnej Ukrainie.
Czy masz marzenie, pragnienie, gdzie dokładnie uderzyć głęboko?
Chcę, żeby trafił prosto w Putina. Żeby go rozerwało śmigło. Bo samo zginięcie w takiej eksplozji, cóż, to bardzo oszczędne. Żeby cierpiał, żeby go rozerwało śmigło.
Staliśmy się bardzo okrutni. Jeśli otworzysz portale społecznościowe, znajdziesz mnóstwo filmów, na których FPV leci prosto na wroga... Ale w rzeczywistości to oznacza śmierć ludzi...
Dlatego, szczerze mówiąc, nie chcę nikomu w twarz wchodzić. Chcę tylko, żeby nasze wyniki na polu bitwy, odcięcie logistyki, zapewniły nie tylko przewagę, ale i koniec wojny. Żeby wszyscy zrozumieli, że Ukraina jest suwerennym, niepodległym, dojrzałym krajem, który może sam decydować, jak się poruszać, jak żyć, jak się rozwijać. Że nie jesteśmy jakimś surowym dodatkiem, że nie jesteśmy własnością jakiegoś imperializmu, ale my, Ukraińcy, jesteśmy narodem. I tak naprawdę miłujemy pokój. Przecież zawsze tylko się bronimy.
Chcę żyć w pokoju. Ale oczywiście, żeby to osiągnąć, musimy być silni.
Dlatego chcę, żeby coś się wydarzyło, żebyśmy my, moja jednostka, byli w to zaangażowani. Żeby negocjacje ruszyły. Żeby świat się ruszył i żeby wszyscy zrozumieli: Ukraina musi zostać zostawiona w spokoju, dać jej możliwość niezależnego rozwoju i wpływania na Rosję. Jeśli świat się zjednoczy, będzie mógł to zrobić (choć powinien to zrobić już dawno). W zasadzie, żeby wszystko się skończyło i żeby wszystko było po prostu fajne.
Chcę spokoju. Chcę wrócić do domu.
https://images.unian.net/photos/2026_06/1781029173-8910.jpg?r=131592
Tacy ludzie to nie UPA , tacy walczą o naszą i swoją wolność.
Tam walczą z prawdziwym wrogiem jakim są naziści a my ?
Walczymy z "nazwami" by wygrać wybory , może poparcie , klęska moim zdaniem Nawrockiego i przydupasów.
  • „Strefa śmierci" Autor: ~anty