Wojna jako jedyny sposób na przetrwanie reżimu.
https://u.newsua.one/uploads/images/default/560940494_122191208006360733_874791748474028139_n.webpReżim napędzany apokalipsą
Federacja Rosyjska nie jest już państwem w klasycznym sensie. Jest systemem samowystarczalnej wojny. Nie państwem, lecz religią przemocy, gdzie agresja stała się jedynym sposobem na kontynuowanie życia. Dla Moskwy każda wojna to nie kryzys, lecz forma stabilizacji. Nie wyjątek, lecz powtarzający się cykl. Jej władza nie opiera się na umowie społecznej, lecz na nieustannej mobilizacji strachu.
Moskiewski typ państwowości nie wytwarza energii – ona ją absorbuje. Potrzebuje wroga, a jeśli go nie ma, stworzy go od wewnątrz. Mechanizm ten doskonalono przez wieki: od carskich wypraw, przez sowieckie „kampanie wyzwoleńcze”, po putinowskie „operacje specjalne”. Każda epoka to inna forma tego samego kultu zniszczenia.
Współczesna Moskwa nie tylko prowadzi wojnę – ona istnieje w wojnie jak w znanym sobie środowisku. Putinowski model władzy opiera się na permanentnym „stanie wyjątkowym”, gdzie przemoc jest usprawiedliwiona, gospodarka podporządkowana armii, a społeczeństwo oswojone przez strach. Wojna stała się nie dewiacją, lecz systemem kontroli.
Dla reżimu Putina porażka to śmierć, pokój to rozpad, kompromis to początek końca. Dlatego będą walczyć, nawet jeśli walka nie ma sensu. Nie mogą żyć bez wroga, tak jak narkoman nie może żyć bez narkotyku. Kreml przekształcił kraj w potężny mechanizm społeczny samozachowawczy poprzez wojnę – sektę apokalipsy, w której śmierć została podniesiona do rangi ideologii państwowej.
Wojna jako model ekonomiczny i porządek społeczny
Dla Rosji wojna nie jest katastrofą, lecz formą porządku wewnętrznego. Gdy znika ekspansja zewnętrzna, system zaczyna się rozpadać. Wojna zastąpiła politykę, a teraz gospodarka, propaganda, edukacja, a nawet sztuka są elementami jednego mechanizmu militarnego.
Budżet wojskowy wzrósł do rekordowych poziomów, ale najważniejsza jest struktura wydatków: państwo finansuje wojnę, jakby była nieskończona. Sektor cywilny się kurczy, małe miasteczka żyją tylko kosztem zamówień obronnych. Nawet demografia stała się częścią mobilizacji: wskaźniki urodzeń i zgonów są traktowane jako statystyki utylizacji, a nie wartości.
Równolegle kształtuje się nowa psychologia – psychologia uzależnienia. Rosyjskie społeczeństwo stopniowo uczy się nie zauważać wojny, tak jak chory przestaje odczuwać ból. Bieda i propaganda zebrały swoje żniwo: ludzie stracili poczucie ceny życia. To najstraszniejszy zasób Putina – społeczeństwo, które nie reaguje na śmierć.
Pełzająca mobilizacja
Formalnie Kreml nie ogłasza „pełnej mobilizacji”, ale już ona obowiązuje. Stworzono stały system rekrutacji – poprzez cyfrowe bazy danych, rejestry wojskowe, „elektroniczne wezwania”. Państwo dosłownie poluje na własnych obywateli. Zamiast stanu wojennego obowiązuje cichy system przymusu podszywający się pod „reformy”.
Tymczasem rosyjska gospodarka oficjalnie stała się militarna. Ponad 40% budżetu przeznaczane jest na obronność, a reszta na jej utrzymanie. Rolnictwo, transport, edukacja, IT – wszystko jest zintegrowane z logistyką wojskową. „Pokojowe” gałęzie przemysłu praktycznie już nie istnieją. Rząd, który kiedyś zarządzał gospodarką, teraz zarządza frontem.
Militaryzacja pokoleń
W szkołach przywrócono „lekcje patriotyzmu”, dzieci uczą się składać karabiny maszynowe i rzucać granatami. Podręczniki historii znów opowiadają o „gnijącym Zachodzie” i „wielkości Rosji”. Młodzieży uczy się nie myśleć, lecz działać. Ten system wychowuje pokolenie, dla którego wojna jest normą, a śmierć funkcją społeczną.
Społeczeństwo przygotowuje się do długiej ery mobilizacji, w której wojna jest główną formą zatrudnienia, a front jedyną szansą na karierę.
Mechanika Imperium
Moskwa tworzy swoją „antycywilizacyjną koalicję” reżimów, które, podobnie jak ona, przetrwają dzięki przemocy. To asymetryczna, ale żywotna struktura: wymiana broni, surowców, ludzi i gwarancji politycznych.
