Mam też takie spostrzeżenia : udało mi sie z żoną po 25 latach pracy kupić dwu-pak inwestycyjny-mieszkanie na wynajem, które podzieliłem 2x38m. W jednym po gwarancji padła pralka, w drugiej połówce musiałem zamówić fachowca na wymianę uszczelek i od nowa poskładać źle zmontowaną przez majstrów kabine prysznicową, musiałem też wymienić kanapę bo jakaś gówniara zalała ją czerwonym winem, pewnie sie schładza i usnęła bo nie wiem jak można było wpompować tam całą butelkę, nigdy więcej studentów. Finalnie rentowność roczna realnie obniżyła mi się do 4.8% pod warunkiem, że żaden nowy kwas nie wyskoczy. Zbywalność w razie chęci uwolnienienia środków jest cienka i przez to przeszła mi koło nosa fajna działka, potrzebowałem siana na szybko w 3 dni. Słowo daje, gdybym miał dziś wolnego baniaka,to pięć razy bym sie zastanowił w co wsadzić . Akcje mają pewne plusy, są płynne, bez dziwnych lokatorów, notariuszy, latania po marketach i zwożenia towaru dla hydraulików, płytkarzy, malarzy , bez podatków od nieruchomości i rosnących funduszy remontowych, pralek & sralek. Jakąś małą pozycje w pzu mam i niech sobie leży.