Mało znasz bogaczy, a mamy ich trochę w Polsce. Obracałem się w tym środowisku trochę, chociaż wcale mnie to nie bawiło, no ale cóż - ta kasa już przepadła i trzeba się trochę ograniczyć.
To jest inwestycja w miejscówkę, do której tzw. hołota nie ma wstępu, tylko bogaci przedsiębiorcy, lekarze (profesorowie, ordynatorzy i to ci bardziej dziani), prawnicy, menedżerowie dużych firm, bankowcy, rentierzy (mamy takich w Polsce też) itd.
Tam się łapie kontakty, tam się poznaje ludzi, tam można skojarzyć dobrą partię dla swojego bąbelka, czy znaleźć inwestorów dla jakiegoś swojego nowego biznesu. Dlatego to jest inwestycja i wcale nie taka droga, bo co to jest parę tysięcy za metr więcej, jak zarabia się na całe mieszkanie w ciągu roku (czy pół roku, a nawet miesiąca) i nie trzeba nawet brać kredytu, bo ta kasa leży na koncie (chociaż oczywiście bardziej się opłaca wziąć kredyt, a żywą gotówkę inwestować w różne rzeczy, tam gdzie żywa gotówka jest potrzebna).
Ta miejscówka ma fajne udogodnienia - własną marinę dla motorówek z dopływem pod blok (jeśli to o to miejsce chodzi, bo nie do końca kojarzę). Niektórzy się tym jarają. Także spokojna twoja głowa, chętni się znajdą.
A żebyś ty widział, jak drogo później te mieszkania się urządza. I czy to jest jakiś problem? Nie, bo to są grosze w stosunku do zarobków / wpływów.