Korea Północna dostarcza pociski artyleryjskie i rakiety, otrzymując w zamian technologię dla swojego programu nuklearnego. Po raz pierwszy od czasów zimnej wojny azjatycki kontyngent dyktatorski ponownie walczy w Europie – jednostki północnokoreańskie w ramach armii rosyjskiej zostały już odnotowane na granicy.
Iran jest głównym donatorem technologicznym tej wojny. Jego drony kamikaze stały się masową bronią terroru. Kreml płaci Teheranowi nie tylko ropą naftową, ale także transferami technologii, skutecznie otwierając Iranowi drogę do modernizacji własnego kompleksu wojskowo-przemysłowego.
Kuba sprzedaje Rosji ludzi – tysiące zwerbowanych „pracowników kontraktowych” jest wysyłanych na front pod przykrywką pracowników migrujących. Dla Hawany to pieniądze, dla Moskwy – nowe ciała. Zasoby ludzkie stały się walutą dyktatur.
Białoruś stała się prowincją wojskową imperium. Znajdują się tam magazyny, poligony, a teraz także taktyczna broń jądrowa. Łukaszenka nie jest sojusznikiem, lecz wicekrólem – formalnie niezależnym, ale w rzeczywistości włączonym w rosyjskie planowanie wojskowe.
Chiny są głównym sponsorem gospodarczym reżimu. Pekin kupuje tanią ropę, dostarcza elektronikę podwójnego zastosowania i zamyka luki finansowe w sankcjach. To nie przyjaźń, lecz kalkulacja: Moskwa służy Chinom jako strategiczna tarcza i surowcowy dodatek, odciągając uwagę Zachodu.
Laos, Mali, Sudan i Syria to peryferyjni donatorzy lojalności. Rosja dysponuje tam bazami wojskowymi, kanałami rekrutacyjnymi i logistyką, aby obejść sankcje. Kreml łączy te reżimy nie zasobami, ale psychologią: każdy z nich istnieje tylko dlatego, że świat nie ma czasu, aby je zniszczyć.
W ten sposób rodzi się nowa „międzynarodówka dyktatur”: Pjongjang – Teheran – Moskwa – Pekin – Mińsk. Nie jest to jedna armia, ale jedna ideologia — nienawiść do Zachodu jako sama idea wolności.
Zadaniem Ukrainy jest zmiana samej struktury przyszłości
Ukraina jest nie tylko na linii frontu – jest na linii frontu historii. Naszym zadaniem nie jest po prostu przetrwanie. Musimy zmienić samą zasadę politycznego porządku świata, w którym wojna przestaje być zawodem całych narodów.
Bo dziś walczymy nie tylko z armią – walczymy z kulturą, która legitymizowała agresję jako stan naturalny. I dopóki ta kultura istnieje, każdy nowy Kreml będzie rodził nową wojnę.
Dlatego zwycięstwo Ukrainy nie powinno być militarnym finałem, lecz początkiem nowego modelu świata. Nie możemy po prostu odbić granic, ale zmienić logikę historii – udowodnić, że siła może istnieć bez agresji, że obrona może być etyczna, a nie tylko instynktowna.
Świat, który narodzi się po naszym zwycięstwie, nie może powtarzać starych błędów – nie może pozostawić Moskwie prawa do odwetu. To nie jest kwestia polityki, to kwestia bezpieczeństwa cywilizacji.
Mechanika upadku imperium
Moskwa nie upadnie od sankcji ani protestów. Rozpadnie się z powodu historycznego wyczerpania, gdy wojna przestanie być opłacalna nawet dla jej elit.
Imperium bowiem nie opiera się na patriotyzmie, lecz na zysku – na przepływie zasobów, pieniądzach z energii, grabieży kolonii. A gdy te przepływy się zmniejszą, system zacznie się sam pożerać.
Regiony, które wciąż karmią centrum, będą domagać się własnej podmiotowości; elity władzy, przyzwyczajone do przywilejów, zaczną walczyć między sobą; armia, która nie wygrywa, straci swój święty status. To wszystko nie jest romansem, lecz prawem: żadne państwo, które pożera się od środka, nie żyje dłużej niż trzy pokolenia. W miejscu
dawnej Moskwy powstanie przestrzeń, którą trzeba będzie przemyśleć na nowo – nie jako fragment imperium, lecz jako polityczną kwarantannę: postimperialną strefę odbudowy. Przestrzeń tę trzeba będzie nie tylko przywrócić, ale i dezaktywować: pozbyć się militarnego rdzenia, przyznać prawo do państwowości zniewolonym narodom i przywrócić światu granice prawdy.
słynne słowa Millera
"jest pan zerem"