Nie sądzę aby za zaczynanie czegokolwiek były kamienie milowy. Zacząć robić badanie to możesz zawsze, masz ekscytację i poklask tłumu przez tydzień, a później może przyjść rozczarowanie jak z projektem isabela w galapagos. Cały trick polega na tym żeby wiedzieć co się chce przebadać, po co, na jakich próbkach, itd., czyli cała kuchnia doświadczalna, której w raportach nie wyczytasz.
Przykładowo, załóżmy idealistycznie że mamy genialny lek X działający w 100%, bez efektów ubocznych, ale jest śmiertelny w interakcji z innym, kiepsko działającym lekiem Y stosowanym w tej samej chorobie. Jeśli weźmiemy pacjentów do swoich badań losowo to kilku zabijemy i nasz "genialny" lek zostanie odrzucony. Jeśli jednak tak zaprojektujemy badanie aby pacjenci nie pobierali w tym czasie leku Y to nie tyko lek X zostanie zaaprobowany, ale całkowicie wyprze z rynku kiepsko działający lek Y.
Może być też odwrotna sytuacja - nasz lek X działa bardzo dobrze, ale trzeba go wesprzeć innymi specyfikami, bo na przykład podnosi ciśnienie, więc trzeba go czymś innym obniżyć, albo zastosować leki chroniące wątrobę, albo np. antybiotyki po których trzeba odbudować florę bakteryją itd. To nie jest tak, że lek "działa albo nie działa", nawet przeciętny lek dobrze zaaplikowany może zdziałać cuda, a nawet najlepszy podany nieprawidłowo lub w złej dawce może zabić.