Było ok dopóki nie zachciało się giełdy. Teraz okaże się, że ten pomysł jest gwoździem do trumny poczciwego emmersonka. Tak się bowiem składa, że dla firmy z perspektywami debiut giełdowy oznacza mocnego kopa do przodu. Jednak dla gniota status spółki giełdowej oznacza najczęściej śmierć kliniczną. Trzeba będzie niestety w końcu usiąść i się wyspowiadać rynkowi ze swojej nędzy pomieszanej z dziadostwem, z nieudolności i bezradności zarządu, z braku kasy na dosłownie wszystko, z beznadziei pracowników (agentów), z których większość całymi miesiącami i kwartałami nie jest w stanie zarobić grosza, itd itp. Emmersona nie stać nawet na wodę źródlaną w bańkach dla pracujących w upał ludzi, o kawie i herbacie nie wspominając. A jak jest spotkanie świąteczne, to każdy ma przyjść ze swoim jedzeniem, bo zarząd nie ma 2000 zeta na jakikolwiek catering (i to ma być spółka giełdowa!!!!!). No to ludki-emmersonki przynoszą w tobołkach a to dwa jajeczka w majonezie, a to inny przytacha pętko kiełbaski zwyczajnej, jeszcze inny kawałek serniczka oderwany od ust własnym dzieciom. I tak se potem stana te bidne emmersonki i degustują te "specjały' rozprawiając o swej firmie, jej potędze i megaperspektywach. A te są raczej marne. Paniki wśród akcjonariuszy jeszcze nie ma. Jest tylko ostre wywalanie przez tych najlepiej poinformowanych. Ale panika będzie. Zobaczymy czy zarząd ustosunkuje się do piątkowej zwały. Raczej nie, bo co miałby powiedzieć? Prawdę?Na nią jeszcze za wcześnie. Tu śmierdzi krachem, bo rynku oszukać się nie da. A do skrachowanej spółki giełdowej klienci nie przyjdą. Zresztą już nie przychodzą. Wybierają inne adresy. Za to pracownicy masowo zrejterują. A jedyną wartością spółki nieruchomościowej są ludzie. I co to będzie? Krótko mówiąc: gówno. Tymczasem w poniedziałek znowu 20 procent w plecy. Jak nie więcej... Cdn...